Gwiazdek: 7
Autor: Patricia BriggsTłumaczenie: Kaja Makowska
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data polskiego wydania: 18 maja 2018
Data oryginalnego wydania: 04 marca 2014
Cykl / seria: Mercedes Thompson (tom 8)
Kategoria: fantasy, science fiction
Stron: 418
Wersja: papierowa, posiadam
Oprawa: miękka
ISBN: 9788379642717
Język: polski
Cena z okładki: 39,90zł
Tytuł oryginalny: Night Broken
Kliknij, by wrócić do strony głównej
_________________________________________________________
Cena z okładki: 39,90zł
Tytuł oryginalny: Night Broken
Kliknij, by wrócić do strony głównej
Mało która książka sprawia, że nie umiem się od niej oderwać, a jednak muszę, bo inaczej komuś z twarzy zrobię jesień średniowiecza. I nie chodziło tu już nawet o fakt, że musiałam odpocząć od D&D, Kusziela i kilku innych pozycji, które czytam aktualnie - i wbrew pozorom orientuję się, co i jak w danej książce. Po prostu potrzebowałam czegoś lekkiego, co pozwoli mi odetchnąć, i cholera jasna! Mercy! Oczywiście musiałam położyć łapkę na Mercy, bo „nie mam” w Hałdzie Zagłady nic innego, czyż nie? No nie. Więc tak oto skończyłam częściowo poryczana, częściowo wściekła, a częściowo spragniona dalszych losów kojociej pani mechanik w wilkołaczym stadzie... czyli spełniły się moje koszmary. Zapraszam.
Po nieszczęsnej walce z wydarzakami w miesiącu poślubnym i fakcie, że pewien kostur został oddany w nieoczekiwanie bezpieczne, wydawać by się mogło, miejsce, Mercy ma ochotę odpocząć. Czytelnik też. Ale nie ma tak dobrze. Była żona Adama Hauptmana jest w poważnych tarapatach, więc ze łzami w oczach wbija nam w całe stado i rozbija je na strzępy, bo ktoś na nią poluje. Niestety okazuje się, że tym kimś jest bardzo nieproszona istota z bardzo pradawnych czasów. Co gorsza, Ted pomaga Mercy, co naraża go na gniew Szarych Panów, a Christy nie odpuszcza manipulacji. Mercy jednak jest upartym kojotem, który... musi przywołać Kojota. A co gorsza (a może nie) poznaje swojego przyrodniego brata. A to wszystko krasimy krzywdą piesków (uwaga, bo to są moje koszmary), krasimy wszystko nieścisłością stada, plus jeszcze jedną tajemnicą, której wyjaśnienie byłoby spoilerem, więc... idźcie i czytajcie! Albowiem to był super tom, mimo że poryczałam się chyba z cztery razy (głównie na opisach psiaków). Ale tak, tego potrzebowałam.
Mercy w tym tomie zdecydowanie wraca do siebie. Staje się tym zadziornym kojotem, którego znałam, Adam, choć czuły i opiekuńczy, pokazuje, że potrafi warknąć, a stado, mimo ustalonej oficjalnie hierarchii, dopiero teraz układa się tak, jak powinno – dzięki, Christy. Zresztą ta ostatnia to po prostu persona, którą chętnie bym wytarła szyby w oknach, a potem, jak na perfekcyjną panią domu przystało, wypucowała je gazetami, by lśniły. Niestety tak się nie da, więc nasza „idealnie apetycznie krągła blondyna” musi zostać bez moich palców chcących ją udusić... i to nie jedyna ofiara tego tomu, której bym coś zrobiła. Na szczęście akcja gna szybko i solidnie w przód i choć nie dowiaduję się o pewnych aspektach za wiele (może i dobrze!), to jednak czuję pewien niedosyt.
„Zamęt nocy” to naprawdę przyjemne i miłe przeskoczenie ze słodko-pierdzących części Mercy w coś, co było na początku. Mamy więc zadziornego kojota, otoczenie, któremu się nie podoba, co tenże wyprawia, ale i kilka person, które stoją za nim bez względu na wszystko. Co więcej, poznajemy tu brata Mercy (a jednak) i mamy kilka chwil z niepokornym Kojotem, więc no, cudnie. Ale to wszystko krasi nam mitologia Wysp Kanaryjskich w swojej naprawdę paskudnej formie. No i kostur. Ten nie daje o sobie zapomnieć!
Na tym tomie bawiłam się naprawdę doskonale, może wyjąwszy psią krzywdę. Bardzo żałuję, że nie było ostrzeżenia o tejże, bo – szczerze – kilka razy się poryczałam. Nie robi mi problemu ludzka krzywda, serio, możecie się mordować – może IQ narodu się podniesie. Ale nic mnie tak nie szarpie śledzioną, wątrobą i kanalikami łzowymi, jak krzywda zwierząt, zwłaszcza psów. Więc lojalnie ostrzegam: w tym tomie psiarze niech mają chusteczki, bo autorka kilka razy nie szczędzi dość mocnych scen. Co prawda Mercy, jak to Mercy, zaraz o nich zapomina, ale we mnie one jeszcze trochę pożyją, więc wyję sobie radośnie na samo wspomnienie.
Z plusów – kilka bonusowych smaczków. Patricia Briggs pokazała, że nie tylko całe uniwersum potrafi trzymać w ryzach i korzystać z postaci pobocznych, występujących w innej serii, ale i potrafi śmiało sięgać do przeszłości Mercy i wyciągać ją w sposób, który – może i był oczekiwany – ale uderza z siłą młotka. I to ja szanuję, i to ja serio lubię. Postacie, nawet jeśli pojawiają się na chwilę, są wiarygodne – Christy to osoba, której nienawidzimy od pierwszej chwili, przez jej matactwa i knowania, a choćby żona Jose jest naprawdę sympatyczna. No i Andrea. O, to choć epizod, to jednak polubiłam tę małą!
W całokształcie „Zamęt nocy” to doskonałe uzupełnienie urban fantasy, mocne kopnięcie z mitologicznym twistem, którego na naszym podwórku próżno szukać (nie oszukujmy się, ale tęczowa Dora i jej kumpele nijak nie sięgają do pięt Mercy! a o innych polskich urban nie słyszałam – jak coś, proszę o info!) – poza tym to postacie, które lubić się da, a autorka wyciąga konsekwencje z ich czynów i zachowań. Dla mnie – mlem.
Jeśli ktoś szuka naprawdę przyjemnego urban fantasy – to warto sięgać. To świetna rozrywka na jedno popołudnie – choć ten tom zszargał mnie kompletnie psią krzywdą. Najwyraźniej „Lassie, wróć” zrobiło w umyśle czteroletniej mnie (bo mniej więcej wówczas pierwszy raz to widziałam) nieuleczalne zmiany, które powodują, że nieważne, jaki piesek – czy filmowy, czy książkowy, czy faktyczny – jego krzywdę chcę pomścić. Jak macie tak samo – to ten tom czytacie na własną odpowiedzialność!
A jak jest naprawdę? Oceńcie sami ;) A przy okazji, możecie postawić mi kawę jak się podobało ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz