Autor: Jennifer Roberson
Tłumaczenie: Cezary Frąc
Redakcja/korekta: Liwia Drubkowska / Jawiga Piller
Wydawnictwo: AmberData polskiego wydania: 1996
Data oryginalnego wydania: 1984
Cykl / seria: Kroniki Cheysuli (tom 1)
Kategoria: fantasy, science fiction
Stron: 271
Wersja: papierowa, posiadam
Oprawa: miękka
ISBN: 8370829961
Język: polski
Cena z okładki: 13,80 zł
Tytuł oryginalny: Shapechangers
Kliknij, by wrócić do strony głównej
Powracam z zaświatów z książką, którą już lata temu czytałam. Z książką, która od jakiegoś czasu chodziła mi po głowie uparcie i wcale nie skrycie, trochę w związku ze wspomnieniami i grą tekstową, trochę z racji tęsknoty za klasyką i zwyczajnym fantasy, które wzbudzi we mnie łezkę wspomnień... Ja wiem - to nie jest seria dla współczesnych miłośników romantasy, dla tych, co wszystko mają na tacy - i dlatego świetnie rozumiem zniesmaczenie osób, które siadają do tego tytułu, oczekują cudu, a dostają... no właśnie. Skomplikowany na swój sposób świat, język, zależności i historię, która nie pasuje do współczesnej nowomowy, bo trąca myszką. Ale pod warstwą patyny czają się liry, cheysuli, tahlmorra... czar wspomnień i czasów, kiedy fantasy było fantasy, kiedy wszystko odkrywało się powoli, świat, choć niezbyt skomplikowany, porywał, a Jennifer Robertson pokazała, że choć się zestarzała, to jednak wciąż wywołuje rodzaj sentymentu... Hah!




