czwartek, 2 lipca 2026

53/2026 - Anne Bishop, Filary świata

Gwiazdek:
 7
Autor: Anne Bishop
Tłumaczenie: Marta Najman
Redakcja/korekta: Anna Płaskoń-Sokołowska / Natalia Musiał
Wydawnictwo: Initium
Data polskiego wydania: 14 stycznia 2019
Data oryginalnego wydania: 01 października 2010
Cykl / seria:  Tir Alainn (tom 1)
Kategoria: fantasy, science fiction
Stron: 524
Wersja: papierowa, posiadam
Oprawa: miękka
ISBN: 9788362577842
Język: polski
Cena z okładki: 39,99 zł
Tytuł oryginalny: The Pillars of the World

Kliknij, by wrócić do strony głównej

Anne Bishop to autorka wybitnie, mam wrażenie, u nas niedoceniana, abo kojarzona wyłącznie z jedną serią: Czarnymi Kamieniami. Trochę niesłusznie zaszufladkowana i skazana na zapomnienie, wydała jeszcze inne serie: świetnych "Innych" oraz "Efemerę". I choć wszystkie wydają się być skonstuowane na dość podobne kopyto, każda seria jest, nomen omen, inna, a przez to naprawdę pokazuje, jak sporą wyobraźnię miała autorka, kreując swoje światy. Dlatego, kiedy Hałda Zagłady wskazała mi pierwszy tom "Tir Alainn" - ucieszyłam się, bo co może być ciekawszego do czytania, niż wiedźmy, Fae, inkwizycja... i to wszystko w jednej trylogii (której, finału, oczywiście, w Polsce nie wydano...). I przyznam, że lektura dała mi naprawdę sporo radochy. Co prawda, po latach widzę pewne... niedociągnięcia, ale hej, bawiłam się super, i czas, byście i wy przekonali się do twórczości pani Bishop, która, wbrew "Czarnym Kamieniom" potrafi stworzyć fabułę bez bonusu fabuły, if u know what I mean... ;) To co? Do boju? ;)

_________________________________________________________

Ari to młodziutka wiedźma, która została jako ostatnia ze swego wielopokoleniowego rodu w Starym Miejscu, Brightwood. Jednak fakt, że jest młodziutka i sama wcale nie poprawiają jej życia: jest skazana na samotność, syn miejscowego barona pilnuje, by dziewczyna zawsze czuła się upokorzona, a mieszkańcy wioski patrzą na nią mało przychylnie. Nadciąga Letni Księżyc, w czasie którego dziewczyna zupełnie przypadkiem i nieświadomie, ofiarowuje się lodrowi Fae, potężnemu Światłemu. Lucien dość szybko dostrzega, że młodziutka Ari może stanowić całkiem sporą dawkę przyjemności, ale nie bierze pod uwagę dwóch rzeczy: Nealla, młodego mężczyzny zakochanego w wiedźmie oraz Czarnych Płaszczy, którzy, w pod wodzą okrutnego inkwizytora Adolfo, przejmują kolejne Stare Miejsca, pozbawiając Fae miejsc ich klanów w Tir Alainn. Przypadek sprawia, że jego siostra, Dianna, Łowczyni prowadząca Dziki Gon trafia na wzmiankę o Filarach Światła, jednak Fae nie mówi to nic. Dumni i niezależni, od wieków traktujący świat ludzi jako miejsce chwilowych rozrywek, jeszcze nie wiedzą, że niedługo będą musieli stawiać czoła przeciwnościom losu, których się nie spodziewali... Mamy tu też dawkę okrucieństwa, ale i współczucia. Wszystkie emocje wyrównują się jednak w miarę, i gdy na jednej stronie dzieje się coś złego, na innego dzieje się coś zabawnego (beniz na nóżkach na zawsze w moim serduszku... xD). 

Książka nie będzie dla wielu efektem "wow". To już mówię od razu, bo... po prostu nie. Nie ma w niej wielkich fakci, wybuchów, pogoni, a nade wszystko - erotyki jest tu jak na lekarstwo (dziękujmy autorce!), jest za to dość inteligentnie poprowadzona fabuła i przemykanie wartości, które teraz wydają się być dość zapomniane. To całkiem inteligentne fantasy, oparte na trochę znanych nam zasadach świata (mitologia wysp Brytyjskich głównie się tu kłania), ale wymieszano to wszystko z czasami łowćów na czarownice i nutką fantasy, która naprawdę dobrze uzupełnia całość, tworząc czarowny, a jednocześnie dziwny, niezrozumiały świat. Niby odnajdujemy tu wiele odniesień do współczesności, ale jak to u autorki bywa - krainy tylko pozornie są podobne do naszych. Różnią się i to całkiem znacząco, ale to dobrze, z ciekawością odkrywamy więc świat, który jest dla nas równie obcy, co dla Ari - wiedźmy, która niespecjalnie opuszczała swój bezpieczny kawałek świata.

Mamy kilka lini i kilka punktów widzenia - główną i najciekawszą chyba jest ta Ari - Fae. Młodziutka wiedźma, która dosłownie wpada w oko lordowi Fae, ale jednocześnie uważana jest za dość głupiutką i nudną, nieoczekiwanie staje się osią wydarzeń, które sprawią, że do tej poru dumni panowie z Tir Alainn będą musieli zacząć zastanawiać się, co zrobić, by ratować swoją cenną krainę. Oj, zabawnie mi się czytało dumnych Fae, którzy trochę są podobni do naszych elfów, sprowadzonych do parteru, a przez to - skonfrontowanych z zupełnie ludzkimi działaniami. Mamy też linię Adolfo, wyjaśniającą, jak jego życie się ułożyło i sprawiło, że mężczyzna stał się Inkwizytorem. Tego pana nie lubimy i bardzko kibicujemy, by po prostu zdechł ;) No i ostatnia, Zbieraczka, Fae o imieniu Morag. Jako jedyna, dostrzega niszczycielki fakt wykorzeniania Starych Miejsc, i stara się coś z tym zrobić, jakoś temu zaradzić.. Naprawdę, polubiłam ten wątek, choć momentami wydawał się nieco infantylny, zwłaszcza, kiedy była mowa o Moriag, jej siostrze, Pani Snów. Ale też mamy i klasyczny dla autorki wątek: kobieta jest słaba, niegodna, należy zrobić jej krzywdę, by ją nauczyć. W jakiś sposób jest to schemat tak powtarzalny w twórczości pani Bishop, że po prostu robi się nudny. No ale...

"Filary światła" to jednak książka całkiem niezła. Można się na niej uśmiechnąć i wzruszyć, ale nade wszystko, porusza tu mądrośc, przemycana między wierszami. Mądrośc mówiąca o tym, co współczesny świat zdaje się zapominać: małe, ludzkie gesty bywają znacznie lepsze, niż wielkie, ale nic nie znaczące. Kontrast między Fae a ludźmi wcale przez to nie jest taki wielki, a "ci źli" wcale nie są tacy źli, jakby się wydawało. Tu musze oddać autorce, że pokazała, jak manipulacja tłumem za pomocą odpowiednich środków, może zrobić wiele - tak złego, jak dobrego, i jak niektóre jednostki podążają ślepo za "przywódcą". Obserwujemy przemianę bohaterów, widzimy, że ich decyzje są wpływające na otaczający ich świat, i dlatego - jest to naprawdę interesujące.

A sami bohaterowie? Mają swoje potknięcia, wiadomo, ale mimo wszystko, zarysowani są zgodnie z tym, jak zostali przedstawieni. Fae są dumni i próżni, nie uginają się nawet, kiedy problemy stukają im do drzwi, bo w nie nie wierzą - ale mamy kilka wyjątków pokazujących, że świat ludzi może mieć na nich wpływ i to całkiem spory. Czarne Płaszcze są zapatrzone w charyzmatycznego przywódcę, przez co "wyprane mózgi" nabierają nowego znaczenia. baron jest dumny i zadufany w sobie, zaś sama Ari - uroczo naiwna, ale dzięki temu kontrast między postaciami, choć wybrzmiewa wyraźnie, staje się bardziej realny i rzeczywisty. Nie będe zdradzać za wiele - po prostu warto samemu się przekonać, co i jak.

"Tir Alainn" to seria naprawdę dobra i przyjemna, po którą warto sięgnąć. Nie ma tu wszechobecnej erotyki, któa męczy, nie ma postaci, które wszystko robią tak o - mają swoje potknięcia, mają swoje problemy. I choć momentami wydaje się, że rozwiązania przychodzą za prosto, to jednak... jest ciekawie. To zdecydowanie fantastyka, która będzie świetna zarówno dla kogoś, kto dopiero rozpoczyna swoją przygodę z tym nurtem, jak i dla starych wyjadaczy, którzy szukają jednak czegoś innego. Warto dać tej autorce szansę, bo - jej kreacja świata doprawdy zaskakuje. Za każdym razem. 

A czy polecam? Oczywiście. Zapewne część osób odrzuci się od lektury, bo akcja rozkręca się powoli, ale jak się rozkręci... jest dobrze. Jest ciekawie. I chce się poznać dalsze losy Tir Alainn... ;)

A jak jest naprawdę? Oceńcie sami ;) A przy okazji, możecie postawić mi kawę jak się podobało ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz