sobota, 27 grudnia 2025

114/2025 - James Lowder, Książę kłamstw

Gwiazdek: 5

AutorJames Lowder
Tłumaczenie: Natalia Łajszczak
Redakcja/Korekta: - / Beata Skwarek
Wydawnictwo: ISA
Data polskiego wydania: 2007
Data oryginalnego wydania: 1993
Cykl / seria: Cykl Awatarów (tom 4) / Forgotten Realms
Kategoria: fantasy, science fiction
Stron: 352
Wersja: papierowa, posiadam
Oprawa: miękka
ISBN: 9788374181365
Język: polski
Cena z okładki: 27,90 zł
Tytuł oryginalny: Prince of lies


Czwarty - i ostatni wydany w Polsce - tom cyklu o Awatarach zapowiadał się całkiem przyjemnie. Sugerował bowiem, że dostaniemy historię Cyrica, wyniesionego do rangi boga, i jego działania w tej materii. I dostałam, jednak przyznam szczerze, że spodziewałam się czegoś... innego? Lepszego? Może bardziej przemyślanego (i redakcyjnie ogarniętego już na poziomie oryginału?), za to dostałam średnio napisaną papkę, która choć prowadziła mnie tam, gdzie oczekiwałam, to jednak momentami sprawiała, że zgrzytałam zębami i wygrażałam w myślach temu, kto przepuścił książkę z takimi bykami. To co? Zerkamy szybko, co u Cyrica, Kelemvora i reszty ekipy...? Zapraszam!

_________________________________________________________

Minęło dziesięć lat od chwili, gdy bogowie zostali strąceni na ziemię, a później na powrót przyjęci w Niebiosa, po odzyskaniu Tablic Przeznaczenia. Myrkul, Bhaal i Bane zginęli, a ich miejsce zajął w Królestwie Zmarłych, na planie Hadesu, Cyric. Powoli popadający w szaleństwo bóg zaczyna tworzyć własne interpretacje rzeczywistości, zaprzeczając temu, co było. Zaczyna też spiskować przeciw innym bogom, zwłaszcza Mystrze, do której żywi wybitną nienawiść. Dodatkowo, owładnięty pragnieniem odszukania ukrywającej się przed nim duszy Kelemvora Lyonsbane'a, sprawia, że zamieszkujące Krainę Umarłych stwory zaczynają powoli dostrzegać, iż rządy Cyrica wcale nie są takie dobre, jakby mogło się wydawać. Kiedy więc Książę Kłamstw zaczyna przekraczać kolejne granice, Mystra robi wszystko, by go powstrzymać, wchodząc jednocześnie w dość niezwykły sojusz... Czy bogowie zjednoczą się, by powstrzymać Cyrica przed odczytaniem jego wielkiego dzieła, Cyrinishady...?

Zmienił się autor, i to czuć. Człowiek, który stał za trzema pierwszymi tomami, Richard Awlinson, stworzył naprawdę przyjemny cykl, dał postaciom cechy, za które można było je polubić i naprawdę miałam spore oczekiwania względem "Księcia kłamstw". Może nawet nieco za wysokie, bo już na początku oberwałam w twarz dziwacznymi zdaniami i opisami, które średnio mi przypasowały. Poznajemy tu bowiem Gwydiona, poszukiwacza przygód, który, uciekając przed lodowym gigantem, trafia przypadkiem w dół, będący... grotą pewnego świętego. Cóż, święty to on nie był, miecz, jaki nasz bohater zdobywa, wcale mu nie pomaga w walce i nasz bohater budzi się w zaświatach - i obserwujemy jego powolną drogę od bycia posądzonym o niewiarę w żadnego z bogów aż do... no, nawrócenia ;) Poznajemy też córkę skryby, Rindę, którą Cyric wykorzystuje tak samo jak zmarłego poszukiwacza przygód do własnych, mrocznych celów. Naprzeciw zaś Cyrica i jego planów mamy Mystrę, która za wszelką cenę stara się mu przeszkodzić, przy kiepskim, ale jednak wsparciu Oghmy, boga wiedzy. Nieoczekiwanie do gry wkracza Maska, który okazuje się mieć więcej asów w rękawie, niż można by zakładać...

Brzmi nieźle? Ano, nawet brzmi i zdecydowanie chętnie śledziłam losy coraz bardziej popadającego w szaleństwo boga, naprzeciw którego stoją inne siły, jednak pan Lowder po prostu nie udźwignął brzemienia poprzednich tomów. Mamy więc historię, która naprawdę byłaby świetna, gdyby nie została napisana dość płytko. Po prostu zabrakło głębi, zastanowienia się nad postaciami, nad ich motywami. Im głębiej w las, kiedy zaczynamy dostrzegać poszczególne zależności i wpływy bogów, którzy chcą przeszkodzić Cyricowi, kiedy śledzimy losy powstawania jego Cyrinishady - księgi, za pomocą której ma zdobyć jeszcze większą władzę... cóż. Zderzyłam się nieco ze ścianą moich oczekiwań. Po prostu wyszło to wszystko płytko i miałko, zabrakło pogłębienia. Intrygi prowadzone przez Maskę i Mystrę, czyny dokonywane przez Cyrica i nijaka służba Jergala, którymi momentami chciałam potrząsnąć... Dołóżmy do tego koślawe, dziwnie konstruowane zdania, pozornie krótkie i dynamiczne, ale zupełnie nie nadające scenom dynamiki, oraz niejednokrotnie zachodni sposób zapisu dialogów - czyli od myślników w połowie zdania, i już momentami miałam ochotę kogoś okrzyczeć. Dodajmy też, że niektóre postacie w książce porozumiewały się za pomocą telepatii albo magii ogólnie, i ich wypowiedzi zaznaczano kursywą - a potem mamy zonka, nie ma kursywy, z treści wynika, że był dialog.. I domyśl się, człowieku, czy postać mówi, czy nie, skoro z tekstu wynika, że mówi, ale nic nie jest zaznaczone. Więcej było takich korektorsko-redaktorskich wpadek w tym tomie, niestety.

Plus? Ilustracje i kolorowa mapka Twierdzy Zhentil i okolic. Szybkie rozdziały. Minus? Na cholerę mi skrót tego, co się w danym rozdziale wydarzy? Po prostu zbędne udziwnianie...

Bohaterowie... ojej. Bohaterowie są tu strasznie irytujący. Bogowie to jakaś farsa - odnoszę wrażenie, że odgórnie zostało narzucone, by większość bogów pokazać jako kretynów, zapatrzonych w siebie i zafascynowanych, a Mystrę jako tę, która ogarnia świat. W końcu, hej, dopiero dziesięć lat jest boginią! Dlatego ma "świeże" spojrzenie na wszystko, czego akurat nie kupowałam. Maska też wydawał mi się nieco za bardzo... hm. Przerysowany. Fajnie, że pojawił się Adon, teraz jako kapłan Mystry, ale zirytowało mnie to, że śmiertelnik bogini mówi, jak żyć. Ale chyba najbardziej drażnił mnie wątek Gwydiona i Rindy. Ten pierwszy, z demonicznymi kumplami, szwęda się po Mieście Umarłych i zaskakująco łatwo przychodzi mu akceptacja kolejnych stanów rzeczy. Rinda zaś, dobra duszyczka w Twierdzy Zhentilów, była postacią zupełnie nie do uwierzenia. Płasko i nijako. Ogar Chaosu i Żmija też wyszli kiepsko, płytko i tak... nijako.

"Książę kłamstw" nie jest książką złą. Jest tylko nieco zmarnowanym potencjałem na świetną historię, pokazującą, jak Cyric stał się szalonym, złym bogiem i dlaczego pozostali członkowie panteonu nie są nim zachwyceni specjalnie. Pewne jednak rozwiązania fabularne czy ścieżki, jakimi podążają postacie, albo choćby sposób "uratowania" Kelemvora po prostu wydawały się nieco za płaskie i nijakie. Ale w całokształcie, hej, nie jest to książka zła. Po prostu słaba. I warta uwagi, choć wprowadza nieco zamieszania w historię i układ "w jakiej kolejności czytać", bo już tu mamy króla Bruenora czy wspomniany dość często Pierścień Zimy - a to jednak są nieco dalsze momenty niż Trudne Czasy.

Jeśli ktoś szuka pomysłu na szalonego złola - to jak najbardziej warto sięgnąć po tę pozycję. Ale nie tylko. Fani klasycznego D&D też będą zadowoleni. Jak przymkną oko na niektóre dziwy i cuda... ;)


A jak jest naprawdę? Oceńcie sami ;) A przy okazji, możecie postawić mi kawę jak się podobało ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz