Gwiazdek: 1
Autor: Philip AthansTłumaczenie: Rafał Gałecki
Redakcja/Korekta: Marzena Piłko / brak danych
Wydawnictwo: ISA
Data polskiego wydania: 1999
Data oryginalnego wydania: 1999
Cykl / seria: Wrota Baldura (tom 1) / Forgotten Realms
Kategoria: fantasy, science fiction
Stron: 311
Wersja: papierowa, posiadam
Oprawa: miękka
ISBN: 838737618
Język: polski
Cena z okładki: 19,95 zł
Tytuł oryginalny: Baldur's Gate
Kliknij, by wrócić do strony głównej
_________________________________________________________
Data polskiego wydania: 1999
Data oryginalnego wydania: 1999
Cykl / seria: Wrota Baldura (tom 1) / Forgotten Realms
Kategoria: fantasy, science fiction
Stron: 311
Wersja: papierowa, posiadam
Oprawa: miękka
ISBN: 838737618
Język: polski
Cena z okładki: 19,95 zł
Tytuł oryginalny: Baldur's Gate
Kliknij, by wrócić do strony głównej
O Jeżu kolczasty bosostupkowy w Amarenie z brzoskwinek… Jakie to było… ZŁE. Ale złe źle, tym złem złym, bolesnym i tragicznym, z koszmarną fabułą, kretyńskimi postaciami i tłumaczeniem, które było chyba jeszcze gorsze od oryginału. Nie, jak kocham uniwersum Forgotten Realms i jak grę „Baldur’s Gate” kocham i ogrywam sobie regularnie co jakiś czas (obie części, trójeczka… no, musi poczekać na swoją kolej ;)) — tak w tym wypadku książkę uczyłam latać częściej i chyba skuteczniej niż w przypadku Booktouru złych książek albo „asfaltowych aniołów”. Tej książki nie uratowało kompletnie nic; jest tragiczna, zła i nawet opieranie się na doprawdy świetnej grze komputerowej nie pomogło… Krótkie cierpienia w nowym miesiącu? Zapraszam!
_________________________________________________________
Abdel, przybrany syn Goriona, to typowy zabijaka. Wysoki na siedem stóp, z węzłami mięśni i czarnymi, gęstymi włosami, przybywa do Candlekeep, by eskortować swego ojca do „Pomocnej Dłoni” (choć nie wiedzieć czemu w książce uparcie pisanej małą literą). Tam ma się dowiedzieć czegoś o swojej przeszłości, ale no — nie udaje się to, bo w międzyczasie ojca mu zabijają bandyci (a później ghule zjadają, więc dlatego Abdel nienawidzi ghuli, które tu są inteligentne i mówią). Trafia jednak w końcu do karczmy, co prawda z pomocą kompletnie nieprzydających się niziołka i szalonego maga, gdzie poznaje Khalida i jego żonę, Jaheirę, w której zakochuje się z miejsca. Ruszają razem do kopalni miedzi w Nashkel, gdzie przeżywają przygody, a później do Wrót Baldura, gdzie przeżywają kolejne. W międzyczasie Khalid ginie raz, ożywa, ale ginie drugi raz; Jaheira pokazuje Abdelowi piersi, potem patrzą na siebie całą wieczność, ale tylko przez chwilę; Abdel wiele razy morduje, bo tak, w tym choćby wbijając w biegu miecz w plecy uciekiniera, aż ostrze wychodzi mu przez gardło. I w ogóle, Abdel to taki super-Conan na sterydach, który nie wie nic o świecie, nie ogarnia go i nie rozumie, ale jest Abdelem i jest super, i jest zakochany w Jaheirze, ale nie wypada, bo dwa dni wcześniej zabił jej męża… A, jest jeszcze Sarevok i Tomoe! Sarevok, straszliwy i mroczny, czerpiący radość z zabijania, i kitajska dziewuszka, drobna i szczupła, o skórze księżniczki, ale morderczyni na zawołanie.
Na nieco ponad trzystu stronach autor zmieścił tu tyle absurdów, tyle kretynizmów i tyle durnot, że wręcz nie wierzyłam, jak bardzo, na podstawie gry, można spier… popsuć fabułę. Bo w zasadzie fabuła „Wrót Baldura” jest prosta jak budowa cepa — jako dziecko upadłego boga mordu, Bhaala, wyruszamy na poszukiwanie odpowiedzi. Po drodze ginie nam przybrany ojciec, więc mamy do rozwiązania dodatkowe questy, zbieramy drużynę i tuptamy z punktu A do Z, po drodze zahaczając o resztę alfabetu. Więc w czym problem, gdzie trudność? Noooo… tak. Problemem jest autor i tłumacz, i kombo, jakie powstało.
Philip Athans usilnie próbuje wmówić nam, że jego bohater, Abdel, to heros na miarę Herkulesa, Conana, Sędziego Dredda i ciepły kocyk w jednym. A żebyśmy nie zapomnieli, jak nasz Abdel się nazywa, jego imię — Abdel, powtarzam, byście i wy nie zapomnieli — pojawia się średnio osiem razy na każdej stronie. Jest dzikim barbarzyńcą, potężnym i groźnym, morduje bez zastanowienia, ale jednocześnie błyska geniuszem jak woda w klozecie przy zgaszonym świetle; jest czuły i zakochany, i absolutnie nie wadzi mu mieć wyrzutów sumienia, że zabił męża swej ukochanej, i dalej smalić do niej cholewki. Boże drogi… Już pomijając samego Abdela i jego zachowanie, ale opisy, zerowa fabuła, walki, które brzmią jak wyjęte z bredni szaleńca… Karczma świadkiem, średnio co stronę znajdowałam jakieś „kwiatki”, przez które po prostu miałam dość, a trzysta stron dłużyło mi się jak chyba nic innego w tym roku. I nie, nie żartuję. Oto przykład akapitu, po którym rozważałam wieszanie się na papierze toaletowym:
„Abdel był teraz sparaliżowanym kłębkiem świętego oburzenia. Zawył tak głośno, że przestraszył ptaki w promieniu trzech mil. Dziecko w Candlekeep zaczęło płakać, a jego rodzice nie wiedzieli dlaczego. Wieloryb przepływający obok skalistego klifu Wybrzeża Mieczy usłyszał krzyk i odpowiedział mu swoim, uciszając na chwilę społeczność sahuaginów. Jakiś bóg spojrzał w dół i Abdel wstał, wskrzeszając w sobie całą siłę woli”.
I takich kwiatków, porównań, opisów jest w tej książce pełno. I choć wiem, że to pierwsza książka autora i że on sam żałuje jej wydania, to na litość boską — było tragicznie. Choć chyba wciąż lepiej niż niejeden pornol teraz. Niemniej po prostu jest strasznie słabo i choć sceny mają jakieś logiczne następstwa — acz przeskakują między sobą jak wycięte — to czyta się to koszmarnie. Tłumaczenie i korekta też radośnie popłynęły w tym wydaniu, choć — powiedzmy — można wydawnictwu wybaczyć, zważywszy, jakie to były czasy (Amber, na zawsze w naszych sercach, pamiętamy! [*]). Po prostu czytało się to kiepsko.
Co do postaci, pominę je milczeniem. Są. Tyle. Ale są napisane kretyńsko, z kompletnym brakiem znajomości ich historii i wpływu na fabułę. Abdel wkurzał mnie niemiłosiernie, Jaheira była głupia, Tomoe czy Sarevok… spuszczę zasłonę milczenia, o innych postaciach nie wspominając.
W całokształcie to doprawdy najgorszy z dotychczasowych tomów — najsłabszy i po prostu… jeśli komuś bardzo nie zależy, spokojnie można go pominąć. Ten tom to świetny przykład tego, jak, opisując fabułę gry, można ją popsuć dosłownie podręcznikowo…

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz