Nie samymi książkami człowiek żyje, i nie ma co ukrywać. No czasem trzeba jeść, spać, wyjść do ludzi (po co?) albo... spełniać marzenia! Dlatego ostatnie 3 dni nie czytałam, tylko... no właśnie, zaspokajałam swoje potrzeby nie-czytelnicze, ale bardzo blisko książkowe ;)
I dziś nadszedł taki dzień, spełniłam swoje marzenie, które - poza posiadaniem mojej biblioteczki - od jakiegoś czasu nie dawało mi spokoju. A kiedy nadeszła chwila, w której mogłam ją spełnić...
W chwili, kiedy powstaje ten wstęp, ja jestem na etapie absolutnej, dziecięcej, obłędnej radości, normalnie, jak pięciolatka, której Mikołaj spełnił największe marzenie. Poniekąd, tak jest, choć ja nie mam już dawno lat pięciu, a Mikołaj... to cóż, to ja. Taki mały prezent od siebie dla siebie, ale absolutnie wymarzony, wytęskniony i będący moim ukoronowaniem miłości... do siebie samej i Forgotten Realms :D
Tak, proszę państwa. Nastała ta chwila.
















