czwartek, 26 lutego 2026

18/2026 - Patricia Briggs, Żniwiarz dusz

Gwiazdek: 7
AutorPatricia Briggs
Tłumaczenie: Dominika Schimscheiner
Redakcja/Korekta: Karolina Kacprzak/Agnieszka Pawlikowska
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data polskiego wydania: 08 marca 2024
Data oryginalnego wydania: 21 czerwca 2022
Cykl / seria: Mercedes Thompson (tom 13)
Kategoria: fantasy, science fiction
Stron: 477
Wersja: papierowa, posiadam
Oprawa: miękka
ISBN: 9788379649907
Język: polski
Cena z okładki: 52,90 zł
Tytuł oryginalny: Soul taken

Kliknij, by wrócić do strony głównej

W KOŃCU! W końcu Mercy, jakiej oczekiwałam, jaką lubię, i jakiej tęsknie wyczekiwałam! Ileż można było, na litośc boską? Rozumiem wszystko, spadki formy i pomysłów, ale no...  No. Na szczęście, "Żniwa dusz" okazały się całkiem lekiem na moje bolączki z tą serią, i nie tylko pochłonęłam tę pozycję w jedno popołudnie, bawiąc się przy tym świetnie, ale i z niejakim zainteresowaniem śledziłam poczynania "żniwiarza" i całej watahy. Kilka zaskoczeń, nieco uśmiechów, no i przede wszystkim - w końcu rozwikłało się kilka sekretów. Tak. Ewidentnie trampolina poprzednich tomów w końcu zadziałała i mamy to, co było początkowo - chemia, przygoda, magia i odrobinka historii... oraz w końcu redakcja! Jeeeej!

_________________________________________________________

Wszystko zaczyna się dość niewinnie. Bo w końcu wataha uczestniczy w zabawie w kukurydzianym labiryncie, by odpocząc, zebrać siły i energię, kiedy... dyńka trafia w dyńkę ;) Nasza kojocica zostaje dosłownie znokautowana dynią, i okazuje się - że to początek problemów, w jakie wpadła nie tylko ona. Choć na pozór wszystko wydaje się ok, nawet potężny guz, to jednak szybko wychodzi szydło z worka - a może raczej pamięć z wilkołaka? Oczywiście, nie może być tak łatwo, więc szybko Mercy i Adam orientują się, że mają jeszcze bonusowy problem: Marsillia prosi o pomoc w znalezieniu Wulfe'a, a w bonusie znikają wiedźmy, pomniejsi pradawni, po mieście szaleje postać rodem z filmu, a w tym wszystkim zaplątana jest starożytna magia. Dorzućmy do tego ducha (którego jest bardzo mało! Aż szkoda!), marudnego Zee i próby rozwiązania zagadki zniknięć... Tak, dzieje się.

Tak, to jest tom, na który czekałam i który przyniósł mi w końcu frajdę z czytania. Dzieje się tu dużo, intryga jest poprowadzona jednak całkiem porządnie - i choć raz wiem, dlaczego rozdział zrobiono z perspektywy Adama! Zdecydowanie wpłynęło to na plus, pozwalając w końcu zachować nieco sekretów i tajemnic, który w pierwszych tomnach tak dobrze działały. Co prawda, w którymś momencie wiedziałam już, czego fabuła dotyczy, sny Mercy były dość jasnym wyznacznikiem problemów, ale... w całokształcie bawiłam się przednio. W końcu zresztą, nasza kojocica nie jest Merysójką, której wszystko się udaje i wszystko wychodzi, nawet jeśli jest poobijana - w końcu mamy wyjaśnienia jej ran i problemów. W końcu też nie mamy 4 albo 5 stron zbędnego wplatania keksu między tą dwójką, a tylko ładne, trochę subtelne informacje, że akurat był. O wiele bardziej skupiamy się teraz na więzi partnerskiej, stadnej, i problemach, jakie się mnożą. 

A tych jest co nie miara, przyznajć muszę. Pani Briggs w końcu przestaje niańczyć naszych bohaterów, a zamiast tego zmusza ich do konfrontacji z własnymi decyzjami, z zachowaniami. Mercy dalej stanowi problem dla wielu, i czy jej się to podoba czy nie, stado reaguje w taki czy inny sposób, ale w całokształcie - jest to zrozumiałe. Ile można tolerować ładowanie się w kolejne kłopoty!? Za to bardzo ciekawie wyjaśniono inne problemy, i dano sneek-peeka, że to nie koniec. No, i w końcu ja to rozumiem, dlaczego tak a nie inaczej! Może nieco żal było mi Stefana i zdecydowanie go było malo, ale z nawiązką rekompensował mi jego brak Wulfe. I muszę przyznać, że jego historia okazała się tylko odrobinę bardziej wstrząsającą, niż Sherwooda. A to już coś. Ba, w jakiś sposób nawet ten konretny wampir wkradł się wysoko w mój poziom sympatii do siebie. 

Mamy trochę mitologii, znów - nawiązań, wyjaśnień, bajań i tropów, kto kim być może, albo co kiedyś zrobił. Niektóre mity były dla mnie naprawdę interesującym kierunkiem, i chętnie sięgnę sobie po opracowania germańskich bajań na przykład, czy francuskich. Bo, nie okłamujmy się, Stary Świat miał niezwykle bogatą mitologię, którą warto znać, a która dała życie kilku ciekawym bohaterom tej serii. 

A skoro już o postaciach mowa - Larry. Boru truskawkowy, jak ja go lubię! Zdecydowanie, nasz goblin nabiera tu rumieńców i to takich, że mój Rambo zaczyna być zazdrosny :D Może trochę miałam problemu z Marcillią, zwłaszcza na koniec, ale, powiedzmy, fabularnie było to uzasadnione. Za to Wulfe... ahhh, Wulfe. Jak wspominałam, to zdecydowanie moja ulubiona postać, która okazała się o wiele bardziej skomplikowaną, niż można było zakładać. Uwielbiam! Zee również okazał się, jak zawsze, cudownie marudnym Pradawnym, który bawił mnie swoim zachowaniem. Tilly niepokoiła, ale - to Tilly. Mam za to problem z Warrenem, i mam wrażenie, że jego wątek został trochę za szybko ucięty, ale... może wyjaśni się w kolejnych tomach? Poczekamy, zobaczymy.

Na plus też muszę dodać, że wraz ze zmianą redakcji - jest o niebo lepiej! W KOŃCU! W końcu, po kilku poprzednich tomach, nie mamy literówek, kretynizmów, ba! mamy nawet przypisy (dało się? DAŁO!). Co więcej, nawet zdziwiło mnie, że została przetłumaczona "bubble tea" na polski, co było trochę zabawne, bo te "bubble" to jednak kulki z tapioki. Jedyne, do czego mogłabym mieć zastrzeżenie, to do faktu, że przeszły bez wyjaśnień, co znaczą... regionalizmy. Bo tych było kilka i musiałam zasięgać języka fachowców z Discordowej Karczmy, żeby mnie oświecili co i jak. Ale poza tym? No wowo, jestem w szoku, że można!

"Żniwa dusz" to zdecydowanie książka, która dała mi sporo frajdy i sprawiła, że bawiłam się rewelacyjnie. W końcu wróciłam do starego, dobrego urban fantasy, które uwielbiam, z dawką humoru, przygody i sekretów, które rozwiązywałam wraz z bohaterami. I czekam na więcej!

A jak jest naprawdę? Oceńcie sami ;) A przy okazji, możecie postawić mi kawę jak się podobało ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz