Gwiazdek: 5
Data polskiego wydania: 2009
Data oryginalnego wydania:
Cykl / seria: Obca Krew
Kategoria: fantasy, science fiction
Stron: 528
Wersja: papierowa, posiadam
Oprawa: miękka
ISBN: 9788375740974
Kliknij, by wrócić do strony głównej
autor: Waleria Komarowa
tłumaczenie: Michał Górny
Redakcja/korekta: Ewa Białołęcka / Jolanta Aleksandrowicz, Barbara Caban
Wydawnictwo: Fabryka SłówData polskiego wydania: 2009
Data oryginalnego wydania:
Cykl / seria: Obca Krew
Kategoria: fantasy, science fiction
Stron: 528
Wersja: papierowa, posiadam
Oprawa: miękka
ISBN: 9788375740974
Język: polski
Cena z okładki: 33,90 zł
Tytuł oryginalny: Осенние костры
Cena z okładki: 33,90 zł
Tytuł oryginalny: Осенние костры
Projekt 0 TBR: TAK
Wrzesień nadciąga, a wraz z nim chęć na typowo jesienne książki. Długo się zresztą kręciłam, niczym jakiś bączek, wokół "Jesiennych ogni" bo pamiętałam to jako naprawdę przyjemny kawałek rosyjskiej fantastyki. No właśnie, pamiętałam... Jakież moje było zdumienie, jak spojrzałam na tą koszmarną okładkę (aż się uśmiechnęłam, taka jest brzydka!), a potem zaczęłam czytać... Długo nie klikało, długo się męczyłam, wkurzałam na prowadzoną fabułę. A jak już kliknęło - już? Koniec? Ale dlaczego, ale jak to tak...? Rozczarowanie było mocne, schemat silny, ale moja jesieniarska dusza poczuła zaspokojenie. Ot, bo czemu nie? Było ok, ale bez fajerwerków... A szkoda. Bardzo szkoda... Krótko.
_________________________________________________________
Rey poznajemy w chwili, gdy walczy z Kesem Wiatrem - dlaczego walczy, o co? Tego nie wiemy, wiemy tylko, że to pojedynek na śmierć i życie. Taki finał na początku, który szybko zostawia nas z pytaniem, jak do tego doszło...? Więc poznajemy Reylinę, młodą najemniczkę, która przemierza Ruś i kieruje się w stronę stolicy wraz z grupą innych najemników. Sytuacja ulega drastycznej zmianie, kiedy na jej drodze stają najpierw niższe feyry - jesienne ogary, a walczy z nimi stary znajomy dziewczyny, Kesler Wiatr. W wyniku walki mag zostaje ranny, Rey przywraca pamięć Ogarowi Przewodnikowi Jesiennego Stada i rozpoczyna się kabała, w której powoli poznajemy historię Księżniczki feyrów, która uciekała przed własnym przeznaczeniem. A może nie tyle uciekła, co wywołała wojnę, odrzuciła własne dziedzictwo, a po osiemnastu latach to się o nią upomniało z przytupem, dlatego, przed wyruszeniem w drużynę należy zebrać drogę... a po drodze sprawdzić, co można jako Księżniczka Ogini Jesiennego Płomienia, mieć zaręczyny z pewnym przystojnym elfem, uratować świat przed zagłądą, załozyć się z Chaosem i...
Ufff, sporo tego tu, ale przede wszystkim, Rey-line jako Księżniczka feyrów - zamieniła się w człowieka, ale pod wpływem pewnych wydarzeń, znów stała się feyrem. I obserwujemy, jak wraca do niej moc, której apogeum osiągnie 10 października. W miedzyczasie pakuje się w Rusi - bo fabuła gdzieś w Rusi się dzieje - w najróżniejsze mniej lub bardziej dziwaczne przygody, z których ratuje ją drużyna złożona z różnych feyrów, ludzkiego maga i ludzkiej najemniczki, której kompletnie nic nie dziwi. Przy okazji Pożogar, czyli przedstawiciel jej rasy, ale i przy okazji jej prawa ręka, pcha fabułe w przód, wędrujemy, rozmawiamy, znów wędrujemy, znów rozmawiamy, jeszcze więcej wędrujemy, czasem chemy się pobić a czasem pocałować, dalej wędrujemy... a w międzyczasie przywołamy dar, poznamy trochę potęgę jesieni i powędrujemy dalej...
Sam pomysł na książkę - super. Mamy tajemniczą, przedwieczną rasę, która powiązana jest z konkretnymi porami roku, mamy siły natury, trochę mitologii i dawnej wiary. Mamy elfy, jednorożce, zmiennokształtnych i magię. A potem mamy wędrówki, wędrówki, jeszcze więcej wędrówek, Rey, która robi jakieś kretynizmy, dalej wędrówki... jeszcze więcej kretynizmów Rey i znów wędrówki. No chyba, że rozmawiamy. A rozmawiamy jak pierwszoklasiści: zabiję cię. Nie, to ja cię zabiję! A właśnie że ja cię zabiję!...
Nie powiem, by była to pozycja najszczęśliwsza, najlepsza, czy najbardziej ambitnych lotów. Sama fabuła - ot, motyw drogi. Czasem quest. Ale nic poza tym. Autorka nakreśliła nam świat, ale nie wiemy o nim praktycznie nic, nie mamy pojęcia, co i jak z czym się je. Postacie, które się przewijają, nie wnoszą wiele - są. Po prostu. W którymś momencie zaczęłam się gubić w tym, kto kim jest, bo imiona były do siebie podobne, a "poszli i się bili" w niczym nie pomagało. Strasznie mnie to wkurzało, bo widać, że miał potencjał. Zwłaszcza, że w tym świecie koegzystują ludzie i starsi, istoty obdarzone mocą i potęgą, a konflikt, jaki się pojawił, naprawdę mógłby zostać opisany znacznie głębiej i solidniej. No, czegoś mi brakowało, po prostu, czegoś zabrakło. Jak czytać się czytało znośnie, ale bez szały, tak irytowały mnie dziury fabularne, logiczne, czy po prostu brak wyjaśnienia, dlaczego coś się dzieje tak a nie inaczej. Wyraźnie czuć, że autorce nie brakowało wizji na świat, ale z wykonaniem już gorzej. Tak samo jak chodzi o same postacie - Rey mnie wkurzała niemiłosiernie. Taka Mery Sue wydanie rosyjskie, w bonusie z pazurami, czułkami, grzebieniem kostnym wzdłuż kręgosłupa i skrzydłami z ognia. Kes też był napisany tak se, prawie na kolanie, i zupełnie nie wierzyłam w tą chemię między nimi. Pozostałe postacie - zapełniały karty, ale zupełnie żadnej nie pamiętam, chyba tylko poza jednorożcem, który ostatecznie postanowił zrobić strasznie kretyńską rzecz, której celu nie rozumiem nadal. Chaos sam w sobie też mnie wkurzał, strasznie miałki i nijaki jako postać...
"Jesienne ognie" to nie jest książka zła. Jest słaba, jest ok, ale bez szału. Jasne, brakuje mi teraz wschodniej fantastyki na naszym rynku, za to FS ma u mnie malutkiego plusa, że kiedyś wydawali właśnie takie pozycje, ale są tu braki i niedociągnięcia. Spokojnie mogłoby być to wydane w dwóch tomach, jako rozbudowana historia, z bardziej dopracowanym światem i finałem, ale... cóż. Skupienie na losach naszej biednej Księżniczki, która jest z super rasy, ale jednak jest człowiekiem, ale jednak z super rasy ale jednak człowiekiem z super rasą... Ugh. No drażnilo to. Nawet jak na "jesienny, okołodepresyjny tytuł" to za dużo ;)
Czy polecam? Tak. Nie jest to książka zła, nie jest też najlepsza. Przeciętna. Ot, czytadło, które poznać można, chwilę zachwycać się wizją świata, kreacją świata... i potem wkurzać, że naprawdę nie wiemy nic o świecie ;) Szkoda. Z pewnością jest to książka super dla młodszego czytelnika, nie mającego wysokich oczekiwań na próg wejścia. Mamy przygodę, mamy drużyne, mamy hate-love relację... i w zasadzie tyle. Było dobrze, mogłoby być lepiej, ale nie dowiemy się tego już pewnie nigdy więc... musicie sami sprawdzić ;)
A jak jest naprawdę? Oceńcie sami ;) A przy okazji, możecie postawić mi kawę jak się podobało ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz