Autor: Lucy Rose
Tłumaczenie: Dawid Świonder
Redakcja/korekta: Dominika Rychel / Pracownia 12A
Wydawnictwo: StoryLightData polskiego wydania: 29 października 2025
Data oryginalnego wydania: 30 stycznia 2025
Cykl / seria: -
Kategoria: horror
Stron: 359
Wersja: papierowa, posiadam
Oprawa: miękka
ISBN: 9788368352849
Język: polski
Cena z okładki: 44,99 zł
Tytuł oryginalny: The Lamb
Kliknij, by wrócić do strony głównej
Będę brutalnie szczera: jeśli ktoś myśli, że to będzie równie dobre, jak "Wyborny trup" to nie, nie będzie. To raczej zjełczała wędlina przy świeżuśkiej, soczystej i apetycznej domowej szyneczce z wędzoka. Niestety, ale tak to mogę określić. Jeszcze was rozczaruję: "współczesna baśń braci Grimm" jest tu tak bezpieczna i tak poprawna, że afera z czarną Arielką, albo meksykańską Śnieżką w remake'ach to pikuś. Dosłownie, tu nie ma nic z tego, co JA (a ja, ja, Jesienna) znam z baśni Grimmów. Mamy bezpiecznie, ciepło, mamy LGBT i odmienność, mamy epatowanie innością, która razi nas w twarz mokrym pośladem, i mamy to akceptować. Książka, która ma szokować i zaskakiwać po prostu mnie wynudziła. Zero wyrafinowania, zero oszołomienia i zaskoczenia. Raczej... nijakość?
_________________________________________________________
"Jagnię" atakowało mnie praktycznie z każdej możliwej strony. Z FB, z instagrama i tiktoka, z discorda i z kilku innych stron, mniej lub bardziej popularnych, gdzie sobie zerkam. Dlatego, pod wpływem takiej masy pozytywnych opinii - uległam. Bo przecież: baśń ludowa, horror, romans, zauroczenie, Grimm! I kanibale. Czyż można mnie zachęcać bardziej? To o kanibalach to przecież wypadek przy pracy, helloł, wcale nie miałam skojarzeń z Wybornym Trupem!
Margot to dziecko, które jest u progu dorastania - pierwsza miesiączka jest przed nią (i nie wie, jak obsługiwać podpaskę, cholera jasna!), żyje w lesie, w angielskich górach Pennińskich, gdzieś niedaleko jakiejś nienazwanej wioski, do której dojeźdża autobusem. W szkole ma przyjaciółke, Angie, której ojciec używa sobie na matce Margot, Ruth. Do czasu. Mniejsza z nim zresztą, bo Ruth jest kanibalem, który uwielbia zjadać "zagubionych", czyli osoby, które zagubiły się, i to dosłownie, w okolicy. Apetyt matki rośnie, i nagle, nieoczekiwanie, w życiu obu pojawia się Eden o śnieżnobiałym uśmiechu i wycinkach gazet na siedzeniu samochodu. Między Ruth a Eden nawiązuje się romans, zagubieni znikają coraz żadziej, co Ruth się nie podoba... I Margoth musi stawić temu czoła.
Powiem tam. Miałam wobec tej książki potężne oczekiwania. Naprawdę, zakładałam, że to będzie powieść na równi z "Wybornym Trupem", a przynajmniej sięgająca do niej, równie niepokojąca, mroczna i przerażająca. Zamiast tego dostałam antybaśń, która mnie usypiała, nudziła i sporawiała, że po prostu uśmiechałam się z politowaniem. To, co miało mnie szokować i zastanawiać, po prostu mnie opływało i olewało. Zamiast tego, wciąż czekałam na te obiecane "mocne, Grimmowskie sceny", ale... ale ich się nie doczekałam. Ani w wydaniu Grimmów, gdzie baśń jest okrutna i surowa, i gdzie faktycznie momentami ciarki potrafią przeletywać po plecach (i mówię o tych baśniach, których linki wkleiłam przed nawiasem), ani andersenowskim, ani w żadnym mi znanym, ale właśnie tym ocenzurowanym, łagodnym wybielonym i jeszcze w bonusie z LGBT+. Może nie walącym po oczach, ale jednak, z tym wątkiem, który drażni, a nie intryguje.
To historia opowiadana oczami młodziutkiej Margot, która znajduje się na progu dorastania, która jest jeszcze w szkole podstawowej, więc wielu rzeczy nie rozumie - opisuje świat na swój sposób. Dla niej okolica, choć odludna i niebezpieczna, jest jednak domem. Autorka bardzo chce nasz przekonać, że świetnie rozumie psychikę takiego dziecka, że wie, że umie - ale jej to nie wychodzi, momentami wręcz jest groteskowo. Szkoda, bo moglo być ciekawie, ale... no. Finał zupełnie mnie nie zaskoczył, wręcz szybko był do przewidzenia.
Książka porusza masę tematów, ale bardzo powierzchownie - LGBT, seksualność, odrzucenie, miłość, a to wszystko w dusznym, ciasnym terytorium - domu i w szkole. Niestety, to, co powinno być zaletą i co powinno działać, nie działało. Nie widziałam w tym absolutnie żadnej baśniowości, żadnego odkrycia i zaskoczenia. Ot, historia, która zupełnie nie ruszyła.
Postacie... nie istnieją. margot jest nijaka, nudna i przewidywalna, jej matka, pozornie szalona jest kompletnie nijaka, Eden wkurza. Jedyną ciekawą postacią jest kierowca autobusu. Bo nawet nauczyciel wydaje się być taki... na siłę, nijaki i z jednej strony nie przyciągający uwagii, a z drugiej nadmiernie kontrolujący. I dlaczego tylko jeden nauczyciel? O co tu chodzi, cholera, przecież te dzieciaki już powinny mieć kilku nauczycieli co najmniej?
Szkoda. potencjał jest tragicznie zmarnowany, a historia zupełnie nie porywa. Być może - książka spodoba się osobom, kóre nigdy nie czytały czegoś mocnego, nie oczekiwały wiele. Ewentualnie, jeśli ktoś jest bardzo wrażliwy, będzie poruszony - ale mnie zupełnie to nie ruszyło. Nie rozumiem zachwytów. Szkoda, bo mogło być to naprawdę świetną pozycją, czymś zaskakującym i nowym, a okazało się... cóż.
Czy polecam? Nie. Nie polecam, bo po prostu nie jest to książka, która zapadnie w pamięc na długo. Niestety. Ani autorka, ani jej powieść nie są wybitne na tyle, by o nich pamiętać, więc... chcecie, przeczytajcie sami, ale - nie oczekujcie szaleństw...
A jak jest naprawdę? Oceńcie sami ;) A przy okazji, możecie postawić mi kawę jak się podobało ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz