poniedziałek, 9 marca 2026

21/2026 - Anne McCaffrey, Delfiny z Pern

Gwiazdek:
 6
AutorAnne McCaffrey
Tłumaczenie: Jan Zaremba
Redakcja/Korekta: - / -
Wydawnictwo: Książnica
Data polskiego wydania: 2009
Data oryginalnego wydania: 1998
Cykl / seria: Jeźdźcy smoków z Pern (tom 12)
Kategoria: fantasy, science fiction
Stron: 334
Wersja: papierowa, posiadam
Oprawa: miękka
ISBN: 9788324577651
Język: polski
Cena z okładki: 16,99 zł
Tytuł oryginalny: Dolphins of Pern

Kliknij, by wrócić do strony głównej

Czas wrócić do Pernu, i na nowo nieco się rozgościć, zwłaszcza, że na półce (nie licząc braków), mam ostatnie 6 tomów zerkających na mnie z polskiego wydania, którym wyraźno tęskno do czytania... :D Zresztą nie ma co ukrywać, czasem potrzebujemy takiego otulającego jak kocyk fantasy, które mieszając się płynnie z elementami SF prowadzą nas miękko przez całą historię. A Pern jest właśnie takim kocykiem - z odległą przyszłością, w której ludzie kolonizują odległy Rukbat w gwiazdozbiorze Strzelca, a potem odrzucają całą technologię, która pomogła im uciec z umierającej Ziemi i żyją bez niej. Ale czy na pewno...? I co do tego mają delfiny...? Zdecydowanie, warto było odkrywać na nowo uroki tej serii! Krótko.

_________________________________________________________

Początkowo, kiedy Pern kolonizowano, ludzie zasiedlili delfinami oceany - był to pomysł całkiem niezły i sprytny, a zwierzęta, poddane specjalnej terapii, potrafiły porozumiewać się z ludźmi bardzo płynnie, pomagały im w połowach i ostrzegały przed gwałtownymi zmianami pogody. Sielanka! Wszystko zmieniło się jednak wraz z pierwszym przejściem Czerwonej Gwiazdy - ludzie zniknęli, Nici zmusiły ich do zasiedlenia bezpieczniejszego, Północnego Kontynentu, i powoli perneńczycy zapomnieli o delfinach, skupiając się na smokach. Wiele obrotów później przypadek sprawia, że syn pana Warowni Rajskiej Rzeki, Readis, wraz z wujkiem Alemim ruszają na połów, gdzie łapie ich nieoczekiwanie sztorm. Nagle, na pomoc ruszają im delfiny, które nie tylko pomagają obojgu bezpiecznie wrócić do brzegu, ale i... mówią. Chłopiec zostaje głeboko zafascynowany tymi zwierzakami, a jego wuj postanawia nieco zagłebić się w ich świecie, co rozpoczyna cały szereg nieoczekiwanych zbiegów okoliczności, pouczających wydarzeń, ale i smutnych chwil, w których delfiny okazują się nieoczekiwanymi ale radosnymi i bardzo mądrymi kompanami...

Jest coś sympatycznego w tej prozie pani McCaffrey. Ten świat przyszłości, który pokazuje, jak wiele zniszczeń dokonała ludzkośc rozbudową technologiczną i pragnieniem wzbogacenia się, który konfrontowany jest ze światem, w którym wszyscy pracują na podobnych warunkach, ale niepokoją się, co i jak, okazuje się, że dalej technologia może wpływać na podziały ludzkie, i miast jednoczyć, dzieli. SIWIW - komputer, odkryty jakiś czas temu, pomaga naszym kolonizatorom w rozbudowie swego świata, mają lodówki, generatory prądu, pojawiają się pierwsze radia... ale wciąż to nie wszystko, co maszyna może dawać. Technologia rozwija się, idzie nowe pokolenie pragnące się uczyć, a wśród nich jest Readis, który marzy o byciu delfiniarzem, ale jego matka nie wyraża na to zgody. Obserwujemy więc, jak chłopak powoli dorasta, poznaje świat, pragnie zmienić świat wokół siebie, zdobywa przyjaciół i osoby, które rozumieją jego fascynację delfinami. A jednocześnie obserwujemy, jak wiele osób podchodzi do delfinów nieufnie, bez przekonania. Osobnym wątkiem jest też problem pazernego Torika... 

Kurczę, ale się dobrze bawiłam na "Delfinach". Nie tylko dlatego, że pozycja jest lekka i przyjemna, i pozwala zanurzyć się w dobrze znany świat, który miesza w sobie wątki SF i fantasy - co teraz, we współczesnej prozie zdaje się być nie do pomyślenia, ale też i pokazuje różne wątki, rózne historie i dramaty, które mimo upływu lat zdają się być wciąż aktualne. Mamy więc nadmierną rodzicielską troskę, bunt, pazerność, pragnienie rozwoju. Mamy też marzenie o zjednoczeniu się, wspólnym życiu ludzi ze smokami i delfinami. Mamy technologię, pragnienie rozwoju, ale mamy i stratę. Wszystko na przestrzeni nieco ponad 300 stron, i choć momentami miałam wrażenie, że akcja jest za szybka, a pewne wątki rozwiązane na kolanie, albo porzucone, to jednak - mimo wszystko - czytało mi się przyjemnie. 

Sama fabuła leci na łeb i szyję, ale nie jest to specjalnie odczuwalne. Akcja rozgrywa się na przestrzeni jakiś 10-12 lat, ale zupełnie w niczym to nie przeszkadza, pozwala nam za to powoli obserwować, jakie zmiany zachodzą w życiu i rozumowaniu całej perneńskiej społeczności. Co prawda, wciąż mam problemy z wątkiem Torika - można było mu doprawdy poświęcić stronę czy dwie więcej - ale w całokształcie źle nie było. Fajne były wątki samych delfinów, to, jak mówiły, jak porozumiewały się z ludźmi. Naprawdę przyjemny i lekki temat. Jedyne, czego nie rozumiałam, to podejścia Lessy, która jest przeciwna delfinom, i ogólnie, zachowuje się jak się zachowuje, by na koniec uśmiechać się ze stwierdzeniem, że "delfiny są super". No ale - to Lessa.

Serię "Pernu" polecam zdecydowanie każdemu, kto szuka lekkiej i przyjemnej klasyki, i nie ma problemu z faktem, że miesza się tu SF z fantastyką. Postacie daje się lubić, i w niczym nie przeszkadza fakt dziwnych imion  - zwłaszcza, że mamy tu smoki! Może w tym tomie smoków nie ma za wiele, i są przesunięte na drugi plan, ale... są. I to się liczy. 

"Jeźdźcy smoków z Pern" mają w moim sercu specjalne miejsce. Sentymentalne. I jest to seria, którą zawsze będę polecać, jako taką otulającą, miekką i doskonałą, kiedy ma się kaca książkowego!

A jak jest naprawdę? Oceńcie sami ;) A przy okazji, możecie postawić mi kawę jak się podobało ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz