Autor: Henry Rider Haggard
Tłumaczenie: Aga Paszkot-Zgaga
Redakcja/korekta: -
Wydawnictwo: PellegrinaData polskiego wydania: 2004
Data oryginalnego wydania: 1885
Cykl / seria: Allan Quatermain (tom 15)
Kategoria: klasyka
Stron: 224
Wersja: papierowa, posiadam
Oprawa: miękka
ISBN: 8391887952
Język: polski
Cena z okładki: -
Tytuł oryginalny: King Solomon's Mines
Kliknij, by wrócić do strony głównej
_________________________________________________________
A jak jest naprawdę? Oceńcie sami ;) A przy okazji, możecie postawić mi kawę jak się podobało ;)
Cena z okładki: -
Tytuł oryginalny: King Solomon's Mines
Kliknij, by wrócić do strony głównej
Czasem człowiek musi, inaczej się udusi. Pośród zbioru książek, jakie mam w kartonie "nie wiem, co z nimi zrobić", znalazłam trochę zniszczone, trochę obszarpane cudo - egzemplarz klasycznej książki przygodowej, na podstawie której nakręcono jeden z moich ulubionych filmów (dobra, po prostu do dziś mi kolana miękną na widok wówczas wyglądającego Chamberleina...), a który, choć tylko odrobinę bazował na oryginale - do dziś jest jedną z tych przygodowych perełek, do których lubię wracać. Skuszona więc wizją "sprawdźmy, jak się to ma do pierwowzoru", zasiadłam więc z kawą... I na litość boską, jakież to było urokliwie rasistowskie i kolonialnie brytyjskie w swoim wydaniu! Krótko, ale zapraszam!
_________________________________________________________
Alan Quatermain, angielski gentleman, łowca przygód i myśliwy, postanawia opowiedzieć swoją historię przygody, którą przeżywał w Afryce. Za namową dwóch innych gentlemanów: sir Henry’ego Curtisa i kapitana Gooda wyrusza on w głąb tajemniczego i niebezpiecznego lądu, by odszukać brata Curtisa. Wszystkie tropy prowadzą w miejsce, z którego nikt żywy nie wrócił, a legendy zaś mówią o tajemniczych kopalniach króla Salomona, skrywających nieprzebrane bogactwo. Uzbrojeni w mapę, europejską broń i eleganckie ubrania, podejmują się niebezpiecznej wyprawy, w trakcie której towarzyszy im nieco tajemniczy Umbopo. Udaje im się dotrzeć na ziemie tajemniczego ludu Kukuana, gdzie pośród przerażających rytuałów i czających się na bohaterów niebezpieczeństw, stawiają mężnie czoła przeciwnościom losu, i docierają do samych kopalni. Na ich drodze jednak stoi wiedżma Gagoola, przeciwnik sprytny i niebezpieczny...
O jakże ja się przednio bawiłam na tej powieści! Absolutnie rewelacyjnie. Prosta, szybka, nieskomplikowana przygodówka, której brakowało mi już od dawna, pochłonięta przeze mnie w jedno popołudnie, dała mi absolutnie pełno frajdy. Mamy bowiem trójkę angielskich myśliwych, którzy zamknięci we własnych przekonaniach i wizji świata, znajdują się w dzikim i pełnym niebezpieczeństw świecie, polują, podróżują, poszukują odpowiedzi, przy okazji ratując świat. No, może nie cały, ale pewien jego wycinek z pewnością. Śledzimy więc ich losy, to, jak pokonują przeciwności losu, przeżywają w jaskini pośród śniegów, a ostatecznie trafiają do tajemniczego królestwa, w którym rządzi zły król z równie złą wiedźmą u boku. Czy nie brzmi to trochę znajomo...? A i owszem, dość znany schemat, który możemy łatwo wytropić. Dodajmy do tego światopogląd, jaki prezentują bohaterowie, cały świat przedstawiony, w którym są "biali panowie i murzyny", i oto przepis na książkę, którą współczesna "cenzura równouprawnienia" od razu rzuca na stos.
Nie bierzcie tego za złe, nie mam nic do tego, czy ktoś się identyfikuje jako biały, czarny, żółty, czerwony czy inny kolor skóry (byle nie fioletowy, bo to jest co najmniej niepokojące!), ale stopień rasizmu w tej powieści jest tak absurdalny, że wręcz śmieszny. I to mówię całkiem poważnie - kiedy nasi dzielni i mężni panowie przybywają do ludu Kukuana, przedstawiają się jako... biali przybysze z gwiazd. Są nieśmiertelni (dzięki pewnemu podarkowi), zabijają głosem (pistolety) i mają potężne czary (zaćmienie słońca), a ich wyjaśnienie, dlaczego nie wezmą sobie murzynki za żonę, jest absolutnie ujmująco rasistowskie :D ogólnie, jest tu masa takich określeń i stwierdzeń, które co delikatniejsze duszyczki identyfikujące się z tęczą zapewne doprowadzą do zawału, ale hej! kiedyś tak ludzie pisali powieści przygodowe, gloryfikując białą skórę. Wiec już, nie piszczymy.
Bohaterowie są standardowymi przykładami herosów, gloryfikowanych panów, którym wszystko się (zwykle) udaje. Autor wprowadził jednak w ich nieomal boskość kilka zabawnych momentów (spodnie, które absolutnie pasują na salony, ale nie na sawannę, do polowania na słonie choćby!) czy fakt, że nie do końca są przygotowani na taką wyprawę i jeden z ich ludzi po prostu umiera. Postacie, opisywane oczyma Quatermaina dzielą się na dwa obozy: dobrych i szlachetnych, przy czym przystojnych (albo ładnych), oraz złych, brzydkich i pozbawionych skrupułów. Najlepiej widać to podczas starć z wiedźmą, którą co chwila opisuje się jako starą i brzydką. Ale ma to swój urok, a bohaterów zwyczajnie da się lubić, mimo ich zdecydowanie, nomen omen, wybielonej szlachetności.
Lektura jest prosta, lekka i przyjemna, a autor opisał przygodę zaś z taką lekkością, takim humorem i takimi pomysłami, że po prostu czytało się przednio. To klasyk, który nie pozwala się od siebie oderwać, ciągnie za sobą i porywa. Odkrywamy wraz z bohaterami kolejne sekrety i tajemnice, przeżywamy ich przygody, a narracja rozpala wyobraźnię i pozwala niemal poczuć smak przygody. Doprawdy, brakuje teraz takich powieści, jak kiedyś, powieści, które rozpalały wyobraźnię i tworzyły klasycznych bohaterów w stylu Indiany Jonesa.
Bo tak, jeśli ktoś tęskni za właśnie takim "Indianą Jonesem" i klasycznymi historiami pełnymi pojedynków, polowań, przygód - zdecydowanie warto sięgnąć sobie po taką klasykę. I po prostu, dać się ponieść historii! Ja zdecydowanie, jeszcze sięgnę po inne książki z tego cyklu, ale i pewnie po klasykę kolejną, bo, jak się okazuje, można się na niej bawić znacznie lepiej, niż na współczesnych powieściach... ;)
A jak jest naprawdę? Oceńcie sami ;) A przy okazji, możecie postawić mi kawę jak się podobało ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz