sobota, 17 stycznia 2026

5/2026 - Erich von Däniken, Dzień, w którym przybyli bogowie

Gwiazdek:
 6
AutorErich von Däniken
Tłumaczenie: Teresa Serafińska
Redakcja/korekta: -
Wydawnictwo: Prokop
Data polskiego wydania: 1991
Data oryginalnego wydania: 1984
Cykl / seria: -
Kategoria: popularnonaukowa
Stron: 198
Wersja: papierowa, posiadam
Oprawa: miękka
ISBN: 8390020408
Język: polski
Cena z okładki: -
Tytuł oryginalny: Der Tag, an dem die Götter kamen. 11. August 3114 v. Chr.

Kliknij, by wrócić do strony głównej

Podchodziłam do tego tekstu trochę jak pies do jeża, przez dobre trzy dni bijąc się z myślami, co mam napisać. Sprawa prosta nie była, a ja miałam na głowie trochę prywatnych spraw, więc tym bardziej nie chciałam wyjść na wariata w foliowej czapeczce ani na fanatyka twardych faktów, ale... hej, wiecie co? Po przemyśleniu, mam to gdzieś, zakładam foliową czapeczkę na głowę i wam też radzę, bo 10 stycznia 2026 roku zmarł pan Däniken, który odbił się w moim życiu przepotężnie. Więc czy się to komuś podoba czy nie, nadrobimy sobie nieco jego książek, jakie wyszły w Polsce i na które poluję (i tu dziękuję przepotężnie już na wstępie jedynemu i niezastąpionemu Dolarowi, tak, temu samemu, który czasem coś tu opublikuje! - dzięki tobie moja kolekcja foliowych moherowych berecików staje się cudownie bogata! ;)), a ja zapraszam was w świat, który dla wielu będzie fikcją literacką, brednią wariata i kretynizmem. Ale hej. Teorie przedstawione w tych książkach czasem mają więcej sensu niż te o mądrości pewnego pomarańczowego tupecika zza wielkiej wody, więc... ;)

_________________________________________________________

Erich von Däniken to niezaprzeczalnie człowiek, który w pewien sposób ukierunkował mój światopogląd, moje poglądy i moją wiarę w to, co może być, mogło być i co jest. Nazwijcie mnie foliowcem (w końcu już kilka razy poprawiłam foliową czapeczkę, c`nie?!) czy fanem teorii spiskowych, ale - w nosie to mam. Do dziś, z pewnego rodzaju uśmiechem na twarzy wspominam, jak biegałam po bibliotekach (tak, kiedyś istniały takie czasy!), a ja z radością zanurzałam się w dziale "popularnonaukowym" i z werwą godną co najmniej szaleńca wyszukiwałam coraz to nowe pozycje, które wyjaśniałyby mi świat i tłumaczyły, "ale dlaczego tak a nie inaczej", bo w szkole podstawowej, potem gimnazjum - nie dostałam tego wyjaśnienia. "Mądre" książki z Readest's Digest, które się u nas pojawiały (o, chyba każde dziecię lat 80. i 90. zna to wydawnictwo...!) tylko zostawiały mnie z kolejnymi milionami pytań. Ichniejsze encyklopedie, leksykony czy masa innych ksiąg, które miały wyjaśniać przystępnie świat, zwłaszcza ten starożytny, którym byłam przez wiele, wiele lat absolutnie zafascynowana - nie umiały wyjaśnić mi pewnych dość podstawowych problemów. KIM SĄ BOGOWIE? Skąd się wzięły tak rozwinięte cywilizacje, jak egipska, grecka czy Aztekowie?! Huehuehue, już wiecie, gdzie zmierzam, prawda...? No właśnie. Tak. W tamtych czasach, kiedy chłonny umysł młodziuśkiej i smarkatej Jesiennej był niczym sucha gąbka wrzucona do wody, trafiłam na pana von Dänikena... I tyle.

Kurtyna, przepadłam, można ściągnąć folię z czoła.

Minęły lata. Przybyło mi VATu na karku, przybyło mi wiedzy, ale jedno się nie zmieniło. Fascynacja tajemnicami starożytnych i antycznych, dziwnymi miejscami, legendami, mitami. To wszystko, co za smarka we mnie zakwitło, przez lata zbierało swoje owoce, gdzieś tam, podsycane teoriami szwajcarskiego twórcy paleoastronautyki. Bo hej, kto o zdrowych zmysłach wierzy w zielone ludziki, które kiedyś sobie przyleciały, powiedziały, że jest jak jest i kurtyna, podczas gdy "twarda" naukowa prawda mówi co innego? Słowo "twarda" specjalnie jest w cudzysłowiu, bo zwyczajnie... nie zgadzam się z pewnymi "naukowymi faktami" i całkiem chętnie łykam jak pelikan informacje o antycznych kosmonautach, kosmitach, UFO i całej tej otoczce, którą tak chętnie "mądre głowy" wyśmiewają. Spoko, chcecie, wasza wola i droga, tylko pamiętajcie - wiara jest jak miejsce, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę. Każdy ma swoją, nie musicie mi swojej prezentować tuż przed nosem i w takiej obfitości, ok? No. A skoro mamy to za sobą...

Jest rok 3114 przed Chrystusem. Ameryka Środkowa staje się miejscem boomu cywilizacyjnego. W czasie, kiedy w Europie ludzie chodzą w skórach, na łajno słonia mówią "papu" (wiem, przesadzam, ale no... płyńmy w klimacie!), Grecja, Egipt, Mezopotamia - nagle są cudami świata antycznego. No dobra, głównie Egipt i Mezopotamia. Zaskakujące budowle, zaskakujące rzeźby, obróbka kamienia przecząca logice i nauce. Ba! Nauka nie umie wyjaśnić niektórych antycznych dziwów. I nagle to samo dzieje się w Ameryce Środkowej, w głębokiej dżungli, gdzie wrony brzuszkami latają w górę i próbują nie dać się zjeść jaguarom. A jednocześnie, w tej samej Ameryce Środkowej mamy grę w piłkę, wyrywanie jeszcze bijących serc (dosłownie, nie w przenośni) i masę dziwnych kultur, o których nie wiemy wiele, bo kiedy tak zwane "szerzenie wiary w dobrego, białego pana J" wjechało, to przepadły nam dziesiątki tysięcy artefaktów, palonych na stosach (mmm, cywilizacjo, dzięki...). Świat dziwny i tajemniczy, z masą niezrozumiałych, ale fascynujących elementów. Skąd, jak, dlaczego... naukowcy próbują odpowiadać na te pytania, ale robią to na zasadzie "niechcemisięnizmu". Mając do dyspozycji wiele technologii, wciąż wychodzą z założenia, że "tak było". Kurtyna. I wówczas na scenę wchodzi pan Erich von Däniken, cały na biało. Zafascynowany możliwościami interpretacji, wprowadza nas w świat, który tłumaczy zarówno, skąd wzięli się bogowie Azteków, Olmeków i innych kultur jukatańskich, ale i próbuje zastosować wyjaśnienia dla reliefów, dla nieoczywistej matematyki Majów (system dwójkowy!) czy tajemniczych Kodeksów, przeplatając wszystko opowieściami o swoich wyprawach, czy też próbując odtworzyć historie sprzed wieków, zarówno te o Cortezie, jak i jego poprzednikach czy przodownikach.

"Dzień, w którym przybyli bogowie" to naprawdę interesujący tekst, który skłania do zastanowienia - jaka faktycznie była kultura mezoamerykańska, co wydarzyło się w trakcie podboju Ameryki przez Corteza i jemu podobnych. Książka ta nie jest literaturą faktu i nie ma co tak tego traktować - raczej to ciekawostka, pozwalająca spojrzeć na świat z nieco innej perspektywy.

Czy warto? Dla mnie, warto. Myślcie sobie co chcecie, płaska ziemia, chemitrails i tego typu sprawy, ale tezy pana Dänikena - zawierają w sobie ziarnko, które może zakwestionować wiele ze znanych nam podstaw świata...


A jak jest naprawdę? Oceńcie sami ;) A przy okazji, możecie postawić mi kawę jak się podobało ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz