wtorek, 3 marca 2026

19-20/2026 - Satoshi Urushihara, Chirality #2+3



Gwiazdek: 5/5
AutorSatoshi Urushihara
Tłumaczenie: Rafał Rzepka
Wydawnictwo: J.P. Fantastica
Data polskiego wydania: 2003
Data oryginalnego wydania: 1995
Cykl / seria: Chirality (tom 2) / De Luxe
Kategoria: komiksy
Stron: 178/172
Wersja: papierowa, posiadam
Oprawa: miękka, z obwolutą
ISBN: 8388803646 / 8388803654
Język: polski
Cena z okładki: 30,00 zł + 2,00 zł (przesyłka)
Tytuł oryginalny: キラリティー

Kliknij, by wrócić do strony głównej

Postanowiłam zrobić sobie odskocznię od tego, co aktualnie mi na grillu literackim skwierczy - bo pani Briggs mnie pokonała głupotkami, a Potomek Kusziela choć znów pisany tym cudownym językiem, nie ma już Feyry jako głównej bohaterki, więc... spojrzałam, wyłapałam na Hałdzie Zagłady dwa, zapomniane zupełnie, tomy mangi - i uznałam, że ok, zawsze lepszy rydz niż nic. Satoshi Urushihara ma kreskę w końcu niesamowicie piękną, artystyczną, więc choć sobie na ładne obrazki popatrzę, bo tekstu - ironio - stosunkowo mało. I zdecydowanie wyszłam na ignoranta, albo i sklerotyka. Cóż. Bywa i tak, nie narzekam, a historia konfliku w przyszłościowym świecie, w którym kwitnie miłość między Shiori a Caroll wciągnęła mnie jednak bardziej, niż pamiętałam z pierwszej części. Hah! 

_________________________________________________________

Postapokaliptyczny świat, w którym zostały nasze bohaterki, nabiera rumieńców. Tajemnicza zaraza, która zbiera żniwo wśród ludzi i zamienia je w paskudne roboty (tu kłania się tom pierwszy i zainfekowana Elena), zmusza kurczące się zasoby ludzkie do wycofania i poszukiwania Gai. I kiedy przez chwilę wydaje się, że nasi bohaterowie znajdą na moment spokój i będa mogli w końcu nieco podreperować swój pojazd, pojawia się problem. Problem, który nosi imię Adam i bardzo mu zależy na tym, by dorwać nie tylko Caroll, ale i osobę, którą kocha. Obie strony nie cofają się przed niczym, byle tylko dopiąć swego, a w środku problemów znajduje się Shiori, która, choć nie rozumie do końca natury konfliktu, decyduje się stanąć po stronie ukochanej, nawet, jeśli ta zamienia się w potwora. Miłość jednak jest siłą potężniejszą, niż uszkodzony Adam chce zakładać... 

Tom drugi i trzeci zgrabnie, ale bardzo szybko, wręcz po łebkach, prowadzą fabułę do finału - jest więc bardzo dużo dynamicznych kadrów, takich, które pokazują nam naprawdę sporo akcji... ale nie tylko - ale o tym za chwilę. Najpierw fabuła - choć można się kłócić, czy jest tu jakaś, czy po prostu fani kobiecych wdzięków mają na co popatrzeć. taka prawda, fabuły jest tu dość mało, i wszystko skupia się na tym, że nasza grupka gdzieś jedzie, gdzieś się zatrzymuje, walczy, znów jedzie, by nagle znaleźć się w pobliżu Gai, która jest zagrożeniem dla świata. Połowa mieszkańców tajemniczego schronu nie ufa Caroll i chce ją (go?) zbadać, druga połowa to mięso armatnie, kiedy Adam postanawia je (ich?) zniszczyć. W końcu, za wszelką cenę chce spełnić swój program, choć został uszkodzony w trakcie wyłączania Gai... 

Kurde, no nie wiem. Sama nie wiem, jak podchodzić do tego tytułu. Z jednej strony - no jest świetna kreska, te bardzo dynamiczne kadry, są całe rozkładówki wręcz jednej sceny, gdzie dzieje się naprawdę sporo, a tekstu jest stosunkowo mało. Więcej obserwujemy z opowieści tła, z dynamiki rastrowania i układania cieni, a z drugiej, mamy jednak historię miłosną, między młodziutką dziewczyną a organizmem sztucznym, który nie ma zdefiniowanej płci, choć uparcie widzimy kobietę. W tym wszystkim świat przyszłości i konfliktu między ludzkością a sztuczną inteligencją, która jest zainfekowana tajemniczym wirusem wydaje się po prostu zrzucona na kompletnie trzeci plan i jest tylko pretekstem, by pokazać kobiece piersi. Dużo kobiecych piersi. BARDZO DUŻO kobiecych piersi. 

I teraz, uwaga, mój mamrot - to nie tak, że mam coś przeciw, że jestem jakaś cnotka, czy coś. Po prostu w którymś momencie erotyka pojawiająca się dosłownie wszędzie, wyskakująca mi z lodówki, tak samo jak "debiuty" mi się przeżarła, a tej w tych dwóch tomach (zwłaszcza w trzecim) jest potężna ilość. Więc trochę cierpiałam, że zamiast kolejnych dynamicznych kadrów walk, czy wyjaśnienia świata, dostajemy dość... mocne sceny. Takie prosto z platformy z czarno-żółtym logo. Odkładając 3, finalny tom, byłam po prostu przerażająco zmęczona dawką erotyki. Koniec mamrotu.

Bolało mnie, że dużo wątków jest tu zaczętych i nie skończonych - mamy tu więc ratowanie całego świata i ocalałej ludzkości, oszalałego byłego parntera Caroll, który staje się poważnym antagonistą, nie cofającym się przed niczym, byle tylko osiągnąć cel, mamy pokazane zagubienie i rodzaj szaleństwa Caroll, która stara się za wszelką cenę chronić Shiori. Ale zabrakło mi tu czegoś, tej głębi, tego zagłebienia się w konflikt. I ja rozumiem - 3 tomy to bardzo mało, jak na tak rozbudowany świat i historię, która miała być pokazana. Ale no - brakowało mi tego tutaj. Brakowało bardzo, zwłaszcza, że postacie, które autor wprowadza jako uzupełnienie drużyny: Patty, Bick czy Shizuma - naprawdę zasługują na coś więcej, niż ogólnikowe i bardzo po macoszemu traktowanie. Bywa zabawnie, bywa strasznie, ale brakuje trochę równowagii między wszystkim. Znów wysuwa się na pierwszy plan ta śliczna kreska i talent autora do pokazania dynamiki, sceny walk są świetne, ale... no. Wciąż zostaje to "ale", choć pewnie zaraz będzie, że czepiam się dla czepiania.

W całokształcie? Chirality to manga, którą się podziwia. Wydanie de luxe z grubymi, sztywnymi kartkami wprowadzało wprawdzie nieco zamieszania, czy na pewno przewracam pojedyncze strony - i dlatego tomiki wydają się takie tłuściutkie i solidne, choć mają po ledwie nieco ponad 170 stron. Wydane są naprawdę ładnie, przyjemnie, kolorowe pierwsze strony działają na wyobraźnię. Tytuł jednak jest bardzo specyficzny i skierowany do konkretnego odbiorcy - czy się to komuś podoba czy nie, to tytuł zdecydowanie 18+, i może wzbudzić rodzaj dyskomfortu. Tytuł został jednak klasyką i zachwyca mnie wciąz niesamowitą kreską, wspaniałym sposobem operowania kadrami i oszczędnością słów. 

Czy polecam? Zależy. Na pewno nie polecam tym, którzy szukają lekkiej i prostej lekturki. Fanom gatunku nawet nie będę przypominać o istnieniu tego tytułu, zaś tym, którzy szukają czegoś ambitnego - odradzam, bo świetny i ambitny temat został wypłaszczony do dość konkretnych elementów tła. Ale w tym wszystkim... bawiłam się nieźle. To jednak klasyka mangi, którą teraz, po wielu latach, człowiek docenia. jest w tym tytule jakiś sentyment, jakiś czar i magia, która sprawia, że mimo wszystko, uśmiechnęłam się na finale, i zadumałam, jak nasza przyszłość może wyglądać... i czy gdzieś tam jest taki Caroll, który z miłości do ludzkości gotów jest na tak wiele poświęcenia...?

A jak jest naprawdę? Oceńcie sami ;) A przy okazji, możecie postawić mi kawę jak się podobało ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz