Gwiazdek: 5
Kliknij, by wrócić do strony głównej
_________________________________________________________
A jak jest naprawdę? Oceńcie sami ;) A przy okazji, możecie postawić mi kawę jak się podobało ;)
Autor: Jay Kristoff
Tłumaczenie: Wojciech Szypuła, Małgorzata Strzelec
Tłumaczenie: Wojciech Szypuła, Małgorzata Strzelec
Wydawnictwo: Mag
Data polskiego wydania: 25 marca 2026
Data oryginalnego wydania: 14 listopada 2025
Cykl / seria: Wampirze cesarstwo (tom 3)
Kategoria: fantasy, science fiction
Stron: 1024
Wersja: papierowa, posiadam
Oprawa: twarda
ISBN: 9788368591446
Data polskiego wydania: 25 marca 2026
Data oryginalnego wydania: 14 listopada 2025
Cykl / seria: Wampirze cesarstwo (tom 3)
Kategoria: fantasy, science fiction
Stron: 1024
Wersja: papierowa, posiadam
Oprawa: twarda
ISBN: 9788368591446
Język: polski
Cena z okładki: 89 zł
Tytuł oryginalny: Empire of the Dawn
Cena z okładki: 89 zł
Tytuł oryginalny: Empire of the Dawn
Kliknij, by wrócić do strony głównej
Wysoki sądzie, udało się, operacja zakończona pełnym sukcesem, pacjent umarł. Z NUDÓW. Dosłownie, na litość boską i za jakie grzechy, ale serce na dłoni, ta cegła wymęczyła mnie niemiłosiernie, zasypiałam na niej i kompletnie nie czułam tego flow, jakie było przy poprzednich dwóch tomach. No nie, zwyczajnie, nie. Było za wiele patosu, za wiele przynudzania, za wiele podkreślania, jak bardzo super jest LGBT+ (nie mam nic przeciw, o ile nie robię za prześcieradło, a tu momentami robiłam), i po prostu za mocno przegadane. Niestety, ale autor zdecydowanie nie uciągnął ciężaru serii, jaką sprezentował i finałowy tom poleciał bardzo w łodzieżowo-crindżowo-krwawo-erotyczny dział, który nijak nie dał mi radochy. A szkoda. Bardzo szkoda! Króciutko.
_________________________________________________________
Nadchodzi koniec. Kres spisanych ksiąg z przygodami Gabriela de Leone, ostatniego Srebrnoświętego i jego siostry, ostatniej liathe, Celene. Kres wszystkiego, co znali, po śmierci świętego graala wszak świat popada w ruinę, nie ma po co żyć... więc, co, do cholery, dostajemy w tym liczącym ponad tysiąc stron cegiełkowym potworku!? Patos. Patos. Patos. Jeszcze więcej patosu. LGBT+, płacz Arona i Baptiste'a, gdzie jest mój mąż, albo płacz Graala za księżniczką. Albo księżniczki za Graalem i Baptiste'a za Aronem. Jeszcze więcej płaczu i scen seksu jednopłciowego. Rozpacz, że seks międzypłciowy musi być. Szok i niedowierzanie, że Graal w ogóle żyje i pokonywanie kolejnych mil w błocie, próby pokonania świata wampirów... Oesu, yong adult wjechało mi w tym tomie na pełnej i nie zostawiło nawet łańcuszka na kostkę w formie jeńca, tylko rozjechało mnie jak żabę na A4. Zostawiając z potężnym niesmakiem, co ja w zasadzie przeczytałam.
Zmierzamy do grande finale. Gabriel z chłopakami próbuje dotrzeć do wyznaczonego sobie celu, którego już nie pamiętam, jaki miał, Celene też. Większość ich drogi jest przeciągnięta jak gumka z majtek i to takich dobrze zużytych, więc po prostu no fascynujące opisy kolejnych mil, walk z potworami i odpoczynku przy ognisku czytałam z narastającym znużeniem. Im dalej w las, tym mniej rozumiałam z tego, co czytam, a więcej widziałam lania wody i to takiej, bardzo bezsensownej wody, której spokojnie nie musiało być. Nie wiem, czy autor nie uciągnął ciężaru, czy wydawca naciskał, czy wszystko do kupy, ale co miało nie zagrać - absolutnie nie zagrało i naprawdę chcę zrozumieć, skąd zachwyty, gdzie ich nie ma. Mamy wciąż w koło Macieju powielane scenki, tylko rozciągane zaleznie od chwili - serio, połowa z nich mogłaby być spokojnie wycięta i nic by książka nie straciła na treści, podobnie jak nic by się nie stało, gdyby wycięto erotykę - ta po prostu była tu na siłę i tak zbędna, że aż się ulewało.
A mój największy zgrzyt? Finał. Zakończenie. No cholera! Miałam ochotę rzucać książką po pokoju i to szczerze. Po tak rozwleczonym, zbędnie krwawym targaniu czytelnika, po setkach nudnych stron, które spokojnie mogły nie istnieć, dostaliśmy... TO!? Normalnie, poczułam się, jakby mi ktoś strzelił w twarz. Ja rozumiem, Kristoff najwyraźniej zużył sie jak skarpeta z pomysłów, ale... Po brutalności, krwawości i pornografii wręcz dostajemy cukierkowy finał, w którym wszyscy trzymamy się za rączki i wąchamy kwiatki. Od góry. ARGH.
Postacie? Pozwólcie, że zamilknę. Wkurzały, więc to tyle. Jak w pierwszym tomie byłam zachwycona, w drugim - było dobrze, ale wciąz jeszcze dawały radę, tak tu chciałam po prostu przywalić każdej z osobna i wszystkim po kolei w potylicę. Te postacie nie różniły się między sobą absolutnie niczym, każda z nich sypie sarkazmem jak z rękawa, i jest taaaaaaka super. Nie, nie kupuję tego, dziękuję, kurtyna.
W całokształcie? trylogia zapowiadała się absolutnie rewelacyjnie. Wszystko w niej było tym, czego szukałam - mocni bohaterowie, akcja, świat, klimat. Ale faktycznie? Faktycznie, drugi tom zaliczył potknięcie, ale trzeciw okazał się straszną porażką. Kristoff nie dociągnął, wyraźnie pokazała się jego strona... no autora YA i młodzieżówek. A szkoda, bo naprawdę, mogła to być świetna seria, która od początku do końca byłaby serią o wampirach, która sięgałaby śmiało do stópek samego Lestata. A tu? Za długo, za przegadanie, za nijak.
Szkoda. Bardzo szkoda. Ale mimo wszystko, pewnie wciąż będzie to jedna z lepszych serii o wampirach, jakie współcześnie wyszły.
A jak jest naprawdę? Oceńcie sami ;) A przy okazji, możecie postawić mi kawę jak się podobało ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz