niedziela, 15 lutego 2026

12/2026 - Patricia Briggs, Dotyk ognia

Gwiazdek: 4
AutorPatricia Briggs
Tłumaczenie: Kaja Makowska
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data polskiego wydania: 03 lipca 2019
Data oryginalnego wydania: 08 marca 2016
Cykl / seria: Mercedes Thompson (tom 9)
Kategoria: fantasy, science fiction
Stron: 412
Wersja: papierowa, posiadam
Oprawa: miękka
ISBN: 9788379643974
Język: polski
Cena z okładki: 39,90 zł
Tytuł oryginalny: Fire Touched

Kliknij, by wrócić do strony głównej

Z Mercy mam trochę love-hate relację. Z jednej strony naprawdę kocham tę serię i z radością się jej oddaję, choć wciąż boli mnie cena jednego, jedynego brakującego tomu (o tym głęboko w tekście), a z drugiej to takie guilty pleasure, które — wiem — jest momentami głupiutkie i w ogóle takie specyficzne, ale wciąż o wiele mądrzejsze niż współczesne romantasy (które tu nie mają nawet prób podejścia!). A potem siadam, już się cieszę, i wówczas wali mnie w głowę cegła, która sprawia, że zupełnie nie bawi mnie czytanie… a później ta cegła znika, jak znika ból głowy, i okazuje się, że książka jest głupiutko dobra i świetnie wypełnia mój czas, bo znów luty pokazuje, że ten rok ma dla mnie zadania zgoła inne niż czytanie (najlepiej, żebym osiwiała najszybciej, jak się da — wówczas wrócę do czytania?). No to tego. Zapraszam?

_________________________________________________________

Ten tom zaczyna się trochę niewinnie, a trochę naiwnie. Po pokonaniu boga wulkanu i z przyjęciem tribierny do stada (psa-lawy, czy tam psa-wulkanicznej istoty), stado musi się mierzyć z... trollem. Pozornie przypadkowe wezwanie, do istoty, która demoluje most i samochodami bawi się jak czterolatek zabawkami, stało się początkiem doprawdy dziwnego działania. Mercy ostatecznie ogłasza Tri-cites terenem watahy, media szaleją, a wataha... tak, wataha musi zmierzyć się z konsekwencjami kroków kojocicy. I gdyby to było coś prostego, można by zrozumieć, ale wszyscy wiemy, że nie może być za prosto, więc do tego wszystkiego mamy Aidena - dzieciaka, którego Podgórze porwała (tak, Podgórze to kobieta, handlujcie z tym!) - a który jest chodzącym żywiołem ognia, i na którego polują Pradawni. Szarzy panowie postanawiają więc uknuć spisek, który udaje się średnio, wataha przeżywa, mercy znów staje na świeczniku... i ogólnie, dzieje się wiele. może za wiele, i autorka nie wiedziała, co zrobić...?

Zacznijmy od wstępu. Absolutnie głupi pomysł z trollem, który niszczy jeden z ważniejszych mostów. Mamy walkę, która pokazuje, że stado, choć podzielone, ale w bonusie z nowym członkiem, Jose, daje sobie radę. Ale w tym wszystkim pojawia się nowy element, Aiden. Dziecko, skrzywdzone przez Podgórze, antyczną istotę, która Szarzy Panowie chcą zawładnąć. Stąd zaczyna się dziwaczny konflikt, w którym Mercy występuje jako ta od mediów, i wprowadza chaos. Potem mamy problkemy w watasze, która musi zaakceptować Mercy (ale nie chce do końca), więc akceptuje, i skupiamy isę na Aidenie, Zee i całej rezcie Pradawnych, którzy po prostu chcą młodego dla siebie. ostatecznie jednak wszystko układa się dobrze, i wszyscy żyjemy długo i szczęśliwie.

Jeżu w brzoskwinkach, co bosom stópką mieszasz Amarenkę! jaki ten tom był... nijaki, dziwny i momentami pozbawiony Mercy w Mercy! Nie, by coś, spoko, doceniam fakt, że pewne wątki były nie przeciągane (na przykład Christie, która znów się tu pojawia), ale niektóre były po prostu przeciągnięte, albo pojawiały się na chwilę, by potem zupełnie nie wracać, bo ważne, że mamy Mercy, Adama i Aidena, którzy wyraźnie przejęli pałeczkę najważniejszych postaci, więc nawet kompania Jessie była zbędna... No, po prostu, w którymś momencie, zabrakło mi serca, i miałam wrażenie, że autorka po prostu idzie po lini prostej, w połowie zarzucając pomysły i koncept, a Mercy nie musi brać z sobą nikogo, bo ma Adama/kostur/Zee/dowolnie wybraną postać. Nawet wątek wampirów był tu zrobiony mocno na siłe i bardzo na chwilę, by wypełnić czymś objętność ksiązki, choć muszę przyznać, wątek emocji między pewnymi postaciami sprawił, że aż się zaintrygowałam. Nie, by to było złe, czy źle napisane, wręcz przeciwnie, całkiem ciekawie, ale żałowałam, ze tak krótko. Ale przynajmniej on był dociągnięty do końca!

"Dotyk ognia" to tom, mam wrażenie, bardzo słaby. Niby się dzieje i dzieje sie bardzo dużo, ale tak naprawdę dzieje się malo, połowa wydarzeń urywa się, zostaje zignorowana, albo postacie biorące udział  wkonkretnych scenach są statystami, którzy z ról trzecioplanowych nawet muszą po prostu udawać przedmioty, i nie są interesujące. Niby jest ambitnie, niby jest intensywnie i aktywnie, a my z Mercy momentami zapominamy o oddechu, ale bywają chwile, gdzie... tęsknię za chwilami spokoju.

Doceniam, że pani Briggs wplata nam dużo, bardzo dużo mitologii, ba! Zee mówi po niemiecku (i to nie hende hoch :D), że mamy nawiązania do mitów i legend, ale momentami mam tego... przesyt. Może po prostu wypadałoby się skupić nieco na bardziej zwyczajnych rzeczach, jak choćby próboa odbudowy warsztatu, ,a nie próby złamania/zabia/poturbowania siebie albo świata? Fajną była scenka z wilkołakiem bez nogii - ale co z tego, jak typ pojawił się tylko W JEDNEJ SCENIE!? Mam potężny niedosyt, bo wyraźnie pewne elementy Briggs traktuje jako apychacze i nic więcej, a czytelnik musi żyć ze świadomością, że X jest, i tyle, w stadzie po prostu trwa. Co robi? Po co, dlaczego, czy ma coś konkretnego do roboty? Nie wiemy, zupełnie jak z Zackiem. To irytuje.

Serio, takich scen, które nie służa niczemu, a pojawiają się jako wypełniacze, albo wskakujące przypadkiem myśli (plecak,w  którym mam żarcia na tydzień a wody na dzień... ale liofilizowane jedzenie, które wymaga wody mamy i woda wciąz jest?) jest tu masa. To trochę psuje mi odbiór, mam wrażenie, że cała fabuła po prostu służyła tylko temu, by pewne akcje ogarnąć, przepchnąc, albo zamknąć (kostur [*]), a niektóre nie służa kompletnie niczemu. A finał? Finał skompresowany na 40 stronach był tak absurdalny, że myślałam, że książką walnę w ścianę. No kurde, wcześniej półksiązki zbędnych akcji, a teraz na siłę się śpieszymy, zamiast wcześniej powywalać głupoty, a dać szanse przebrzmieć finałowi - bo byłby megaciekawy, gdyby dać mu wybrzmieć potężnie, jak na to zasługiwał. 

Co do postaci - te są, ale poza tym, co już wiemy o podstawach, czyli Mercy, Adamie, Jessie, czy Christie, reszta nam się zlewa. Ot, pojawiają się, coś mówią, coś robią, znikają. NPC z gry komputerowej miewają więcej życia i więcej scenek, niż to, co w tym tomie zobaczyłam. Znaczy sporo jest Pradawanych i Szarych Panów. Super. Trochę mi tego brakowało, ale wciąż mam niedosyt, wciąz traktowanie po macoszemu, a Mercy może ich z palcem w nosie i z kichnięciem zabić, choć są potężni na tyle, że zabierają jej z płuc powietrze...

W całokształcie "Dotyk ognia" to książka przeciętnie nijaka. Niby wiele się dzieje, niby rozwijane są wątki z poprzednich tomów i mamy nowe, ale ostatecznie, to pozycja o niczym. Spokojnie połowa wątków mogłaby nie istnieć, bo jest kompletnie niezamknięta, i tylko wisi zbędnie, część wątków to historie, które są tak absurdalne, i powiązane z Szarymi Panami, że no.... nawet legendy i mity mają problem z zzaakceptowaniem. Odnoszę wrażenie, że to syndrom znów "środkowego tomu", ale już trochę dalej, bardziej bliżej końca, niż czegokolwiek, i choć autorka dała sobie kilka naprawdę świetnych motywów i wątków (Zee, Baba Jaga, Margaret), to jednak ich mocno nie wykorzystała, tylko zaznaczyła, jak w szkicu,. i po prostu... liczę, że w kolejnym tomie będzie to lepiej rozwiązane.

Czy serię polecam? ozywioście. Nadal bardzo lubię i chętnie będę czytać, nawet, jeśli "Piętno rzeki" jest tomem absolutnie niedostępnym na polskim rynku i osiąga absurdalne ceny, bo wydawca uznał, że ma gdzieś wznowienie. A szkoda, bo byłby na tym niezły zysk - bo to urban fantasy, które się potrafi bronić, nawet, kiedy ma potknięcia. Ale co ja wiem, to wydawca wie ;) Ja zaś polecam, jak ktoś szuka fajnego urban fantasy, które nie przytłoczy głupotami, a nieco zaskoczy znajomością mitologii świata. Mercy zasługuje na waszą uwagę, czy się to podoba czy nie, bo mimo wszystko, to wciąż wyznacznik uniwersum, które naprawde coś wnosiło kiedyś w literaturę...

A jak jest naprawdę? Oceńcie sami ;) A przy okazji, możecie postawić mi kawę jak się podobało ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz