czwartek, 19 lutego 2026

13/2026 - Patricia Briggs, Czas ciszy

Gwiazdek: 4
Tłumaczenie: Dominika Bogucka
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data polskiego wydania: 20 marca 2020
Data oryginalnego wydania: 07 marca 2017
Cykl / seria: Mercedes Thompson (tom 10)
Kategoria: fantasy, science fiction
Stron: 479
Wersja: papierowa, posiadam
Oprawa: miękka
ISBN: 9788379645398
Język: polski
Cena z okładki: 44,90 zł
Tytuł oryginalny: Silence Fallen

Kliknij, by wrócić do strony głównej


Z Mercy najwyraźniej nie da się nudzić. Wróć. U Mercy zawsze coś się dzieje, ale nie zawsze jest to coś, co wychodzi super, i to widać właśnie w tym tomie. Miało być świetnie, miało być ciekawie, miała być dawka wampirów, gobliny, ba! miała być Praha (tak, Praha, a nie "Praga", bo w głebi duszy jestem jednak czeską zołzą) i tamtejsze klimaty. No właśnie... miała być. Niestety, coś poszło nie tak, i nie tylko zmienił się nam nieco punkt widzenia, bo dostajemy zbędne didaskalia i rozdziały z punktu widzenia Adama, ale i koszmarnie poprowadzony europejski wątek. Co ja tam mówię, koszmarnie!? Chciałam autorkę zdzielić przez karty książki tak, żeby w zebach poczuła aromat bruku Złotej Uliczki, bo Most Karola to zdecydowanie za dobre by było. Nie mówiąc o Mołtawie i absurdzie "zlepku spółgłosek", jak mówimy o języku czeskim... krzyczałam głośno. I pokrzyczę dalej, również spojlerowo, więc jak coś, zapraszam.

_________________________________________________________

Ogłoszenie swoistej autonomi Tri-Cities z jednej strony wydaje się być mądrym pomysłem, który chroni wilkołaki, Przedwiecznych i wampiry, pozwala ustawić nieco inaczej układ sił. Ma jednak swoje słabe punkty - wataha zostaje pozbawiona opieki Brana, a co za tym idzie, jest narażona na uderzenia swych przeciwników. I to własnie takie uderzenie, bardzo zresztą dosłowne, zmiata samochód Mercy z powierzchni ziemi, a samą kojocicę - z zasięgu więzi partnerskiej. Bonarata, potężny Pan Chmary z Europy (a dokładniej z Mediolanu) porywa Mercy, uprowadza ją do swojej siedziby, gdzie ma nadzieję, że nieco zmieni układ sił w Ameryce (logiczne). Nie spodziewa się jednak, że Mercy zwieje mu spod nosa, bo przecież, pilnowana jest przez złamaną wilkołaczycę, wbije do luku bagażowego autobusu i ucieknie do Prahy, gdzie właduje się w bzdurnie rozpisany konflikt między lokalnymi wilkołakami a wampirami. Jednocześnie jej drogi krzyżują się z Praskim Golemem, wpada w łapy miejscowej Chmary i próbuje skontaktować się z Adamem, który wraz z Marsilią, Stefanem, Honey, pewnym goblinem i Elizawietą ruszają jej na ratunek...

Ja nie wiem, co się w tym tomie odjaniepawliło, ale odjaniepawliło się wystarczająco wiele, bym krzyczała, że to głupota i kto to widział. Zaczyna się całkiem nieźle, solidnym wprowadzeniem w akcję - no bo mamy porwanie Mercy. Ale na tym koniec. Przeniesienie akcji do Europy pokazało, jak bardzo autorka nie ma pojęcia o Starym Świecie, i to chyba było jedyne, co działało na obronę Mercy i jej, nie bójmy się tego powiedzieć, kretynizm. Ja nie wiem, co tu było bardziej debilne - czy fabuła skupiająca się na Bonaracie i próbie pokazania go jako zblazowanego, starego wampira, który ufa ocenie szalonego Wulf'a, wątku z Lenką i walką, czy przygody Mercy, zwiedzającej czeską stolicę jak typowy amurikański turystya: w końcu tu mamy domy albo wyłącznie średniowieczne albo współczesne, nic pomiędzy! A, i wszędzie jest bruk, kocie łby. A jak pojawia się golem, to oczywiście, Mercy jest katalizatorem. I choć przez chwilę jest powiązana z czeską watahą, przez chwilę autorka próbuje nam wmówić, że czeskie wilkołaki są jednak tylko trochę bardziej głupie od nader mądrych amerykańskich, to jednak kompletnie tego nie kupował. Libor jest kretynem, duchy Prahy są powiązane głównie z II Wojną Światową, historia pewnej miejscowości to lekcja o II WW. Ale to przecież się działo w średniowieczu! Język czaski brzmi jak serbski, albo niemiecki, albo inny dziwny język, który w uszach Mercy brzmi jak zlepek spółgłosek (co!?), i ogólnie, piekarnia, jest średniowieczna, dzielnica żydowska jest średniowieczna i absolutnie nie da się chodzić po tym bruku, a poza tym, jest tu bardzo dużo zieleni, ale nie tak, jak w Tri-Cities. ARGH! No i sam Mediolan, samo domostwo Pana Chmary... 

Ale chyba najbardziej wkurzało mnie zachowanie wszystkich tu bohaterów. Rozdziały pisane z perspektywy Adama były miałkie i nijakie, drażniło mnie jego spojrzenie na świat. Bonarata okazał się absolutnym kretynem, którego zamiast się obawiać, trzeba strzelić w potylicę. Niby taki potęzny i straszny, a jednak nie zauważał wielu kwestii? Jak choćby Guccio? No litości. ta wewnętrzna walka z jego wilkiem - teraz mówię o Adamie, jego zachowania, czy sposób tolerancji Larrego... Do tego w sumie, nie wiemy, co dalej z innymi osobami z jego otoczenia. Po drugiej stronie kretynizmów mamy czeskich bohaterów, którzy, zupełnie jak czeski film, są kompletnie bezbarwni, nijacy i pozbawieni czegokolwiek. Wątek z golemem byłby naprawdę świetny, ale wyszedł tragicznie, tak samo jak wątek czeskiej chmary - tak, jednej a nie dwóch. No po prostu - jak czasem autorka umiała błysnąć w poprzednich tomach ciekawostkami i znajomością mitologii, tak tu po prostu cierpiałam. 

Cierpiałam też na tłumaczeniu: poza potężną dawką literówek, które można było szybko wyłapać, zdania są koszmarnie koślawe, często pisane takim językiem, że musiałam zastanowić się, co tłumaczka ma na myśli. Niby wciąż mamy tą samą, a jednak wyraźnie jest spadek, wyraźnie powstają głupoty. I nie wiem, czy to wina autorki, której wyraźnie pomysły się skończyły i była po "amerykańskiej wycieczce dla amerykanów w Pradze"czy co, ale ten tom był po prostu strasznie słaby. Wręcz rozczarowujący.

"Czas ciszy" mógł fajnie wprowadzić kilka nowych elementów, ale poległ na całej lini. Niestety, mimo tytułu, był głośny, hałaśliwy i denerwujący. A co gorsza, kompletnie nie zapadł mi w serduszko, dodatkowo pokazując, jak bardzo niezrozumiałym dla amerykańskiej części świata jest dorobek kulturowy Europy. Dodając do tego jeszcze trochę niefajny czas, kiedy luty postanawia, niczym poniedziałek i zło, uderzyć z zaskoczenia - cóż. Szkoda. Wielka szkoda, bo mocno zmarnowano potencjał tego tomu...

A jak jest naprawdę? Oceńcie sami ;) A przy okazji, możecie postawić mi kawę jak się podobało ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz