niedziela, 19 lipca 2026

58/100 - Shuzo Oshimi, Krew na szlaku #16

Gwiazdek: 7
Autor: Shuzo Oshimi
Tłumaczenie: Tomasz Molski
Korekta/Redakcja: Anna Ćwik, Patrycja Siedlecka
Wydawnictwo: Kotori
Data polskiego wydania: 10 lipca 2026
Data oryginalnego wydania: 2025
Cykl / seria: Krew na szlaku (12-15)
Kategoria: komiksy
Stron: 222
Wersja: papierowa, posiadam
Oprawa: miękka, z obwolutą
ISBN: 9788368646429
Język: polski
Cena z okładki: 27,90 zł
Tytuł oryginalny: Chi no Wadachi / 血の轍

Kliknij, by wrócić do strony głównej

Chyba mam problem z tym tomem. Niby wciąż jest surowo, ostrożnie, z przepiękną kreską i małą ilością tekstu, ale... czegoś mi tu brakuje. Emocje stają się wyprane, wyblakłe i przez większość tego tomu po prostu śledzimy całość z całkowitą obojętnością. Seiko kończy swoją historię o życiu, a Seiichi zostaje z pytaniem, na które nie ma odpowiedzi. Mimo to... coś w tym tomie jest niepokojącego, strasznego, a im bliżej finału, tym bardziej robi się dziwnie. Nadal podtrzymuję, że to manga rewelacyjna i nie dla każdego, ale... właśnie. Zostaje pewne małe "ale"...

_________________________________________________________

Seiichi wysłuchuje do końca historii swej matki - ale wciąż zastanawia się, dlaczego ta go zabiła? Dlaczego zrobiła to co zrobiła? Nie dostajemy odpowiedzi na tą kwestię, zaś sama Seiko staje się coraz bardziej nieporadną i potrzebującą pomocy. Nie zmienia to jednak faktu, ze jej syn ucieka od odpowiedzialności, zanurza się w swoim życiu, w książkach, które nagle odkrywa w miejscowej bibliotece... aż do czasu nieoczekiwanego telefonu. Roztapiająca się matka, pragnienie własnego życia a jednocześnie zostaje świadomość, że skoro nie ma nikogo innego, czas się zaopiekować osobą starszą, wymagającą niemal całkowitej, całodobowej opieki... 

Przyznam, że miałam mieszane uczucia. Poczatek - zapowiadał się nieźle, ale bez większego szaleństwa. Ot, Seiko opowiada swoją historię, a kolaż zdjęć zamienia się w pewnego rodzaju niepokojący sen Seiichiego. A potem... potem miałam trochę konflikt interesów, ale może dlatego, że sama w życiu prywatnym mierzę się z chorobą kogoś bliskiego. Nie mniej, tom pochłaniało się błyskawicznie, a efekt przemijania i braku kontaktu okazał się zaskakująco subtelny w przekazie, jak na tak trudne emocje. A potem mamy zderzenie z samotnością, starością, bezradnością i chorobą, która powoli ale nieubłaganie ubezwłasnowolnia, odbiera człowieczeństwo, kradnie każdą chwilę...

Zdecydowanie, ten tom jest inny od poprzednich, więcej tu graficznego przedstawienia przemijania, walki z samym sobą i otoczeniem, niż czegokolwiek innego. Ta skromnośc dialogowa, a jednoczesnie skoncentrowanie się znów na relacji syna z matką jest niesamowitym kontrastem, mocno uderzającym w emocje. 

Czy polecam? tak, jak zawsze, tą mangę będe polecać, choć dziś było krótko a ja muszę, drugi dzień, rozchodzić to, co tu się wydarzyło...

A jak jest naprawdę? Oceńcie sami ;) A przy okazji, możecie postawić mi kawę jak się podobało ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz