Autor: Edgar Rice Burroughs
Tłumaczenie: Dariusz Stańczyk
Redakcja/korekta: -
Wydawnictwo: Hachette PolskaData polskiego wydania: 09 września 2024
Data oryginalnego wydania: 1912
Cykl / seria: Mistrzowie horroru i fantastyki (tom 31)
Kategoria: fantasy, science fiction
Stron: 174
Wersja: papierowa, posiadam
Oprawa: twarda
ISBN: 9788328249561
Język: polski
Cena z okładki: -
Tytuł oryginalny: A Princess of Mars
Kliknij, by wrócić do strony głównej
_________________________________________________________
Cena z okładki: -
Tytuł oryginalny: A Princess of Mars
Kliknij, by wrócić do strony głównej
Czas sięgnąć po kolejną klasykę z Hałdy Zagłady. Ponieważ szukałam czegoś, co oderwie mnie nieco od aktualnie czytanej lektury - padło na "Księżniczkę Marsa". Wybór nieprzypadkowy, bo sobie odkurzyłam film o tym samym tytule. Kiszki skręcało mi z żenady, więc uznałam, że co mi szkodzi sprawdzić, na czym się opierała fabuła i jak daleko odleciała w kosmos (dosłownie). I choć dosyć mętnie kojarzyłam, co i jak, w końcu historia przedstawiona w książce nie jest żadną tajemnicą, dostałam w twarz tworem, który... Oh, deer (tak, oh, jeleniu, bo się poczułam jak ten przysłowiowy jeleń). Takiej przygody to się nie zapomina jeszcze na długo po odłożeniu książki... Ale hej, to jednak klasyk, więc... zapraszam?
John Carter, żołnierz w randze kapitana walczący po stronie Południa w amerykańskiej wojnie domowej, po przegranej swojej strony wyrusza na poszukiwanie szczęścia jako poszukiwacz złota. Wraz z przyjacielem jakoś sobie rzepkę skrobią, aż do chwili, kiedy tamten umiera, a Carter, ruszając na jego poszukiwania, trafia do dziwnej jaskini, skąd zostaje teleportowany na Marsa. Tam, kompletnie nieprzygotowany na to, co go czeka, trafia w niewolę u sześciorękich Tharków. Mając więcej szczęścia niż rozumu, w końcu zdobywa ich zaufanie i rodzaj pozycji, uczy się ich języka i zwyczajów, aż w końcu, w wyniku potyczki, poznaje piękną Dejah Thoris, dziedziczkę marsjańskiego tronu. Zakochany w kobiecie, wyrusza jej na ratunek...
O słodki jeżu w winogronkach, co bosom masz stupkiem - czego w tej książce nie było. Wszystko było: od pamiętnika w stylu Lovecrafta, choć wybitnie nieudolnego w naśladowaniu, aż po jednozdaniowe opisy konfliktów i ich rozwiązań. Nie będę czepiać się stylu i tłumaczenia, bo tu akurat zrobiono fajną robotę, treść jednak sprawiła, że momentami odsuwałam od siebie książkę i pytałam sama siebie, czemu sobie to robię. Trochę też to wina korekty, która nie wyłapała literówek czy nieco większych błędów, a trochę po prostu samej fabuły, która... no nie przypadła mi do gustu.
No cóż, zacznijmy sobie od początku: Carter obrazuje się jako bohater, świetny biały pan, któremu wszystko się udaje, jest najlepszy, najprzystojniejszy i w ogóle, och ach, sprytny. Tharkowie, poza tym, że mają po sześć rąk i są przystosowani do życia na Marsie, są głupi i brutalni, nie rozumieją uczuć wyższych, więc są w szoku, kiedy Carter obłaskawia ichniejszego psa i wierzchowce. Nie rozumie zwyczajów "czerwonych", z których wywodzi się księżniczka, ale nie wadzi mu się w niej zakochać, po raz pierwszy w życiu, i zrobić wszystko, by ją ratować... A wszystko to w scenerii Marsa, gdzie nikt, poza Johnem Carterem, nie zna się na niczym i choć na niego polują, to on wygrywa, i w ogóle... oh, ah, dobry, biały pan na tle zielonych ludzików.
Książka zestarzała się dość kiepsko i choć wiem, że to klasyka gatunku i przygody Cartera na Marsie mają więcej tomów, to... bardzo rozważam swoją przygodę z tym cyklem. Bohaterowie są dość płascy i jednowymiarowi: biali panowie dobrzy, zieloni głupi. Czy czegoś to komuś nie przypomina i dlaczego segregacji rasowej? No właśnie...
W całokształcie, jeśli ktoś chce sprawdzić, jak zaczynały książki z gatunku SF - "Księżniczka Marsa" będzie tego świetnym przykładem. Specyficzna wyobraźnia autora, specyficzny styl jednak sprawiły, że książkę czytało mi się słabo, źle i nieprzyjemnie. Nie jest to pozycja zła, ale zupełnie nie trafiła mi w gust i klimat.
Ale jak komuś się podoba - super. Dla mnie jednak były to zmarnowane trzy godziny lektury...
A jak jest naprawdę? Oceńcie sami ;) A przy okazji, możecie postawić mi kawę jak się podobało ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz