Autor: Marion Zimmer Bradley
Tłumaczenie: Dagmara Chojnacka
Redakcja/korekta: ?
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data polskiego wydania: 10 września 2012Data oryginalnego wydania: 1982
Cykl / seria: Avalon [Marion Zimmer Bradley] (tom 1)
Kategoria: fantasy, science fiction
Stron: 1350
Wersja: papierowa, posiadam
Oprawa: twarda
ISBN: 9788375065114
Język: polski
Cena z okładki: 59 zł
Tytuł oryginalny: The Mists of Avalon
Cena z okładki: 59 zł
Tytuł oryginalny: The Mists of Avalon
Kliknij, by wrócić do strony głównej
Są takie książki, do których sięgam co jakiś czas, co kilka lat, i zawsze odkrywam w nich coś nowego. Coś, czego nie zauważyłam wcześniej, jakąś mądrość, czułość... Nie inaczej jest z "Mgłami Avalonu", księgą monumentalną, potężną, opasłą, a jednocześnie cieniusieńką i bliską mi wyjątkowo. Ileż ja się nawkurzałam na tej książce, ile się napłakałam, ile naśmiałam... wiem tylko ja, ale też znów sięgnęłam po nią po pewnym czasie i znów odkrywałam w niej nowe warstwy. I tak, wiem, zaraz niektórzy się oburzą, że autorka, że afera, i w ogóle... ale hej, nie mówimy o autorce, ale o jej dziele. Niezwykłym, subtelnym, kobiecym micie o Avalonie i Kamelocie, o Arturze i jego towarzyszach, ale przede wszystkim: o kobietach, które były obecne. Retelingu klasycznej histori, który jest wciąż niedościgłym dziełem, pełnym subtelności, szacunku i czułości, tak dla oryginału historii opowiadanej, jak i dla kobiet, które się tu przewijają. Tak. "Mgły Avalonu" to jedna z tych książek, które zawsze będa mi bliskie...
_________________________________________________________
Jak opowiedzieć tak monumentalne dzieło kilkunastoma zdaniami? Zastanawiam się cały czas, bo od chwili, kiedy zamknęłam ksiązkę na ostatnim zdaniu epilogu, na końcówce wędrówki Morgiany Czarodziejki, mam wrażenie, że nie umiem oddać zachwytu, jaki czuję dla tej powieści. Zachwytu, który sprawia, że z czułością spoglądam na tą cegiełkę, choć tematyka jest ciężka i trudna, by nie powiedzieć, że specyficzna.
Legenda o Arturze i jego Rycerzach Okrągłego Stołu! Któż jej nie zna, niech pierwszy rzuci kamieniem. Historia, która przeniknęła do popkultury tak bardzo, że wręcz jest co kawałek, niemal możemy się o nią potykać. Morgiana, Nimue, Ginewra, Artur, Kamelot... Wszyscy to znamy, prawda? Marion Zimmer Bradley zabiera się jednak za ów mit z innej strony, opowiada go od nowa, tworzy, a raczej snuje z subtelnością.
Historię poznajemy z chwilą poznania Igrianny, siostry Viviany - Pani Avalonu, i matki Morgiany, przyszłej kapłanki i siostry Artura. Złotowłosa żona króla Gorloisa, wiernego rzymskim ideałom co prawda buntuje się nieco na plany swej siostry, ale akceptuje je - w końcu, jest dobrą chrześcijanką. Podobnie Morgause, młodsza siostra Igrianny, pozwala się wydać za Lota, ambitnego króla z pólnocy. Ale póki co, to Igrianna jest istotną dla opowieści i maleńka Morgiana, tak podobna do swej ciotki, Viviany. Z czasem dziewczynka obserwuje, jak jej matka zakochuje się i ulega czarowi Uthera Pendragona, a następnie zostaje siostrą Artura, przyszłego króla przepowiedzianego przez Avalon. Jednocześnie zaś zaczyna szkolenie kapłańskie na Wyspie Jabłek, nieświadoma tego, jak bardzo los okrutnie z niej zadrwi. Los Morgiany Czarodziejki, jak ją nazywają, staje się bezpowrotnie spleciony z Arturem, swym bratem, ale też obserwujemy, jak zakochuje się beznadziejnie w Lancelocie, choć ten - co oczywiste, staje się rycerzem i umiłowanym Gwenifer... To właśnie kobiety stają się integralną częścią tej historii i to z ich perspektywy obserwujemy wydarzenia. Najpierw Igrianny i Morgause, później zaś Morgiany, Gwenifer i Morgause. Losy tych trzech kobiet są z sobą nierozerwalnie splecione, i choć walczą z przeznaczeniem i tym, co wybrał dla nich Avalon - poddają się temu, choć z różnym skutkiem...
Obserwujemy w książce przemiany społeczne i kulturowe. Czas panowania rzymian w Brytanii, chrześcijaństwo, które rozlewa się po kraju, i zatacza coraz mocniejsze kręgi, wypierając Starą Wiarę. Autorka śmiało korzysta ze źródeł historycznych dających szeroką interpretację, jak religia chrześcijańska wkraczała na te tereny, i opiera się na mocie mieszając wyobrażenia z możliwymi faktami. Historia nie jest przez to nudna i rozwleczona, choć taką może się wydawać - wręcz przeciwnie, widzimy wpływ religii na życie kobiet w Brytanii, jak to było odbierane i jak traktowane.
Najważniejszą postacią ze wszystkich jest tu Morgiana, której losy śledzimy najuważniej. Wyszkolona na kapłankę i następczynie Pani Jeziora buntuje się swojemu przeznaczeniu i próbuje przed nim uciec - ale nie udaje się jej tak, jakby chciała. Wplątana w główny nurt wydarzeń, sama wplątuje się w romanse, które są dla niej szkodliwe i złe, ale stara się w jakiś sposób naprawić swoje błędy. Jej droga do Avalonu usiana jest masą przeszkód i problemów, którym stawia czoła jak zwykła kobieta, a nie cudowna wybranka Bogini. I chyba to w tym wszystkim jest takie... dobre. Że autorka nie robi ze swoich postaci niewiadomo jakich heroin, tylko prowadzi je przez wzloty i upadki.
Ten reteling jest retelingiem bardzo dobrym, przemyślanym i prowadzonym rozsądnie. Historia znana z legend o Arturze i jego rycerzach, o miłości Lancelota i Guinewry czy poszukiwaniach Graala i rozproszeniu rycerzy - wszystkie te elementy tu znajdziemy, a jednocześnie znajdziemy też takie proste, domowe działania, tkanie, przędzenie, zajmowanie się domem... a jednocześnie mamy też tu erotykę czy nawet przemoc seksualną - ale wszystko to pokazane w sposób nie wulgarny, nie chamski jak współcześnie, ale... oddany ze smakiem. Tak, wiem, brzmi to jak brzmi, zwłaszcza w przypadku przemocy - ale sceny są przedstawione z szacunkiem tak dla czytelnika jak i dla postaci. Co więcej, konsekwencje czynów są uwzględniane - przewijają się, pojawiają w działaniach i myślach kolejnych postaci, i mają wpływ na ich zachowanie. Zdecydowanie, to lubię! Mamy też interesująco pokazane wpływy religii, zobrazowanie pewnych dogmatów, które... potrafią dzielić. ;)
A same postacie? Kobiety są nakreślone dobrze - są silne, charakterystyczne, różnorodne. Dopasowane do wydarzeń, nawet, jeśli są to drugo- czy nawet trzecioplanowe persony. W Avalonie kapłanki są ciche, pokorne, ale świadome swojej kobiecości, na dworze Artura są pokorne i chrześcijańskie, u Morgause zaś rozwiązłe i luźno podchodzące do wielu wydarzeń. To sprawia, że ten świat żyje i jest różnorodny. A mężczyźni? Mężczyźni pokazani są tu jako ci, którzy walczą, którzy znikają na wiele dni w poszukiwaniu dowodów swojej męskości, ale nie stronią od pomocy kobiet. Co więcej, często na nich polegają, co może być przyczyną ich zguby...
"Mgły Avalonu" to historia wciągająca, intrygująca i fascynująca. Dla mnie? Cudowna, piękna i wzruszająca, po którą znów za jakiś czas sięgnę, choćby dla samego faktu, jak bardzo uroczy mnie historia Morgiany, Artura i samego Avalonu, który, przez różne działania i wpływ chrześcijaństwa, oddala się coraz bardziej od świata ludzi a staje światem mitu.
I jeszcze, niemal na koniec - tak, wiem, autorka. Tak, wiem, jej temat jest kontrowersyjny dla wielu, i że wielu nie sięgnie po tą powieść, a nawet jeśli, to może mieć momentami wątpliwość, zwłaszcza na to "pieszczenie" dzieci. Ale hej, działajcie zgodnie z własnym sumieniem, oddzielajcie jednak powieść od rzeczywistości, autora od dzieła. Choćby dlatego, że wiele ciekawych powieści po prostu wam koło nosa przechodzi.
W całokształcie, czy polecam? Tak. Choć to cegiełka, czyta się doskonale. Książka zmusza do myślenia, do zastanowienia się, do analizy pewnych kwestii. To obyczaj z nutą fantastyki, tak bym to nazwała, niżli fantastyka z nutą obyczaju. Nie każdemu przypasuje, nie każdemu się spodoba, nie każdy się odnajdzie, ale jeśli już sięgnięcie - pozwólcie, by otuliła was magia Avalonu, i historia, która zostaje z czytelnikiem naprawdę, na długo...
A jak jest naprawdę? Oceńcie sami ;) A przy okazji, możecie postawić mi kawę jak się podobało ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz