poniedziałek, 22 czerwca 2026

51/2026 - Aleksandra Ruda, Sztylet rodowy

Gwiazdek:
 7
AutorAleksandra Ruda
Tłumaczenie: Ewa Białołęcka
Redakcja/korekta: Dorota Pacyńska / -
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Data polskiego wydania: 2016
Data oryginalnego wydania: 2016
Cykl / seria: Sztylet Rodowy (tom 1)
Kategoria: fantasy, science fiction
Stron: 368
Wersja: papierowa, posiadam
Oprawa: miękka
ISBN: 9788365568199
Język: polski
Cena z okładki: 39,90 zł
Tytuł oryginalny: Родовой кинжал

Kliknij, by wrócić do strony głównej

Aleksandrę Rudą znam i bardzo lubię, i naprawdę ucieszyłam się, kiedy moja Hałda Zagłady pokazała, że czas na czytanie tej książki, którą czytałam już dawno i byłam nią zauroczona. Teraz wprawdzie humor już nie był aż taki, że zaśmiewałam się co chwila do łez, ale było lekko, przyjemnie, i naprawdę fajnie, i po raz kolejny pokazano, że nasi wschodni sąsiedzi mieli (i mają) świetnych autorów, tylko nasze wydawnictwa są jakie są, i bardzo chętnie kontynuują amberowskie "nie wydamy, bo nie, diluj z tym". I tak oto na regale mam dwa tomy trylogi, trzeciego nie ma, i chyba będę posiłkować się fanowskim tłumaczeniem, bo na pewno sięgnę. i zdecydowanie poszukam sobie innych książek tej autorki, bo przyjemnie się czytało, lekko i tak... mimo upałów, z uśmiechem. O tak. Uśmiechu było sporo ale jest i zażalenie do wydawnictwa! Króciutko, więc zapraszam.

_________________________________________________________

Mila Kotowienko to młoda dziewczyna, która żyje z nianią, i postanawia zaciągnąc się do pracy. Z wojną jej nie wyszło, akurat, kiedy kończyła przyśpieszony kurs magiczny ta się wzięła i skończyła, ale hej! nie ma nic straconego, w końcu Królewski Głos to też niezła praca. Co prawda początek rekrutacji nie zachęca, i już na dzień dobry biedna dziewczyna zostaje narzeczoną trolla, ale kto by się przejmował szczegółami, kiedy w furgonie, do którego trafia, uzbrojona w dobre rady, solidnie zapakowany bagaż i własne waleczne serce znajdzie się: depresyjny elf-uzdrowiciel, krasnolud-maminsynek, akochany w niej na zabój troll, niechętna wojowniczka, która oddała swe serce kapitanowi, i właśnie on, KAPITAN. Zbieranina charakterów, dziwów i szaleńców, która musi znaleźć wspólny język i zgrać się, bo droga jest niebezpieczna i daleka, a na pograniczu pod płaszczykiem spokoju grasują nie tylko wilkołaki gotowe pożreć cały furgon z pasażerami, ale też i tajemnicza narzeczona kapitana, która wzięła i się znikła i się pojawiła... 

Chyba brakowało mi takich prostych, lekkich historii, które kiedy były wydawane, zwłaszcza z naszej wschodniej flanki. Lekkie i przyjemne opowieści o dziewczynach, które mogą być naszymi kumpelami z sąsiedztwa, wpakowane w sam środek problemów, zawsze cieszyły się pewnego rodzaju sentymentem. I zanim mi ktoś zarzuci, że doceniam Mary Sue - to nie, nie doceniam. Nie lubię takich ostaci, dlatego Mila, główna bohaterka i narratorka "Sztyletu rodowego" przypadła mi znów do gustu swoją bezpośredniością i zachowaniem. Niby wychowana skromnie, córka kupiecka, a jednak... miała w sobie coś ciekawego. Plus jej trzeźwe obserwowanie, a to zalotów trolla - który okazuje się całkiem wykształconym i porządnym osobnikiem, w dodatku wysokim rangą wojskowym i synem trollowego króla! a to zachowania krasnoludzkiego maminsynka (w którym nagle dostrzegałam zaskakująco wiele zachowań mojego byłego męża... pszypadeg? Nie sondzem...), elfa który jest dramatycznie emo-elfem, czy w końcu samego kapitana i jego kompankę, Tisę. A w tle tego wszystkiego królewski głos, który ma nieść po wojnie głos króla i sprawdzić, co dzieje się na pograniczu...

"Sztylet rodowy" to naprawdę lekkie, przyjemne fantasty, w którym główną rolę nie gra wojna, mrok i śmierć, ale związki grupki istot, które muszą z sobą współpracować. Jest lekko, momentami zabawnie (a nawet bardzo), jak też i tajemniczo. Ruda nie boi sie sięgać po sprawdzone schematy, ale dzięki cudownemu tłumaczeniu naszej wspaniałej pani Ewy Białołęckiej - ksiązka ma bonusową lekkość i ten humor, który tak sobie cenię w książkach zza wschodniej granicy. Kilka razy uśmiechnęłam się szczerze, raz nawet rzecze parsknęłam śmiechem. Na upalne dni ta książka okazała się jak znalazł, bo nie wymagała ode mnie myślenia, pozwalała swobognie płynąć i nieść się historią, której... chcę poznać ciąg dalszy już teraz zaraz natychmiast!

No i tu jak tłumaczenie było absolutnie wspaniałe, wkracza na scenę wydawnictwo. Papierowy Księżyc. Któż go nie zna (poza nowomodnymi booktokerkami, które niech siedzą na dupie i nie podnoszą rączek może?), ktż nie ma z nimi relacji dość... słabej? Masa literówek i błędów,  tak stylistycznych jak i logicznych. Nie był orozdziału, bym choćby literówki nie wyłapała. Ale dobra, to jeszcze mogłam przełknąć, ale fakt, ze nie wydano 3 tomu? No szanujmy się, ale nie był to pierwszy raz, kiedy to konkretne wydawnictwo tak czyniło, a potem, po cichu, wydanie przejmowała Fabryka Słów, i... powielała błędy. Szkoda tylko, ze Rudej nie wydano. Ale cóż, rozumiem, 360 stron, to doprawdy malizna, trza by sztucznie pompować papier, robić kolorowe brzegi, robić cuda i wianki... Ahhh, mniejsza. Dobijajmy do brzegu!

Postacie są wykreowane naprawdę fajnie. Mila nosi w sobie nutkę tajemnicy, Persik wkurza, Mirek zastanawia, a Dranisz rozbraja. Daezael za to chyba rozbrajał mnie najbardziej swoim emo-depresyjnym stylem, kompletnie zaprzeczającemu elfim standardom. Cudowny. Najbardziej za to wkurzała Tisa. Ale co zrobić - w całokształcie wszystkie postacie całkiem rzeczywiste, nawet jeśli pojawiają się tylko na chwilę; mają swoje osobowości, przywary i działania, nawet cechy charakterystyczne, i nawet jeśli to postać, która pojawi się tylko w jednej scenie - wiemy, że jest i faktycznie coś sobą wnosi, nawet, jeśli później już o niej nie myślimy.

Jedyne minusy - długość, błędy i fakt, że wydawnictwo nigdy nie wydało trzeciej części. Poza tym, 'Sztylet rodowy" to naprawdę przyjemne, babskie fantasy, w którym mamy wręcz nacisk na czystość, więc nawet kobiecej łydki nie uświadczymy, więcy drużynowe i współpracę a także szczerą przyjaźń, która tworzy się między ekipą, zmuszoną żyć na małym kawałku furgonu. 

Czy polecam? Zdecydowanie. Czy będę wyczekiwać znów czasów, że książki w tym stylu zaczną pojawiać się w Polsce i to KOMPLETNE? Ależ oczywiście...

A jak jest naprawdę? Oceńcie sami ;) A przy okazji, możecie postawić mi kawę jak się podobało ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz