Autor: Jacek Dukaj
Tłumaczenie: -
Redakcja/korekta: Anita Kasperek / Magdalena Bielska
Wydawnictwo: Wydawnictwo LiterackieData polskiego wydania: 14 grudnia 2017
Data oryginalnego wydania: -
Cykl / seria: -
Kategoria: fantasy, science fiction
Stron: 99
Wersja: papierowa, posiadam
Oprawa: miękka
ISBN: 9788308064559
Język: polski
Cena z okładki: 24,90 zł
Tytuł oryginalny: -
Kliknij, by wrócić do strony głównej
_________________________________________________________
A jak jest naprawdę? Oceńcie sami ;) A przy okazji, możecie postawić mi kawę jak się podobało ;)
Cena z okładki: 24,90 zł
Tytuł oryginalny: -
Kliknij, by wrócić do strony głównej
Niby króciutkie opowiadanko, nawet nie na sto stron, a człowieka wykończyło zupełnie. Katedra z żywokrytsu, twór stworzony z miliardów włókien, wciąż się zmienia, wciąż zaskakuje. To tu znajduje się grób Izmira Predú, poświęconego dla załogi "Saggitarius". Katedra rośnie, zmienia się, rozkwita, grób zaś jest celem pielgrzymek... ale do czasu. Planetoida niedługo przepagnie w międzygwiezdnej pustce, więc ksiądz Pierre Lavone ma rozstrzygnąć kwestię świętości i cudów. Czy mu się to uda? A może jednak nie? Cóż... Na niespełna stu stronach zawiera się potężną ilość informacji... na pewno jednak? Skomplikowanie, trudno, ciężko. Krótko.
_________________________________________________________
"Katedra" to bodaj jeden z bardziej rozpoznawalnych opowiadań Jacka Dukaja, autora, od którego odbijam się co jakiś czas, mimo, że próbuję dawać mu szansę. Nie inaczej było w przypadku tego opowiadania - niby krótkiego, a jednak... do połowy przemęczyłam się koszmarnie, i coś, co powinnam nosem wciągnąc w jeden wieczór, a nawet i nie, męczyłam przez bite dwa dni.
To opowiadanie ma przepotężny próg wejścia. Niemal z miejsca dostajemy tajemniczą planetoidę, trudne określenia, których nie mamy wyjaśnionych, dywagacje o matematycznych równaniach... i mamy tajemnicę, którą chce rozwiązać ksiądz Pierre Lavone - może nie tyle chce, co ma zlecenie. Ma zbadać, czy domniemane cuda i dziwy faktycznie mają miejsce? Strasznie dużo tu dyskusji wokół katedry, analiz matematycznych, trudnych słów, określeń, które przeciętnemu czytelnikowi nawet SF nie mówią wiele, zaś sama katedra jawi się nam groźnym cieniem gdzieś w tle całego tego opowiadania. Kiedy ksiądz poznaje szalonego Gazmę, powoli zbliżamy się do Katedry, ale wciąż nie dość, by docenić jej potęgę, niezwykłość i monumentalność.Krok po kroku zbliżamy się do tego monumentalnego dzieła, poznajemy go... ale wciąż jest dla nas tajemnicą.
Mam straszny problem z tym opowiadaniem. Niby krótkie, niby na jego podstawie została stworzona fenomenalna animacja Tomasza Bagińskiego (w czasach, kiedy jeszcze nie miał w planach niszczenia dorobku literackiego polskich twórców, Wiedźminie od Netflixa, patrzę na ciebie!) - ale... jednak zupełnie nie czułam chemii, nie czułam fascynacji. Za wysoki próg wejścia do czytania, masa skomplikowanych słów, które sprawiały, że czułam się po prostu głupio. Ktoś stwierdził nawet, że Dukaj próbuje być drugim Lemem - czy tak było, czy nie, ciężko powiedzieć, dość, że to moje kolejne podejście do tego opowiadania tegoż autora, jakim jest Jacek Dukaj... i znów się od niego odbijam jak od ściany. No nie. Najwyraźniej moja szczątkowa ale jednak, znajomośc SF nie wystarczyła, bym dogłębnie i całkowicie przepadła w tej futurystycznej wizji zrozumienia katedr gotyckich.
I tu rodzi się trochę śmiech na sali, bo dostrzegam potencjał. Dostrzegam fascynację katedrami - bo sama się nimi fascynuję, tym monumentaizmem, tą świadomością, że jesteśmy ledwie drobinką w obliczu jakiejś siły wyższej. Ale... no właśnie. Ale. Mamy przerost formy nad treścią, skomplikowanie tematu tam, gdzie powinien być on łatwy w przekazie, dawkę neologizmów, które po prostu przeszkadzają w odbiorze. Zwłaszcza, że to lektura szkolna - sama pamiętam ją z czasów około-maturalnych i wówczas... no nie polubiliśmy się. I tak jest do dziś.
Postacie? W zasadzie nie ma wiele do powiedzenia o nich. Główny bohater jest nijaki, miałki i choć ma nam przybliżyć tajemnicę "żywej" katedry i grobu w niej się znajdującego, nie bardzo można cokolwiek o nim powiedzieć. Również kolejne osoby, które przewijają się na tych kilkudziesięciu stronach - są. Po prostu. Ale nic więcej. NIc nie wnoszą, ni nie prezentują, po prostu zapełniają strony.
W całokształcie? Książeczka zła nie jest, jest jednak bardzo trudna. Wymaga olbrzymiego skupienia i koncentracji - a może i doktoratu z fizyki kwantowej ;) Z pewnością zostanie w mojej pamięci jako lektura trudna i specyficzna, ale czy będzie godna polecenia? Tu już trzeba się zastanowić samemu i samemu odpowiedzieć sobie na to pytanie. Na pewno sporo pomaga animacja, ale... ALE ;)
A jak jest naprawdę? Oceńcie sami ;) A przy okazji, możecie postawić mi kawę jak się podobało ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz