środa, 25 lutego 2026

16-17/2026 - Edgar Allan Poe, Opowiadania. Tom 1+2

Gwiazdek:
 8/8
AutorEdgar Allan Poe
Tłumaczenie: Stanisław Wyrzykowski
Redakcja/korekta: -
Wydawnictwo: Czytelnik
Data polskiego wydania: 1989
Data oryginalnego wydania: -
Cykl / seria: -
Kategoria: horror
Stron: 495
Wersja: papierowa, posiadam
Oprawa: miękka
ISBN: 8307008360
Język: polski
Cena z okładki: 600 zł
Tytuł oryginalny: -

Kliknij, by wrócić do strony głównej

Wybór opowiadań Edgara Allana Poe to zawsze coś, co wzbudza zarówno dreszcz pod skórą, jak i niepokój: bo co jeśli...? Co jeśli mi się nie spodoba? Dlatego chyba postanowiłam się z nim zmierzyć, sprawdzić, co i jak. Zmierzyć z monumentalnym wręcz zbiorem, bo w odróżnieniu od współczesnego i dość popularnego wyboru, posiadam wydanie dwutomowe, i dość solidnie tłuściutkie w ilość opowiadań, od tych słabych, przez niezwykłe po takie, które zostaną ze mną w pamięci jeszcze długo (Maska czerwonego moru!) - i o matko, ależ to była... UCZTA. Zdecydowanie, potrzebowałam takiej odskoczni. SPOJLER: Poe NIE PISAŁ jak Stephen King. Zapamiętajcie to! I nie. Nie będę omawiać każdego opowiadania tu zebranego po kolei. Dam za to swoje odczucia zbiorcze, więc będzie bardzo krótko. Zapraszam.

_________________________________________________________

Edgar Allan Poe. Chyba każdy go zna, każdy wie, jak wyglądał: charakterystyczna sylwetka przez lata obrosła swoją rysunkową stylistyką, ale jednocześnie bez problemu można przywołać z pamięci chudego pana w ciemnych włosach i z wąsikiem, zawsze na czarno, zawsze spoglądającego nieco melancholijnie, z krukiem w okolicy jak nie ramienia, to gdzieś obok. Człowiek legenda, na swój sposób ojciec literatury grozy, horroru i mroczności. Człowiek o niezwykle trudnym i skomplikowanym, ale jednocześnie tragicznym życiorysie. Chyba każdy czytelnik, choć raz, spotkał się z tym panem w swoim życiu, w ten czy inny sposób, w literaturze, muzyce czy filmie w takim, czy innym sposobie. Twórczość Poego wywarła w końcu swoiste piętno na całych dekadach popkulturowych odniesień, i bez niego zapewne współczesna literatura nieco by... cierpiała. A może nie? Natura w końcu nie znosi próżni. Ale ja nie o tym.

Wyboru opowiadań, jakich oba tomy wydane w Polsce skończyłam, dokonał Władysław Kopaliński, tak, ten sam pan, który stworzył słownik i do dziś zostaje niezwykle wdzięcznym tematem w przypadku rozmów o języku polskim. Człowiek orkiestra, założyciel wydawnictwa "Czytelnik" - więc kim ja jestem robaczkiem, który krytykuje taki a nie inny wybór? W życiu. Co więcej, nasz pan Kopaliński dokonuje jeszcze czynu niezwykłego, bo streszcza nam życie autora opowiadań - lektura jest strasznie męcząca, bo druk jest drobniutki, a historia niepokojąca i doskonale odbijająca się póżniej w lekturze.

A lektura sama w sobie? Ahhh, doprawdy, prawdziwa uczta! Jasne, przyznaję, że były opowiadania absolutnie wspaniałe, porażające i zostawiające mnie jeszcze długo potem z echami i wydźwiękiem, który musiałam rozchodzić, ale były też opowiadania słabsze, bardziej miałkie i nijakie. Ale w całokształcie, wszystkie były niesamowite, zaskakujace i wciągające. Niektóre bardziej groteskowe, inne bardziej przerażające, czy wciągające. Obserwujemy rozpad psychiki bohaterów - albo narratora - śledzimy obsesję, poczucie winy, widzimy wiele rodzajów śmierci, poznajemy nieoczekiwanie sobowtóry... Nie da się sklasyfikować jednoznacznie tych opowiadań. Horror, groteska, dramat, to wszystko przewija się tu, przenika, intensyfikuje, oplata czytelnika. Momentami musiałam wręcz odłożyć lekturę na dłużej, by złapać oddech, bo opary powieści, niczym za bardzo podgrzany absynth, drażniły. Ale we wszystkich odbija się jedno: historia życia i tragedii pisarza, dlatego nie warto sobie odpuszczać tych kilku...nastu stron. Często wracałam się zresztą do tego życiorysu, by coś sprawdzić, by sobie potwierdzić, albo uzmysłowić. 

Albo po prostu często złapać się na tym, że po danym opowiadaniu siedziałam i patrzyłam w jeden punkt w pokoju, analizując to, co się wydarzyło. No wow, po prostu... wow. Ten klimat niebezpieczeństwa, grozy, trochę momentami absurdu, ale jednocześnie niepewności... tak. Zdecydowanie, tak, tego było mi trzeba, potrzebowałam spojrzeć na ojca współczesnej grozy, zagłebić się nieco w jego świat, by znów na nowo zacząć doceniać to, co mamy aktualnie.

A, i jeszcze jedno. Dużo osób porównuje Poego do Kinga. Bogowie, serio!? Serio, jeszcze nikt wam za to paluchów nie połamał i ust mydłem nie wyszorował!? Po pierwsze, proponuję zerknąć, kto przed kim żył i kto na kim się "inspirował" (już widzę, jak Poe na Kingu... hue). Po drugie, życie Edgara Allana Poe było wystarczająco niepokojąco tragiczne, więc no... dajcie biedakowi spokój, niech spoczywa w spokoju, a nie obraca się w grobie, co? Twórczość Poego to zdecydowanie inna, o wiele poważniejsza liga, niż King (nawet w czasach, kiedy pisać umiał dobrze, a nie tylko przeciętnie, odcinając kupony od sławy, przekonajcie mnie, że jest inaczej!), więc... no. Błagam, myślcie.

A na koniec? Ja idę pochodzić po ścianach i rozchodzić sobie te wszystkie historie, a wam zaś polecam sięgnąć po właśnie to wydanie. Specyficzne, ciężkie, trudne, ale absolutnie... ahhh! Zmieniające bardzo dużo spoglądania na literaturę grozy i jej początki, które... wcale nie nikną w mrokach dziejów. Są całkiem nieżle opisane, ale jednocześnie niepokoją częstokroć swoją możliwością dopasowania do współczesnych czasów...

A jak jest naprawdę? Oceńcie sami ;) A przy okazji, możecie postawić mi kawę jak się podobało ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz