Gwiazdek: 7 / 5
Autor: Jim Zub, Max Dunbar / Jim Zub, Eduardo MelloTłumaczenie: Marek Starosta
Redakcja/korekta: Natalia Bujniewicz / Alicja Laskowska, Małgorzata Kuśnierz
Wydawnictwo: Egmont PolskaData polskiego wydania: 11 marca 2026 / 06 maja 2026
Data oryginalnego wydania: 2021/2026
Cykl / seria: Dungeons & Dragons - Egmont
Kategoria: komiksy
Stron: 128 / 120
Wersja: papierowa, posiadam
Oprawa: miękka
ISBN: 9788328162556 / 9788328162563
Język: polski
Cena z okładki: 49,99 zł
Tytuł oryginalny: Dungeons & Dragons: Infernal Tides / Dungeons & Dragons: Mindbreaker
Cena z okładki: 49,99 zł
Tytuł oryginalny: Dungeons & Dragons: Infernal Tides / Dungeons & Dragons: Mindbreaker
Kliknij, by wrócić do strony głównej
Czas wrócić do "Wród Baldura" i prześledzić kolejne przygody Minsca, Boo i ich wesołej gromadki. A przynajmniej teoretycznie, bo wiadomo, przygoda gna nas w różne regiony Zapomnianych Krain. I o ile tom "Piekielnych przypływów" był naprawdę przyjemny i świetnie się na nim bawiłam, tak "Zmora umysłu" była faktycznie, zmorą. Ja wiem, nie można mieć wszystkiego, ale po prostu wszystko leciało na łeb na szyję, i gdyby nie Jim Zub odpowiadający za scenariusz, to... No nic. Dość, że doczekałam się, kolejny tytuł z mojej ukochanej franczyzy już w moich łapkach, więc nie czekałam specjalnie, by zedrzeć folijkę, i zaciągnąć się zapachem druku...
_________________________________________________________
"Piekielne przypływy" opowiadają o naszej ulubionej grupce awanturników, na drodze których nieoczekiwanie staje Aubree, wraz z ojcem starająca się umknąć piekielnym zastępom. Od słowa do słowa okazuje się, że młoda kobieta jest w posiadaniu pewnej piekielnej zabawki, która ściąga na jej rodzinne miasto dosłownie, piekielne ognie... oczywiście, nasza drużyna awanturników nie zamierza pozwolić, by zło triumfowało, a dzielny Kosmiczny Chomik musi zatriumfować... ale jakim kosztem? Wyprawa do Otchłani i na nowo na Plan Materialny okażą się być wyzwaniem, które może skutecznie zaskoczyć... W "Zmorze umysłu", nasi bohaterowie powrócili do Wrót Baldura, ale następuje tu rozłam - Krydle postanawia uporać się z demonami (niemal dosłownie) toczącymi się w jego życiu, dlatego decyduje się na odsunięcie od drużyny, podobnie jak cała reszta ekipy - mają coś do pozałatwiania. Jeszcze nie wiedzą, że wkrótce władują się w potężne problemy powiązane z umysłowymi... problemami.
To strasznie nierówne tomy, i nie jest to pierwszy raz, kiedy to po prostu mocno widać. Jak piąty zeszyt obfitował w naprawdę interesująca historię, i momenty naprawdę zabawne - zwłaszcza duet Minsk i Boo robili robotę, albo kadr, w którym Minsk wygląda, jakby miał umalowane szminką usta; historia była spójna i prowadząca do konkretnych wniosków, reżyser nie bał się sięgać po moralne dylematy, i na tych nieco ponad stu stronach dzieje się naprawdę wiele. Trochę żałuję, że nie było więcej kadrów z "piratami", bo ten wątek okazał się naprawdę ciekawy i szczerze żałuję, że skończył się takim trochę "urwaniem". Nie mniej, było ciekawie, oryginalnie, ogniście i z dawką wydarzeń, które wyraźnie wpłynęły na naszych bohaterów, i miało to spory sens. Zwłaszcza poświęcenie jednego z bohaterów. Natomiast w tomie drugim wyraźnie coś nie dowiozło. Było za szybko, za bardzie, za ogólnikowo. Mniej rozmów między postaciami, plus zmieniła się kreska... tak, zmienił się zarówno główny rysownik jak i osoba kolorująca - i to też wpłynęło na ogólne odczucie, że to po prostu kiepski tom.
W obu tomach dzieje się sporo, w obu nasza paczka awanturników trzyma się razem, wspólpracują, uzupełniają się, ale... no znów, na pierwszy plan wysuwa się tom rozgrywający się w piekielnych okolicach. Jest interesująco, niepokojąco i mrocznie, a antagoniści, nawet jeśli to tylko diabły i demony - sa przemyślani. Natomiast w szóstym tomie mam wrażenie, że wszystko poszło po łebkach, olano choćby KP postaci, a kreska i kolory po prostu mnie drażniły - niby podobne, ale jednak nie. Nabardziej chyba wkurzało mnie to, jak przedstawiano tu Minska - nie jako osiłka o mocnej szczęce i mięśniach, które zawstydziły Arniego - ale jako gogusiowatego lalusia o mocno końskiej szczęce. Boo też ma swoje kadry (nie)chwały, gdzie nie wygląda jak zwykły chomik, ale jak chomik z wścieklizną. No nie wygląda to ok. Dynamizm dymków wypowiedzi też się zrobił inny, bardziej statyczny i przez to słaby w odbiorze...
A jak z fabularną warstwą? Znów, tom piąty wybija się na prowadzenie - postacie i fabuła są bardzo przemyślane, konsekwencnie pociągnięte, wyjaśnione.Zdecydowanie podobała mi się tu postać pewnego "zlola", który świetnie oddał naturę demonicznych bytów. W "Zmorze umysłów" zabrakło mi w złolu bycia złolem. Zabrakło mi tej nuty niebezpieczeństwa, ryzyka, ale też poczucia, że złol działa konkretnie. Raczej miotła się, niż czynił cokolwiek faktycznie. Szkoda, dobry potencjał, dobry przeciwnik, trudny - zmarnowany strasznie. Szkoda.
W całokształcie? Ta seria to straszna sinusoida. Dodatkowo, w szóstym tomie trafiły mi się strasznie poklejone kartki - każde odwrócenie strony groziło, że zaraz ta mi wyleci, choć grzbiet wydawał się uczciwie sklejony. No trochę to mnie bolało. Arty na koniec też nie powaliły, ale... hej, coś się znalazło niezłego. Na pewno do tych komiksów będę wracać, bo bawiłam się nieźle, mimo zastrzeżeń, i bardzo liczę, ze Egmont nie zatrzyma się na tylko tych tytułach... ;)
A jak jest naprawdę? Oceńcie sami ;) A przy okazji, możecie postawić mi kawę jak się podobało ;)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz