środa, 20 maja 2026

36/2026 - Małgorzata Węglarz, Niech żyją zwłoki. Sekretne życie ludzi pracujących ze śmiercią

Gwiazdek:
 6
AutorMałgorzata Węglarz
Tłumaczenie: - 
Redakcja/korekta: Elżbieta Spadzińska-Żak / Katarzyna Zioła-Zemczak
Wydawnictwo: Pascal
Data polskiego wydania: 25 marca 2026
Data oryginalnego wydania: -
Cykl / seria: - 
Kategoria: reportaż
Stron: 288
Wersja: papierowa, posiadam
Oprawa: miękka
ISBN: 9788383177243
Język: polski
Cena z okładki: 54,99 zł
Tytuł oryginalny: -

Kliknij, by wrócić do strony głównej

Po raz kolejny z trudem przeszłam koło autorki, która nie boi się trudnych tematów, i śmiało pokazuje, jak wygląda ten tajemniczy świat śmierci niejako "od kuchni". Po naprawdę udanych "Jak usunąć wujka z dywanu" czy "Mamy trupa i co dalej" - oczekiwania miałam całkiem wysokie, jak na tego typu reportaż. Czy się zawiodłam? trochę tak, i to przyznaję - za wiele dla mnie było "wywiadu-rzeki", a za mało bardziej faktycznie wyjaśnień, co i jak, no i każda z osób, które się tu wypowiadały, zdecydowanie miały inny styl wypowiedzi, co czasem... wadziło. W całokształcie jednak - to nie jest zła pozycja, ale z pewnością jest to pozycja dla ludzi o raczej mocniejszych nerwach i poczuciu humoru. No cóż... krótko.

_________________________________________________________

Na początek - autorka zwraca uwagę na powszechną makabrę. Jak sprowadzono ją do roli rozrywki, co wcale nie jest wszak wymysłem współczesności. Wręcz przeciwnie, makabra, tematy powiazane ze śmiercią... to wszystko zawsze ludzi pociągało od zawsze, ale w dobie internetu i możliwości, jakie się z tym niosą, makabra wkroczyła do naszych salonów i pokojów, do toalet i kuchni - czyli wszędzie tam, gdzie możemy siąśc z telefonem/tabletem/laptopem/komputerem i odpalić sobie odpowiednie strony. Autorka nawet niekiedy podsuwa nam linki, które można skopiować i prześledzić sobie, o czym mówi - od doprawdy upiornej muzyki, przez artykuły do ciekawostek. Czytało się to nieźle, muszę przyznać.

A potem wchodzimy dalej. Rozmowa z technikiem kryminalistyki, konto którego można sobie bez problemu odszukać na instagramie rozwiewa nasze romantyczne marzenia o tym, że ten zawód wygląda jak w filmach i serialach. No, tak, CSI: Seriale to to nie jest ;) Poznajemy medyków sądowych, poznajemy różnice między patomorfologiem a patologiem, poznajemy sekrety kolejnych zawodów, przechodzimy nawet przez sekcję zwłok. Autorka z wyczuciem i pewnego rodzaju humorem podchodzi do tematu, który wydaje się trudny i niedostępny, a jednak - jak się okazuje - jest bardzo ludzki i mimo, że brudny, to jednak... na swój sposób sterylny. Ale w tym wszystkim czai się pewna smutna prawda: chętnych do mówienia o tych sprawach jest niewielu. Głównie dlatego, że makabra, śmierć - to fascynujące tematy, a nie wszyscy chcą sprawiać innym radochę z tego faktu, co i jak i gdzie, z drugiej - ponieważ takich osób specjalnie wielu w Polsce nie jest, to i ich czas jest jak na lekarstwo.

Całość okraszona jest jednak dawką szacunku - szacunku dla śmierci, dla zmarłych, dla zawodów, które skrywają się za zwłokami (jakkolwiek to nie brzmi). Szacunku, pasji, ale też i zmęczenia, psychicznego i fizycznego, tcyh, którzy na codzień obcują ze zmarłymi, i muszą mierzyć się z różnymi sytuacjami - niejednokrotnie obciążającymi psychikę. Dlatego zaczęłam rozumieć niechęć kolejnych osób do pomocy przy tej książce. Co innego, jeśli to kryminał albo thriller, gdzie autor może popuścić wodze wyobraźni, a co innego reportaż, gdzie obnaża się wszystko i nie owija w bawełnę. 

Książka jest naprawdę ciekawa, czyta się ją lekko. Kilka razy parsknęłam głośno, co tylko świadczy o tym, że pióro jest lekkie a temat, choć poważny, potrafi zaskakiwać i to pozytywnie. Bardzo duża dawka ciekawostek i faktów rozwiewa zaś trochę romantyczne wyobrażenia, jakie budowały nam przez lata głównie amerykańskie seriale kryminalne.

A, jeszcze jedno - książka pachnie absurdalnie dobrze. Tak, zapach druku jest tu wręcz apetyczny, i pewnie dlatego wyjaśnia to, dlaczego przed sekcją zwłok należy coś zjeść ;)

Tyle z plusów. A minusy? Pomijając już te wywiady-rzeki, choć je rozumiem, to momentami na nich przysypiałam, bo jak mówię: różne osoby mają różne sposoby komunikacji i nie zawsze ściana tekstu jest najlepszą opcją wyjaśniania, co i jak. Drugim problemem - była czcionka. Ja wiem, że gdyby nie ona, to ta książka spokojnie byłaby o połowę krótsza, mniej nadmuchana. Papier też jest grubszy, co daje złudzenie "tłuścioszka", ale jak spojrzy się na fakt, że to niespełna 300 stron... cóż. Łyknęłam pozycję jak pelikan rybkę, w jeden wieczór. 

W całokształcie, "Niech żyją zwłoki" to reportaż ciekawy i potrzebny, pokazujący to, co nieznane, uświadamiający, jak trudno jest nam, maluczkim szaraczkom, pojąć ogrom tego, co dzieje się z ciałem po śmierci. Poza potężną dawką ciekawostek, zarówno tych obrzydliwych, jak i całkiem zwyczajnych, pokazuje jedno: warto żyć. żeby nie trafić do bohaterów tej pozycji... 

A jak jest naprawdę? Oceńcie sami ;) A przy okazji, możecie postawić mi kawę jak się podobało ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz