środa, 21 stycznia 2026

6/2026 - Erich von Däniken, Dzień Sądu Ostatecznego trwa od dawna

Gwiazdek: 6
AutorErich von Däniken
Tłumaczenie: Ryszard Turczyn
Redakcja/korekta: -
Wydawnictwo: Prokop
Data polskiego wydania: 1997
Data oryginalnego wydania: 1995
Cykl / seria: -
Kategoria: popularnonaukowa
Stron: 184
Wersja: papierowa, posiadam
Oprawa: miękka
ISBN: 8386096365
Język: polski
Cena z okładki: -
Tytuł oryginalny: Der Jüngste Tag hat längst begonenn

Kliknij, by wrócić do strony głównej

No to co, odpalamy wrotki, zakładamy foliowe czapeczki i ruszamy na podbój kolejnych teorii spiskowych? Ej, ty tam, tak, ty! Już nie rób takiej miny, gdyby cię to nie interesowało, to byś tu nie patrzył! No właśnie, dziękuję. A skoro już ustaliliśmy, że wszyscy jesteśmy nosicielami foliowych czapeczek (bo jedni wierzą w chemitrails, drudzy w AI, a trzeci w siebie), to czas pochylić się nad kolejnymi teoriami, które miejscami są nader fascynujące, ale miejscami nawet te biedne wrotki nam zwiewają spod nóżek... Ale hej, w końcu to Erich von Däniken i nie ma co narzekać! Króciutko.

_________________________________________________________

Tym razem na tapetę bierzemy zagładę ludzkości. Począwszy od najbardziej (nie)znanej biblijnej przypowieści o Potopie, przez księgi przypowieści żydowskich, mitologię egipską, sumeryjską... a wszystko to okraszone zostaje jasnym i wyraźnym przekładem: kolejne tłumaczenia, kolejne pokolenia tłumaczy, kronikarzy, przepisujących księgi - coś zmieniło. Ale! Zaczyna się niewinnie. Odległa, daleka (wówczas) przyszłość, ludzkość w 2015 roku została wybita, zostały nieliczne osoby. I jak przystało na wybity gatunek cywilizowany, znający pismo, nasi przyszli-przeszli przodkowie zapisywali swoje wspomnienia. A potem przyszli "mądrzy" potomkowie, którzy nie ogarniając połowy wyjaśnień, dopisywali sobie swoje interpretacje. Ale istnieją osoby, którym się to nie podoba, bo ileż można tak dokładać sobie słowa i tłumaczyć różne niezrozumiałe? No, najwyraźniej sporo. Więc dokładali kolejne tłumaczenia, kolejne wyjaśnienia, by brzmiało to coraz bardziej zgodnie z konkretną epoką i wymogami... Brzmi trochę znajomo? Nie? No dobra, to teraz tak. Wracamy do rzeczywistości. I bierzemy w rękę Biblię, a tam... Stary Testament i momentami dziwne zdania, ale wciąż zrozumiałe. Ale wyjaśnić się ich nie da. Więc... rozumiecie już, co miałam na myśli z przeinaczaniem i dopisywaniem sobie tak, by brzmiało zgodnie z epiką? Dalej nie?

Weźcie, foliowe czapeczki poluźnijcie...

W tej książce Däniken próbuje rozliczyć się trochę słusznie, a trochę fantazyjnie, z nadpisywaniem, nadinterpretacją starych tekstów, które teraz uznajemy za kanon religijny. Nieważne, o którą religię chodzi, aktualną czy nie - interpretacje istnieją, istniały i istnieć będą (choćby w języku starożytnych Egipcjan czy Babilończyków, ot, przykłady). Mądre głowy, nie znając znaczenia niektórych słów, próbują "z kontekstu" sobie przetłumaczyć całość - znacie to? Choćby w kwestiach języka obcego, współczesnego, gdzie nie znacie słówka i sięgacie po słownik albo próbujecie z kontekstu wyciągnąć kwestię? Więc no, wcale to nie taki nowy problem. Autor pokazuje, że to istniało od zawsze, a przynajmniej od czasów, jak Biblię postanowiono poskładać z wielu różnych tekstów w jeden. I choć trochę bawiło mnie wciskanie tu na siłę kosmitów, którzy sterowali ludzkością - nie jest to najgłupsza z tez, jakie słyszałam, zwłaszcza w koncepcji wszechmocnych bogów, kiedy ludzie są jak te niemowlęta, zależne od "dorosłych".

Ogólnie? Książka jest naprawdę przyjemna, ciekawa, warto się zapoznać, otworzyć na "inne racje" i inne pomysły czy poglądy na świat, niż twardo trzymać się tylko naukowców czy kapłanów. Może i część teorii naciągana jak gumka w majtkach, ale hej! Czemu by nie dać sobie chwili wiary w takie rzeczy? Nie wszystko, wiadomo, ale niektóre teorie są naprawdę interesujące i warto spróbować się z nimi zapoznać.

To, że lubię teorie spiskowe, nie jest niczym nowym, antyczni kosmonauci i starożytni kosmici są dla mnie niczym nowym, bardzo lubię ten temat. Dlatego... spodziewajcie się kolejnych foliowych czapeczek. Dziś krótko, bo zwyczajnie, po raz kolejny przeziębienie daje mi tak w nos, że nie umiem się skupić, a wiem, że jak nie napiszę choć kilku słów... to się uduszę - niestety, ku rozczarowaniu niektórych, nie mam tego w planach ;)


A jak jest naprawdę? Oceńcie sami ;) A przy okazji, możecie postawić mi kawę jak się podobało ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz