sobota, 30 sierpnia 2025

73/2025 - James S.A. Corey, Wrota Abaddona

Gwiazdek: 6

AutorJames S.A. Corey
Tłumaczenie: Marek Pawelec
Wydawnictwo: Mag
Data polskiego wydania: 28 sierpnia 2018
Data oryginalnego wydania: 04 czerwca 2013
Cykl / seria: Expanse / Ekspansja (tom 3)
Kategoria: fantasy, science fiction
Stron: 540
Wersja: papierowa, posiadam
Oprawa: twarda
ISBN: 9788366065031
Język: polski
Cena z okładki: 39 zł
Tytuł oryginalny: Abaddon's Gate

Kliknij, by wrócić do strony głównej

Sierpień, a może raczej, cały okres wakacyjny, nie rozpieszczał mnie weną do czytania. Zabita jęczącymi aniołami, miałam straszliwe problemy, by skupić się na czytaniu. Temperatury zresztą też nie ułatwiały mi funkcjonowania, a w mojej zamrażarce głupio było uchylać drzwi tylko dla światełka. I chyba to też spowodowało, że postanowiłam zmierzyć się z kosmiczną pustką, chłodem i samotnością, Protomolekułą, i... ogólnie, wrócić do jednej z lepszych space oper, jakie miałam okazję czytać. No właśnie. Wrócić. I litości, jak ja się męczyłam tutaj, jak to mi szło jak po grudzie, jak "Wrota Abaddona" mnie przeorały straszliwie, wiem tylko ja. Ugh, znów będzie krótko, znów marudząco, bo ja już chce chłodniejsze temperatury i możliwość myślenia... To co? Działamy? Zapraszam?

_________________________________________________________

Protomolekuła opuściła w końcu chmury Wenus i jako tajemnicza budowla, ulokowała się na krańcach Układu Słonecznego, gdzie przerobiła się w równie tajemniczy Pierścień. Chroniony przez wszystkie siły Układu Słonecznego, stanowi sekret i tajemnicę, którą ma poznać specjalnie wybrana grupa na pokładzie Behemota. Zanim to jednak nastąpi, przez Pierścień przelatuje młodziutki Pasiarz, z którego zostają smętne resztki. No nic, Ziemia, Mars, SPZ - ruszają pilnować Pierścienia, i nie oczekują niczego problematycznego. No cóż. Nie może być tak łatwo, bo przypadkiem w sprawę wplątuje się Holden i załoga Rosynant - zostają skutecznie wmanewrowani w zawiezienie w okolice tejże struktury reporterki z załogą, nieświadomi, że tym samym stają się elementem większego spisku. Protomolekuła jednak, za pomocą Millera, postanawia zadziałać, i kiedy statki przekraczają barierę zaczyna się dziać coś nieoczekiwanego. Holden, czy mu się podoba, czy nie, znów staje się twarzą wydarzeń, a co więcej, musi wybrać stronę, i ją obronić...

Spisek mający na celu zniszczenie Jamesa Holdena nabrał rumieńców. W końcu został przygotowany perfekcyjnie, a załoga Rosynant nie spodziewa się niczego, odpoczywając po ostatnim, lukratywnym zleceniu. Nie spodziewają się więc problemów. A ten nawarstwiają się z każdą chwilą, od szalonego lotu Neo w przestrzeń Pierścienia, aż po wejście w dziwną, błękitną sferę wewnątrz struktury obcych. I we wszystkim udział w jakiś sposób ma Holden, kierowany podszeptami Millera - wcale nie Millera. Kiedy okazuje się zaś, że Protomolekuła ma własną świadomość i widzi ludzkość jako zagrożenie, sytuacja staje się znacznie poważniejsza. Połączone siły Ziemi, Marsa i Pasiarzy znajdują się w sytuacji bez wyjścia, kiedy ścigają wrobionego Holdena - a jednocześnie próbują uratować własne życie.

"Wrota Abaddona" to trzeci tom cyklu Expanse, cyklu świetnego, godnego uwagi, naprawdę potężnego i fascynującego. Tu jednak mam wrażenie lekkiego... regresu? Tak, cofnięcia. Brakowało mi tu polityki, spisków, Avaserali (!) i więcej Millera. Były za to rozwlekane wątki osobistej zemsty, religijnych rozważań, tęsknoty za bliskimi i spisków, walk w stanie nieważkości i poświęcenia. Nawet załogi Ros było tu mniej, choć kiedy się pojawiała, czuć było zaciskające się między nimi więzy. Nie mniej jednak, strasznie wynudziłam się na tym tomie, przynajmniej w wątkach, w których pojawiała się Clarrisa czy Byk, nie wspominając o pastor Annie - rozumiem, że te postacie były w jakiś sposób potrzebne, ale ich wątki momentami były absurdalne i zbędnie rozwleczone. Wątek buntu wydawał mi się nie do końca przemyślany i trochę słaby, zaś sam Ashford? O litości, powiesiłabym go za jaja. Za to na plus był wątek z samą Protomolekułą, sceny z Millerem, czy już w środku niebieskiej sfery - ahhh, tak, to było to, na to właśnie czekałam! 

No właśnie, postacie. Clarissa-Melba. jej wątek był momentami całkiem interesujący, ale bywały chwile, że chciałam nią potrząsnąć. Wielebna Anna zupełnie mnie za to nie porwała - jej wątek był nudny, miałki i nijaki, i choć bardzo doceniam fakt, że autorzy chcieli trochę zastanowić się, jak ludzkość będzie rozważać swoją przyszłość w obliczu podróży międzygwiezdnych. Nie mniej, zupełnie nie pociągnęła mnie ta historia, wątek pastorki w dodatku był momentami tak absurdalny (pościg za Melbą!), że łapałam się za głowę. Chyba tylko Byk w którymś momencie złapał moją sympatię. Nie do końca, ale jednak. Najgorszy z całej tej zbieraniny różnych, nowych postaci wprowadzonych, był jednak Ashford - chwilami, kiedy się pojawiał, doprawdy, chętnie rytmicznie uderzałabym jego głową w ścianę. Nie wiem, w którym momencie co zawiodło, ale zupełnie mnie jego kreacja nie zainteresowała.

W całokształcie, "Wrota Abaddona" są książką naprawdę fajną, z nieco może za słodką końcówką, ale dawka walk, dawka opisów życia w przestrzeni, a co najważniejsze, wyjaśnienie, czego obca cywilizacja chce (albo i nie), naprawdę przyjemnie pchnęła cała historię na kolejne tory. I choć wiem, co się wydarzy dalej, i wciąż pamiętam doskonały serial, to jednak z przyjemnością czytałam co i jak, choć momentami po prostu zasypiałam, czy zakładałam, że rozdziały z perspektywy konkretnej postaci są zbędne - albo zbędnie rozwlekane - to jednak w całokształcie, czytało się dobrze. I chętnie sięgnę po kolejne tomy, bo wiem, że sie nie zawiodę, a cały cykl Expanse ma w moim serduszku naprawdę wysokie mniemanie.

Mimo braku mojej ulubionej Avaserali!

A jak jest naprawdę? Oceńcie sami ;) A przy okazji, możecie postawić mi kawę jak się podobało ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz