sobota, 26 września 2026

85/2026 - Wasilij Machanienko, Alchemik

Gwiazdek:
 7
tłumaczenie: Monika Jędras
Redakcja/korekta: Marek Stankiewicz, Karolina Zelewska
Wydawnictwo:  Insignis
Data polskiego wydania: 09 września 2026
Data oryginalnego wydania: 2020
Cykl / seria: Miasto Umarłych (tom 1)
Kategoria: fantasy, science fiction
Stron:352
Wersja: papierowa, posiadam
Oprawa: miękka
ISBN: 9788368639735
Język: polski
Cena z okładki: 49,99 zł
Tytuł oryginalny: Алхимик, Книга 1. Город мертвых
Projekt 0 TBR: TAK

Kliknij, by wrócić do strony głównej

LitRPG zdaje się przeżywać swoją drugą młodość, a w Polsce to szczególnie. Za chwilę człowiek lodówkę otworzy, a tam wypadnie coś z tego gatunku - a przynajmniej takie mam wrażenie. Carle, Primalowe Hantery i insze dziwy i cuda zdają się tylko czekać na czytelników. Dlatego, jak tylko zobaczyłam nową książkę Machanienko - nie zastanawiałam się, bo pośród tych nowinek akurat to nazwisko bardzo lubię i wiem, że będę się bawić przednio. Zamówiłam, poczekałam, otrzymałam - i wciągnęłam w jedno popołudnie/wieczór. I kurde, już chcę więcej! Choć nie ukrywam, zostało dostarczonych kilka wskazówek, które sprawiły, że po prostu uśmiechnęłam się i łypnęłam na regał, w stronę innej serii... ;) Ale lekki LitRPG to lekkie czytadełko, którego było mi brak. I na którym bawiłam się naprawdę dobrze, a co!

_________________________________________________________

Tajlin Właszyc nie jest graczem takim jak inni. To osoba, która urodziła się już w Grze i w niej żyje od dziesięciu lat, nieświadoma poświęcenia, jakiego dokonał jego ojciec. Młody chłopak, mieszkający w małej wiosce, żyje praktycznie na marginesie, starając się nikomu nie wchodzić w drogę, a jednocześnie pomagać, jak może, po prostu... zbierając kwiaty. Świat, w którym żyje, jest surowy i twardy, a bezstronny bóg zdaje się zupełnie nie interesować młodzikiem, do chwili, aż nieoczekiwanie Tajlin wplątuje się w pewne wydarzenia, których konsekwencją ma być jego szkolenie w Akademii. Ale nie może być tak dobrze i "zwykły NPC", jakbyśmy na niego spojrzeli z naszej perspektywy, zostaje wplątany w o wiele większe problemy, niż zakładał - ale przez to powoli poznaje sekrety swego świata. Nieoczekiwanie wplątany w tajemnice Miasta Umarłych, zmuszony do podejmowania niezwykłych decyzji i zawiązywania równie niezwykłych sojuszy, chłopak okazuje się kimś o wiele bardziej niezwykłym, niż wszyscy wokół sądzą... Musi ostrożnie podejmować decyzje i szybko dorosnąć, bo na jego ledwie dziesięcioletnie barki spada potężna odpowiedzialność...

"Alchemik. Miasto Umarłych" to naprawdę lekkie, przyjemne LitRPG, które umiejętnie łączy literaturę z grą komputerową. Co więcej, mamy naprawdę interesujący koncept, bo głównym bohaterem jest... dzieciak, który często musi podejmować niezrozumiałe dla siebie decyzje. Do tego dochodzi mechanika rodem z gier komputerowych, kart... dla mnie bomba, zwłaszcza kiedy złapałam, o co chodzi z tym, że "ludzie są potomkami ocalałych, którzy w krwawych zmaganiach wywalczyli sobie prawo do pozostania na własnej planecie"... ha, to niezły plot twist, i powiem, że z prawdziwą przyjemnością śledziłam kolejne działania potomków. Zresztą, ten świat jest mocno rozbudowany, inny, a ruiny Starożytnych kryją nie tylko sekrety, ale i potężnych wrogów. Zresztą, nasz główny bohater musi uważać, bo nawet wśród pozornych sojuszników czają się zdrajcy i wrogowie, którzy chcą go wykorzystać. Zawierane przyjaźnie są kruche i ryzykowne, a nieoczekiwane wyciągnięcie ręki może skończyć się... interesująco.

"Alchemik" to naprawdę nieźle przemyślana książka - mamy świat, w którym gra odgrywa - jakkolwiek to nie brzmi - bardzo ważną, wręcz fundamentalną rolę jako świata bazowego, i w niej rodzą się już gracze-postacie zamieszkujące ten świat. Wszystko wydaje się nader skomplikowane, póki główny bohater nie zaczyna odkrywać, że ma przed sobą bardziej skomplikowaną przyszłość, niż tylko "przetrwać kolejny dzień", a jego trafienie do "Miasta Umarłych" staje się początkiem bardzo zagmatwanej przygody, przy której bawiłam się naprawdę nieźle. Choć mamy tu już świetnie nam znane schematy - słaby bohater, mocniejszy sojusznik innej rasy, zdrada, postacie, które koniecznie chcą dorwać się do ekwipunku Tajlina i nie potrafią pojąć, jak 1wszo-lvlowiec może mieć tyle ukrytego dobra... Nie powiem, ciekawy koncept.

Sama historia jest jednak trochę powtarzalna. Poza dość oryginalnym światem znów mamy nooba, który nie może wbijać poziomów normalnie, bo coś go blokuje... Ale z drugiej strony, cała fabuła jest na tyle interesująca, że można przymknąć na to oko, a kiedy dodamy do tego, że głównym bohaterem jest dziecko... no właśnie, tu miałam trochę z tym problem. Z jednej strony mamy dziesięciolatka, który naprawdę nie bardzo orientuje się w świecie - co jest uzasadnione, bo mało kto poświęcał mu wystarczająco czasu, bo dzieciak jest "inny" i w ogóle, ale z drugiej momentami miałam wrażenie, że autor zapomina, ile dzieciak ma lat, i robi z niego znacznie bardziej dorosłą personę, niż faktycznie. Nie odczuwamy też skutków jego działań - w którymś momencie po prostu młody staje się "dorosłym w małym opakowaniu" i wszystko idzie mu jak z płatka, emocje i zmęczenie nie istnieją specjalnie, a problemy rozwiązywane są za pomocą kilku przycisków. Z drugiej strony... taka budowa świata, jakoś to przeżyję ;)

Za to większy problem mam z bohaterami pobocznymi. Walani z jednej strony jest interesująca, ale z drugiej zdaje się kompletnie tracić pod koniec, by stać się po prostu tłem, Isor niby jest bardzo groźnym i potężnym zarządcą, ale tak naprawdę nie wnosi specjalnie nic, a jego syn... tak drażniącej postaci to już nie pamiętam. Pusta, płytka, kompletnie zła tylko dlatego, że może. Rozumiem, że Tajlin potrzebował dodatkowego motoru napędzającego jego fabułę, poza liksem - ta rasa naprawdę jest ciekawa, a sam Ka-Do-Gir fascynujący w swoim podejściu do wszystkiego, ale na litość boską. Chyba bardziej wkurzające były "cyfry", postacie, które naprawdę musiały powstać tylko po to, by wypełnić niepotrzebne pustki w tle fabularnym. Znaczy, gdzieś tam w pełni rozumiem koncepcję, ale miałam chwilami zgrzyt, czytając o tym, co i jak.

Mimo niewątpliwych wad ta pozycja jest niezła. Czyta się błyskawicznie, wydarzenia w Mieście Umarłych nie dają się oderwać od lektury. Płynie się przez tekst, naprawdę szybko i lekko. Przymykając oko na niektóre głupotki, świetnie śledzi się świat, w którym gra istnieje od setek lat i który rozwinął się w pewnym kierunku. Jak? Dlaczego? Po co? Pytania, na które szukamy odpowiedzi, mnożą się z każdą stroną, i choć wraz z Tajlinem odkrywamy niektóre sekrety, a innych się domyślamy (dlatego warto sobie odświeżyć "Świat Przeistoczonych"), to dalej chcemy wiedzieć, co i jak. Końcówka tomu zaskakuje, nie tylko swoim ogólnikiem i potraktowaniem sprawy "wszyscy traktują go jak kiedyś", jakby im wymazano pamięć niemal, ale z drugiej strony - nie mogę się doczekać kolejnego tomu.

Dla jednych książki z gatunku litRPG będą nudne, wtórne, a nie dajcie bogowie, po "Carlu" niektóre tytuły wydadzą się wręcz biedne. Mimo to warto spróbować i dać szansę, przymknąć oko na niektóre z głupotek, a co więcej - po prostu dać się porwać fabule i bawić się, po prostu obserwując, jak "klikanka" się rozwija ;) Dla mnie osobiście to naprawdę fajna pozycja i świetne uzupełnienie świata, który już znam. I zapewne chętnie jeszcze tu wrócę... ;)


A jak jest naprawdę? Oceńcie sami ;) A przy okazji, możecie postawić mi kawę jak się podobało ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz