autor: Ilona Andrews
tłumaczenie: Anna Czapla
Redakcja/korekta: ?
Wydawnictwo: Fabryka SłówData polskiego wydania: 10 listopada 2017
Data oryginalnego wydania: 2007
Cykl / seria: Kate Daniels (tom 1)
Kategoria: fantasy, science fiction
Stron: 438
Wersja: papierowa, posiadam
Oprawa: miękka
ISBN: 9788379642250
Język: polski
Cena z okładki: 39,90 zł
Tytuł oryginalny: Magic Bites
Kliknij, by wrócić do strony głównej
Reread książek, które mam na regale uważam za świetny pomysł. Hałda Zagłady w końcu zacznie się kurczyć, ja przestanę czuć wyrzuty sumienia w formie Grzechoczącego Grzesia (Karczma Discordowa wie!), i w ogóle, w końcu dożyję dnia, kiedy będę miała wszystkie ksiązki w mieszkaniu uczciwie przeczytane, i będę mogła powiedzieć: patrz, wszystko to moje... poza tym cieniem tam, w rogu pokoju, gdzie leżą nowe książki a zastój czytelniczy nie będzie mi grozić... heh, dobra, do rzeczy. Wybierając sobie wstępne pozycje do czytania, przygotowałam wszystko, a potem było losowanie. Padło na "Magia kąsa", czyli proste, szybkie urban fantasy, którym kiedyś byłam naprawdę zachwycona. Ale hej, to było 16 lat temu, ok? Potem wyszła polska wersja, z mojego nie-ulubionego wydawnictwa FS, ale mówię: dam szansę. No i wówczas też przepadłam. A jak wygląda reread po latach? O Mery Sue, o Mery Sue, któż ciebie przelecieć by nie chciał... aż normalnie kusi zanucić. Pamiętam, że kolejne tomy są lepsze, więc co poszło tu nie tak...? Hah. Wszystko! Zapraszam.
_________________________________________________________
Kate Daniels, czyli nasza heroina "Magi kąsa" jest młodą, samotną zabójczynią, która buntuje się na myśl o współpracy z Zakonem, ale zostaje do niej zmuszona z chwilą, kiedy jej opiekun i rycerz-wróżbita zostaje zamordowany. Czy jej się to podoba czy nie, musi pojawić się w Atlancie, zacząć współpracować z Zakonem, a jednocześnie na własną rękę postanawia prowadzić śledztwo, co zabiło Grega. Zmierzyć się musi z Rodem - wampiryczną organizacją pełną wampirów i magów potrafiących w nekromancję, oraz z Gromadą, czyli zbiorem wszystkich zmiennokształtnych, których przywódcą jest tajemniczy i śmiertelnie niebezpieczny (i przystojny!) Curran. Wrzucona między młot a kowadło Kate lawiruje między bezpieczeństwem a próbą zrozumienia, kto zabił, samej wplątując się w jeszcze gorszą sytuację z pewnym strzygoniem. Dodajmy do tego jeszcze fakt, że w alternatywnym świecie magia pojawia się i znika, zmuszając świat do posłuszeństwa: samoloty nie działają, samochody częstu są bezużyteczne a telefony wróciły do łask w formie klasycznych aparatów...
Mam z tą książką potężny problem, i nie chodzi o tłumaczenie (Fabryko Słów, patrzę na ciebie!), ale i z samą fabułą. Nasza Merysujkowa bohaterka jest super, umie wszystko, potrafi wszystko i choć treningi zabrały jej kobiecą figurę, wciąż przyciąga męskie spojrzenia i wciąż co chwila ktoś chce ją zaprosić na randkę. Super włada mieczem, jest mistrzynią kung fu, a do tego potrafi wchłaniać w siebie i używać Słów Mocy, którymi może bez mrugnięcia okiem zabić. Do tego jest sarkastyczna, wygadana i wszystko umie. Jak mnie to drażniło... choć chyba nie tak, jak mogą inne Merysójki ;) Nie mniej, mamy Kejt idealną, wszeumiejącą, która wpada w oko kilku facetom na raz. Z jednym idzie na randki, ale jednak to nie to - i wątek z Grzebykiem (jak mnie ten pseudonim drażni!) po prostu wyraźnie ma zmarnowany potencjał. Mamy Currana, z którym chemia jest najsilniejsza - i bogom dziękować, choć widziała go nago, nie poleciała zaraz z nim do łóżka! - i mamy Sanmana. Mamy też zagrożenie, które chce zniszczyć może nie Atlantę od razu, ale z pewnością solidnie zaszkodzić tu i tam. Dodajmy do tego akcję, która gna z miejsca na miejsce i można się pogubić. na szczęście, znam pióro małżeństwa Ilony i Andrew Gordonów, i wiem, że ten początkowy chaos potem będzie uporządkowany, nie mniej jednak... no coś mi się gryzło, a książka, choć szybka, męczyła mnie momentami swoimi głupotami.
Najbardziej chyba drażni mnie sama Kate, jej postawa "co ja to nie jestem" i jej "umiem wszystko, nie potrzebuję pomocy - czyli klasyczna merysójkowa postawa. Ale pozostałe osoby nie są lepsze. grzebyk był sztywny i nijaki, Curran drażniący, a Jim, jeśli się pojawiał... był Jimem. na tle tych osobowości chyba najlepiej wyglądał Sanman, zmiennokształtny o dość niezwykłej mocy.
Na szczęście, świat przedstawiony jest całkiem logiczny, całkiem fajnie ogarnięty i przemyślany. Od czasu, kiedy magia uderzyła w świat i zmieniła reguły w nim istniejące, wiele się zmieniło. Bohaterowie radzą sobie naprawdę nieźle, widać, że to nie pierwszyzna, ale momentami ich "super ogarnięcie w każdej sytuacji" drażniło. Sympatyczny jest też system magiczny, choć na pewno dla osób, które pierwszy raz mają kontakt z tą pozycją, może wydawać się dziwne trzymanie w tajemnicy tego, kim jest nasza Merysój... Kate. Fabuła jest prosta jak budowa cepa, i nie ma w niej niczego zaskakującego, ale dla miłośników klasycznego, dobrego i sprawdzonego urban fantasy - może być ta książka nawet nieco... nudna. Ot, brakuje tu wyłączenia mózgu i ślinienia się na widok każdego samca ;) Może i lepiej, bo naprawdę, dość mam keksu wyskakującego z każdej strony w każdej kolejnej książce.
Postacie? Poboczne takie se, pojawiające się, kiedy należy, ale bez szału. Najbardziej wkurzała Kate, która potrafi wszystko, ale, ustaliliśmy, Merysójka ale na szczęście sprzed lat, czyli bez parcia na porno. Trochę bolało mnie to, jak postacie drugoplanowe momentami pojawiały się tam, gdzie są potrzebne i robiły, co trzeba, po prostu upraszczając fabułę, ale... to do przetrwania. Mają swoje problemy, potrzeby, konkretne miejsce w świecie - i tego się trzymają. A Kodiak czy Dollitle? No zdecydowanie ja ich uwielbiam, i nie mam nic przeciw, by było ich więcej (i będzie) ;) tworzą naprawdę dobrą równowagę dla zapalczywej Kate czy Currana, który zdecydowanie za szybko traci nad sobą momentami kontrolę.
Szkoda tylko, że tytuł nie oddaje do końca całości fabuły - i tego kąsania magii. Niby na upartego, przy finale może nawiązywać, ale... no brakowało. Bardzo, bardzo brakowało wyjaśnienia. Nie ma jednak tego złego, w całokształcie to nie jest zły tytuł, lekki i szybki do czytania - nie mam pojęcia, jak wygląda w audiobooku, bo posiadam papierowy egzemplarz, w którym... no korekta momentami dawała ciała. Zdarzały się głupotki tłumaczeniowe, mało logiczne ciągi przyczynowo-skutkowe powodowane zbyt dosłownym tłumaczeniem, ale... patrząc na to, co FS potrafi wyprawiać, to wciąż nie było źle. Ale bez fajerwerków.
Czy "Kate Daniels" jest sertią wartą przeczytania? tak. Czy zachwyci? Może. Ale z pewnością, jeśli ktoś szuka czegoś lekkiego i nie wymagającego fajerwerków, szybkiego i przyjemnego, a przede wszystkim, bez drażniącego romansu już od pierwszych stron - to zdecydowanie warto spróbować. I sprawdzić, czy dawne urban fantasy są tym, czego oczekujemy... ;)
A jak jest naprawdę? Oceńcie sami ;) A przy okazji, możecie postawić mi kawę jak się podobało ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz