Gwiazdek: 2
Autor: Julia Quinn
Tłumaczenie: Katarzyna Krawczyk
Data polskiego wydania: 2022
Data oryginalnego wydania: 2000
Cykl / seria: Bridgertonowie (tom 6)
Kategoria: literatura obyczajowa, romans
Stron: 480
Wersja: cyfrowa
Oprawa: -
ISBN: 9788383352879
_________________________________________________________
A jak jest naprawdę? Oceńcie sami ;) A przy okazji, możecie postawić mi kawę jak się podobało ;)
Autor: Julia Quinn
Tłumaczenie: Katarzyna Krawczyk
Redakcja/korekta: brak danych
Wydawnictwo: Zysk i S-kaData polskiego wydania: 2022
Data oryginalnego wydania: 2000
Cykl / seria: Bridgertonowie (tom 6)
Kategoria: literatura obyczajowa, romans
Stron: 480
Wersja: cyfrowa
Oprawa: -
ISBN: 9788383352879
Język: polski
Cena z okładki: 49,90 zł
Tytuł oryginalny: When He Was Wicked
Kliknij, by wrócić do strony głównej Cena z okładki: 49,90 zł
Tytuł oryginalny: When He Was Wicked
I czas w końcu brać się za bary z kolejnymi Mostowiakami! Pocieszam się myślą, że już niedaleko do końca mam, dlatego też cierpiałam w milczeniu i małym krzyku z powodu fabuły. Zresztą, na co bym miała krzyczeć, skoro tu, do jasnej sukienki, żadnej fabuły nie było? Pomijając już, że to najbardziej erotyczny z dotychczasowych tomów z całej serii... Ale to, ile razy chciałam uderzyć bohaterów w potylicę, najlepiej siekierą, to wiem tylko ja. Ugh. Nie była to lektura najwyższych lotów, dlatego - cóż - zapraszam na trochę krzyków. Bynajmniej nie z racji fabularnych rumieńców... Są spojlery, nisko latające!
Franceska i John, hrabia Stirling, są szczęśliwym i zgodnym małżeństwem, kochają się jak dwa aniołki... jest słodko i pierdząco i obrzydliwie z czułością, na co przygląda się wszystkiemu Michael, stryjeczny brat Johna, beznadziejnie zakochany w swojej szwagierce. Nieoczekiwanie jednak John umiera, zostawiając pogrążoną w smutku młodą i kuszącą wdówkę. Michael dziedziczy tytuł hrabiego i wszystkie powiązane z nim obowiązki, ale ponieważ nie może mieć ukochanej kobiety, zwiewa do Indii, gdzie bawi przez kolejne cztery lata. Wraca, zastaje nianię Franię w piżamce w swoim londyńskim mieszkanku, no szok i niedowierzanie. Ona szuka oficjalnie, po czterech latach żałoby, nowego męża, a on postanawia objąć hrabiowskie włości, co nie wadzi im się pocałować, po czym nasza pralka Frania ucieka do posiadłości w Szkocji. Majkel jest zły i załamany, ale tu wchodzi cały na biało Colin, który jak ten archanioł Gabryjel ze Zwiastowania oznajmia, że nie ma nic przeciw ślubowi z jego siostrą. Całą akcję przenosimy do Szkocji, gdzie ona zwiewa, a on ją goni, dochodzi do ognistej palcówki, ona znów ucieka, potem ponownie dochodzi do równie fascynująco nijakiej sceny pieczenia keksu w starej szopie... i jeszcze kilku scen keksu, w czasie których on naciska, by za niego wyszła, ona mówi, że nie, ale w końcu mówi, że tak, więc pobierają się w Szkocji na szybko, a Majkel w międzyczasie zapada na grypę, lecz ona boi się, że to febra – bo już miał ataki w Londynie. Febry, nie złości. Podczas pielęgnowania go keksu nie pieką, na szczęście, ale ona dostaje objawienia, że jednak go kocha i że Dżonny chciałby, żeby była szczęśliwa z jego kuzynem. Na koniec żyją długo i szczęśliwie – chyba – a my dostajemy od autorki wykład o tym, na co Dżon zmarł i jak wygląda febra, a potem jeszcze informację, że w XIX wieku medycyna nie była taka jak w XXI, i że dzieci w Afryce mają okrągłe brzuszki, bo nie chcą jeść, dlatego nie odwiedza ich Mikołaj, oraz że w Afryce febra dalej istnieje.
Jeżu słodki w brzoskwinkach! Takich różowiutkich! Jak te pośladki! Jaki ten tom był... zły! Wróć, nie, nie zły! On po prostu nie miał sensu! Zupełnie nic się tu nie kleiło, historia Frani – już nie wiem, czy pralki, czy niani – kompletnie nie wnosi nic w historię o Mostowiakach, może poza tym, że nagle poznajemy, czym w XIX wieku były „upadłe grzeszne kobiety”, bo przecież w XIX wieku damy żyją cnotliwie, leżą na pleckach i nie cieszą się keksem. Zabronione, nununu! grozimy paluszkiem, więc dlatego, kiedy na scenę wychodzi taki Michael, to Frania z rumieńcami pyta go o pikantne szczegóły jego wypraw do... dam znacznie lżejszych obyczajów. SERIO!? Toż to było tak naciągane jak gumka z kalesonów.
Ja w sumie nie wiem, po co ten tom powstał. Przez całe pięć poprzednich było mówione, że Franca siedzi w Szkocji i wszyscy są szczęśliwi, ona istnieje tylko w ich wspomnieniach, ale nie, musimy poznać przecież jej historię, jak to smutna i cnotliwa wdówka nawraca grzesznika! O jak ja chciałam ebookiem rzucać po pokoju przez wzgląd na tę nic niewnoszącą fabułę! Serio, skupiamy się na parze głównych bohaterów, gdzie jego sposobem na małżeństwo z nią jest... siedem scen keksu (jak dobrze policzyłam, pięć na pewno). Z czego co najmniej jedna, ta z zawodami w ujeżdżaniu na czas, napisana jest tak źle, tak drętwo... Najchętniej bym je pomijała, ale no... cierpiałam dla radości Karczmy, której i tak o swoim cierpieniu w końcu nie mówiłam.
Bohaterowie są nijacy. Zupełnie. Po odłożeniu czytnika w bok nawet nie bardzo wiem, o co chodziło, poza tym, że Majczel chciał przelecieć Franię, żeby była jego żoną. I tyle. Bo Frania z listu od matki (sic!) dowiaduje się o weselu Colina i E... eeee, siostry na „E” (i nie, wcale nie jestem leniwa i nie chce mi się sprawdzać wcześniejszej części...). No. Tak świetnie zapamiętałam postacie. Poza tym zachowywały się kretyńsko, nijako i zupełnie bzdurnie, a na tych ponad czterystu stronach spokojnie można było dać mniej erotyki, a więcej akcji – nie wiem, choćby opisów, jak Majczel sobie w Indiach poczyna. Ale po co...
W całokształcie to naprawdę słaba, nijaka książka, która po prostu zmarnowała życie drzew. Nic nie wnosi w historię Mostowiaków, poza tym, że poznajemy „nie chcę, ale taaaaaaaaaaaaaaaaak, chcę byle mocniej” Franię, i tyle. Nie dowiadujemy się niczego o jej młodszym rodzeństwie, o życiu w Szkocji, nic. Ważne, że od połowy bohaterowie jak króliki się parzą, a Frania chce dziecka. I tyle.
Nie jest to powieść wybitna. Ot, czytadełko, które nie zasługuje na więcej jak pięć gwiazdek. Dla fanów wilgoci, przeżywania przez bohaterów potrzeb okołołóżkowych i historycznej poprawności – być może będzie ok, ale nie ma tu absolutnie niczego, co by powalało na kolana. Czy kiedyś jeszcze sięgnę? Wątpię. Szkoda było mi po prostu popołudnia.
A jak jest naprawdę? Oceńcie sami ;) A przy okazji, możecie postawić mi kawę jak się podobało ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz