poniedziałek, 27 października 2025

88/2025 - Robert Anthony Salvatore, Droga Patriarchy

Gwiazdek: 7

AutorRobert Anthony Salvatore
Tłumaczenie: Anna Studniarek-Więch
Wydawnictwo: ISA
Data polskiego wydania: 2009
Data oryginalnego wydania: 2006
Cykl / seria: Najemnicy (tom 3) / Forgotten Realms
Kategoria: fantasy, science fiction
Stron: 400
Wersja: papierowa, posiadam
Oprawa: miękka
ISBN: 9788374182188
Język: polski
Cena z okładki: 27,80 zł
Tytuł oryginalny: Road of the Partriarch

Kliknij, by wrócić do strony głównej

I jeszcze raz, czas poszpiegować charakterystyczny, morderczy duet w akcji. Tym razem, na Ziemiach Krwawnika Jarleaxle i Enteri dopuszczają się czegoś doprawdy zaskakującego. Rzucając wyzwanie królowi, igrając z dwoma smoczycami, ta niezwykła para przyjaciół odkrywa karty, istnienia których chyba nikt się nie spodziewał. Ambicie, determinacja i pragnienia są siłą napędową tych dwóch. A co z tego wyniknie? Znudzony, pełen niespodziewanych pomysłów drow, skrytobójca, którego emocje skrywane są bardzo dokładnie i ambitne smoczyce, które nie rozumieją, jak czasem upór jest potężną bronią... Oj, bawiłam się przednio i już płaczę, że w Polsce nie wydano kolejnych części...! Dziś króciutko, bo choróbsko mnie dopadło, ale i tak zapraszam!

_________________________________________________________

Pokonawszy przeszkody, jakie znajdowały się w zamku należącym do złego czarnoksiężnika, Jarleaxle wchodzi w posiadanie cennego artefaktu, czym wzbudza zrozumiały strach i irytację smoczych sióstr. Nic sobie z tego nie robiąc, drow bezczelnie wykorzystuje swoje pragnienia... i oto nagle, na ziemiach Krwawnika, w samym sercu Vaas, mamy... Zamek  D'aerthe! Co więcej, intryga zawiązana przez naszego ulubieńca nie byłaby intrygą, gdyby Jarleaxle na tronie nie usadził... Artemisa (i to artemisowe, znudzone: "możecie skakać na główkę z blanków" :D). Król Gareth ma jednak na ten temat własne zdanie, dlatego nasi bohaterowie muszą dość szybko opuścić Ziemie Krwawnika, ale nie sami - zabierają z sobą krasnoluda Athrogate'a. Dzięki pomocy Ilnezhary i Tazmikelli trafiają w okolice Calmishanu i miejsca, z którego pochodzi Entreri... i przekonamy się, że pewnych wspomnień lepiej nie wyciągać z zakamarków umysłu...

Ten tom czytało się nieco bardziej powoli, gruzdrowato niż poprzednie części. I nie dlatego, że nic się nie dzieje, wręcz przeciwnie, dzieje się naprawdę sporo - mamy tu okazję w końcu zagłębić się nieco w przeszłość Artemisa, ale i poznać trochę sekretów Jarleaxle'a; chodzi tu o problem.. z tłumaczeniem. Tak, tłumaczenie tu, w tym tomie, wykonane przez panią Anię jest po prostu pozostawiającym potężną dawkę do życzenia działaniem. I ja już nie dziwię się, że książki z tego uniwersum, tłumaczone przez nią właśnie, uważane są za złe. Ale o tym jeszcze później. Sama fabuła powieści jest naprawdę przyjemna i lekka, z dawką zaskakujących zwrotów akcji i momentów, które na długo zostaną w pamięci. 

Chyba najbardziej podobało mi się jednak zagłębienie w umysł skrytobójcy tutaj. Zaczynamy poznawać go z nieco innej strony, a i sam Salvatore przestaje być oględny w słowach i dostajemy kilka bardziej erotycznych momentów. Calihye jest tu dość istotną personą, która, poza fletem, wpływa na skrytobójcę w sposób, w jaki nikt się nie spodziewał, dlatego też jej działania bolą jeszcze bardziej. Poza tym, znów przez jakiś czas pojawia się Kimmuiel i najemnicy z Bregan D'aerthe, plącząc znów intrygi Jarleaxlea. Ale czy aby na pewno? Sprytny drow działa zgodnie z własnymi potrzebami i humorem, igra z otoczeniem i bawi się przednio, jednocześnie jednak zagłębiając się w umysł swego ludzkiego przyjaciela, i poznając, co go ukierunkowało. Ta część zresztą historii nabiera mrocznych, ciemnych barw, i choć nie do końca podobało mi się wykorzystanie tu kapłanów Selune (bogini księżyca), to jednak rozumiem potrzebę wplątania ich w fabułę. Pewne rzeczy przez to są bardziej... jasne ;) 

Postacie tu są zróżnicowane, ale najbardziej wybija się na tle innych Athrogate i jego... rymy i ryki. A w zasadzie to "Ha, ha, ha! - zaryczał." To niestety strasznie denerwowało. W ogóle cała postać była nieco irytująca, nie dziwi mnie więc zachowanie smoczych sióstr względem niego. Drażniła lady Christine, sztywna i nijaka. Ale tu... chyba znów wychodzi, ze to kwestia tłumaczenia - miałam możliwość zerknięcia w anglojęzyczne wydanie, i zdecydowanie różni się od tego, co zaprezentowano nam w polskiej wersji. Tłumaczenie jest wyraźnie nijakie, brakuje mu przemyślenia i zastanowienia nad pewnymi aspektami, jak choćby... Urshula Czarny. Ja rozumiem, że drakolich, że smok, ale... jednak była płeć. A tu uparcie mamy, żę czarny to czarny, więc smok, a nie smoczyca. Jak mnie to drażniło... Więcej było takich byków, dziwnych określeń czy opisów, które, przy odrobinie chęci, brzmiałyby o wiele lepiej i logiczniej. Choćby właśnie te ryki, albo zdania były tłumaczone dosłownie (otulona własnymi uczuciami, które robiły zwód na zwodzie - serio?), no... nie czytało się tego najlepiej. 

W całokształcie jednak, "Droga Patriarchy" to naprawdę fajna, przygodowa pozycja, przybliżająca nam moją zdecydowanie ulubioną parę najemników. Jest dawka magi, artefaktów, pościgów, zdrad i znajomości. Sekrety, tajemnice, kombinacje, dawka walk, czyli wszystko, co tygryski lubią. Czy polecam? tak. Choć trzeba czasem przymknąć oko na błędy i dziwne zdania, to jednak seria Najemników (seria, bo przypominam, jest tego więcej, do poczytania tutaj!) jest godna uwagi i zapewni naprawdę solidną chwilę rozrywki dla każdego fana miecza, magii i drogi!

A jak jest naprawdę? Oceńcie sami ;) A przy okazji, możecie postawić mi kawę jak się podobało ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz