Autor: Shoko Yoshinaka
Tłumaczenie: Rafał Rzepka
Redakcja / Korekta: Jacek "Kralizek" Szczypior / Monika "Moni-chan" Bakierska / Rafał "Ra-v" Czaplejewicz
Wydawnictwo: Initium
Data polskiego wydania: 2003
Data oryginalnego wydania: 1995
Cykl / seria: Magiczni wojownicy - Slayers
Kategoria: komiksy
Stron: 170 / 160 / 160 / 120
Wersja: papierowa, posiadam
Oprawa: miękka
ISBN: 8389505061 / 8389505045 / 838950507X / 8389505088
Wydawnictwo: Initium
Data polskiego wydania: 2003
Data oryginalnego wydania: 1995
Cykl / seria: Magiczni wojownicy - Slayers
Kategoria: komiksy
Stron: 170 / 160 / 160 / 120
Wersja: papierowa, posiadam
Oprawa: miękka
ISBN: 8389505061 / 8389505045 / 838950507X / 8389505088
Język: polski
Cena z okładki: 16,00 zł
Tytuł oryginalny: スレイヤーズ Sureiyāzu
Cena z okładki: 16,00 zł
Tytuł oryginalny: スレイヤーズ Sureiyāzu
PROJEKT 0 TBR: Tak
Kliknij, by wrócić do strony głównej
_________________________________________________________
A jak jest naprawdę? Oceńcie sami ;) A przy okazji, możecie postawić mi kawę jak się podobało ;)
Kliknij, by wrócić do strony głównej
Już długo z regału zerkały na mnie te mangi - mangii, które, w czasach, kiedy dinozaury chodziły po tej ziemi, w polskiej telewizji były emitowane na pamiętnej "siódemce" - i nie było siły, która by mnie od telewizora oderwała. Slayersi zostali w mojej pamięci do teraz, a rudowłosa (i płaska jak decha) Lina Inverse do dziś wzbudza we mnie uśmiech. Tak. Historia Liny Inverse, nastoletniej (a co!) mistrzyni czarnej magii, która przypadkiem splata swe losy z Gourrym, a później z kolejnymi członkami drużyny, sa smoki, są odstępni złole i wszystko to, czego oczekujemy od takich lekkich i zabawnych tytułów - i mamy lekko, bardzo zabawnie i naprawdę przyjemnie, wybuchową mangę, która do dziś w moim serduszku ma specjalne miejsce...! Tak, dziś cztery tomy w jednym. A co!
_________________________________________________________
Lina Inverse ma lat szesnaście i jest mistrzynią magii... ja wiem, wiem, jak to brzmi absurdalnie, ale uwierzcie mi - tak jest. To rude i wiecznie głodne - nie tylko posiłków ale i skarbów - dziewczę zdecydowanie nie lubi bandytów, którzy bezprawnie zagrabiają sobie słusznie jej należące skarby, uwielbia dobrze jeść i uwielbia magię. Tak można ją określić w mniarę ogólnikowo. Nosi się jak magiczka, a jej nieoczekiwana umiejętność bardzo specjalnych czarów, w tym "fire balla"? Szczegół! Mało istotny. I to właśnie owa czarodziejka przypadkiem, ratując od ciężaru skarbu bandytów, na swej drodze spotyka Gourry'ego, niekoniecznie lotnego umysłowo mistrza miecza. Od słowa do słowa, Gourry uznaje się za "opiekuna" Liny (jakby takowego potrzebowała!) i razem ruszają do jednego z większych miast... po drodze mają kolejnych bandytów, kolejne skarby, kolejne wysadzone zajaz.... ekhm, lokalizacje skarbów, zdobywają nowych przyjaciół i wrogów.... I tak to się kręci... ;) A że po drodze poznajemy nieco sekrety samej Liny i jej ferajny... to tylko są dodatkowe smaczki!
Powiem tak - to nie są mangi dla wszystkich. Humor w nich zawarty jest specyficzny, bardzo slapstikowy - ale dla mnie to działa. Fabuła jest równie prosta: mamy postać potężnej czarodziejki, która zbiera sobie drużynę. Mamy więc mistrza miecza, maga-szermierza, adeptkę magii, która jest zbuntowaną książniczką - i to działa. Druzyna szybko się do siebie dopasowuje, zgrywa i rusza podbić świat, wyjaśnić kilka sekretów i zdobyć większe bogactwo. Oczywiście, spoiwem jest tu Lina, której talent do pchania się w problemy z każdym tomem staje się bardziej legendarny. A może i aburdalny, bo momentami wyjaśnienia, dla których w danym miejscu jest skarb, zaczynają irytowac swoją... prostotą.
W pierwszym tomie mamy okazję poznać samą Linę, i jej pozątki współpracy z Gourrym. Mamy więc zestaw krótkich rozdziałów, obrazujących, jak im się układa, choć nie rozumiemy powodów, dla których nasz blondas decyduje się pomagać "płaskiej jak decha dziewczynce". W drugim i trzecim tomie poznajemy nieco lepiej tą parkę, zauważamy, jak Lina traktuje biednego blondaska, mamy trochę ich porzygód, ale też poznajemy Zelgadisa, czy zaskakująco dobrego Czerwonego Maga. Nasza bohaterka zostaje następnie w trzecim tomie porwana, ale też zaczyna rozumieć, w jaką kabałę się wpakowała... Czwarty tom za to jest poniekąd prequelem wydarzeń - opowiada historię Liny i niejakiej Nagi The Serpent, i wprowadza absolutnie potężną dawkę humoru i wyjaśnień, co i jak.
Dla osób, które anime pamiętają/znają - poza 4 tomem, to jest to świetne rozwinięcie. A może raczej: anime świetnie rozwinęło mangę. Mamy dawkę humoru, przygody i klasyczną opowieść drogi w fantastycznym wydaniu - do jednej osoby dokleja się cała banda i ruszają dalej, śmiało i bez pardonu rozprawiając się z okolicznymi przeszkodami, jednocześnie rozprawiając z samymi sobą. Dla osób, które anime nie znają - poziom absurdalności może wybić miernik, ale naprawdę warto pooglądać sobie obrazki w tle ;)
Postacie są proste i nie rozbudowane specjalnie. Lina jest sprytna, Gourry w swoich głupotkach zabawny, Zelgadis rozważny. Postacie poboczne albo są kretynami do kwadratu albo po prostu głupkami, którzy mają za zadanie wprowadzić nieco humoru i absurdu w cała historię, jeśli akurat to nie są "ci źli". Ich motywacje - wszystkich postaci - są zbudowane całkiem nieźle, można szybko poczuć sympatię do głównych bohaterów, współczuć biedakom po drodze, którzy robią za stoiska treningowe dla Liny... po prostu jets lekko i przyjemnie. Kreska też jest przyjemna, i choć te "oczy na pół twarzy" mogą momentami drażnić, takie były czasy i tak się rysowało. Plus za pozornie proste rysunkowo ale świetne gagi, które po prostu dodają fabule smaczku.
W całokształcie? "Magiczni wojownicy - slayers" to świetna, lekka historia, idealna na jesienne chwile, kiedy potrzebuje się czegoś prostego, lekkiego, niezobowiązującego, ale jednocześnie z wyraźnymi postaciami i historią, która nie jest kretyńska, tylko faktycznie prowadzi przez jakiś szlak, do konkretnego celu.
Jeśli ktoś szuka mangi prostej, lekkiej i do śmiechu - jak najbardziej warto sięgnąć po ten nieco zapomniany, ale naprawdę przyjemny tytuł. Choć momentami humor jest boleśnie wręcz absurdalny, a cała fabuła pchana kolanem w przód - to jest to lektura lekka, przyjemna i świetnie czyszcząca między kolejnymi grubaśnymi i ciężkimi pozycjami....
A jak jest naprawdę? Oceńcie sami ;) A przy okazji, możecie postawić mi kawę jak się podobało ;)




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz