poniedziałek, 1 grudnia 2025

Gościnnie, Frank Schätzing, Odwet Oceanu


Gwiazdek: 9

AutorFrank Schätzing
Tłumaczenie: Anna Wziątek
Redakcja/korekta: 
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Data polskiego wydania: 01 stycznia 2006
Data oryginalnego wydania: 01 stycznia 205
Cykl / seria:
Kategoria: fantasy, science fiction
Stron: 952
Wersja: papierowa, z biblioteki
Oprawa: miękka
ISBN: 9788327158826
Język: polski
Cena z okładki: 59,90 zł
Tytuł oryginalny: Der Schwarm

Kliknij, by wrócić do strony głównej


Czasami podczas wizyty w bibliotece można zupełnym przypadkiem trafić na ciekawą pozycję. Tak było w tym wypadku, kiedy mój wzrok przyciągnął tytuł „Odwet oceanu”. Szybka lektura tylnego opisu sprawiła, że moje zainteresowanie zdecydowanie wzrosło. Eko-thriller, gdzie ocean bierze odwet na ludziach za to, że go trują różnymi paskudztwami? To brzmiało zaskakująco ciekawe, a dodatkowo objętość książki (niemal 1000 stron) obiecywała sporą dawkę interesującej rozrywki. No i na całe szczęście się nie zawiodłem.

_________________________________________________________

Akcja rozpoczyna się dosyć niewinnie, od wyprawy rybackiej u wybrzeży Peru. I to nie jakiegoś trawlera czy innego kutra, a tradycyjnej „caballitos de totora”, czyli jednoosobowej łódki, czy raczej wydłużonej tratwy wykonanej z trzciny. Obserwujemy podróż rybaka, jednocześnie dostając opisy tego, jak nowoczesne metody połowu oraz galopujący rozwój turystyki nadmorskiej zabijają stare tradycje i solidnie przetrzebiają zasoby rybne w okolicy. Jak łatwo się domyślić, wspomniany rybak staje się pierwszą ofiarą tytułowego odwetu.

To było jednak tylko wprowadzenie, gdyż następnie autor przenosi nas równocześnie w kilka miejsc. Fabuła przedstawiana jest z punktu widzenia kilku głównych postaci, żyjących i działających w Skandynawii, Niemczech i Kanadzie. Nikogo nie powinno zdziwić, że każdy z nich jest naukowcem w pewien sposób powiązanym z morzem, czy to badając zwyczaje wielorybów, czy zajmującym się morskim robactwem i ogólnie pojętą geologią dna i hydratami metanu. Wszyscy zostają postawieni w obliczu niezrozumiałych zjawisk, które jasno wskazują na to, że przyroda kompletnie oszalała. Szybko też dochodzą do wniosku, że w tym pozornym szaleństwie jest ukryta metoda i ktoś lub coś wypowiedziało ludziom bezpardonową wojnę biologiczną.

Podziwiam autora za to, jak zgrabnie wykorzystał faktycznie istniejące i poparte dowodami teorie do skonstruowania naprawdę racjonalnej książki, którą spokojnie można zaszeregować jako katastroficzne sci-fi lub historię alternatywną. Zamiast bawić się w wymyślanie wydumanych katastrof poszperał po książkach i wykorzystał opcje, które, przynajmniej w teorii, naprawdę mogą się zdarzyć. Jak na przykład wywołanie przez organizmy żywe wydarzeń bliźniaczo podobnych do osuwisk Storegga, prawdopodobnie odpowiedzialnych za zalanie Doggerlandu, czyli lądu łączącego Wielką Brytanię z resztą Europy. Pomyślał, pokombinował, dodał ingerencję rasy inteligentnej i w efekcie wyszło mu tsunami na Morzu Północnym, które uderzyło w wybrzeża Europy.

Wielka fala wielką falą, ale autor nie poprzestaje na tym w swoich wysiłkach utrudniania ludziom życia na kartach powieści. Mamy więc wieloryby zatapiające statki, inwazję trujących meduz, małże zatykające systemy napędowe supertankowców i (moje ulubione) homary eksplodujące w restauracjach i zarażające ludzi krwiożerczymi glonami. A to tylko niektóre ze smaczków, którymi zostajemy uraczeni podczas lektury.

Książkę czytało się bardzo szybko, mimo że wypełniona jest dużą ilością wiedzy specjalistycznej, szczególnie z zakresu morskiej biologii i geologii dna morskiego. Jest to jednak podane przystępnie i okraszone stosownymi wyjaśnieniami, które, choć czasami długie, nie są nawet w najmniejszym stopniu nużące dla czytelnika.

Oczywiście nie samą biologią powieść żyje, a ludzie nie czekają grzecznie, aż morskie stworzenia wybiją ich do cna. Mamy więc pospiesznie zebrane grono naukowców, które za wszelką cenę stara się wymyślić remedium, zapobiec katastrofie i powstrzymać enigmatycznego wroga, którego z braku lepszych określeń nazwano Yrr. Oczywiście wyprawie przewodzi reprezentacja USA, który to kraj, jako wyjątkowo mało dotknięty pierwszą falą odwetu, dostarcza również niezbędnego do działania sprzętu. I tu dostajemy coś, co mnie przynajmniej setnie rozbawiło – postacie z USA są w karykaturalny wręcz sposób przerysowane, co sprawia, że trudno traktować je poważnie. To typowi antagoniści ukryci pod płaszczykiem obłudy i dobrych intencji, w wielu przypadkach doprawionych chorą ambicją. Do mnie ten obraz zaskakująco mocno przemówił. Był, cytując Sapkowskiego, „taki brzydko prawdziwy”.

Podsumowując, książka „Odwet oceanu” jest zdecydowanie warta przeczytania. I niech nie zraża was naukowy żargon, którego na jej stronach znajdziecie w dużych dawkach – naprawdę nie utrudnia lektury. Warto również wspomnieć, że na jej podstawie powstał w 2023 roku jednosezonowy serial. I chociaż w porównaniu z książką jest mocno uproszczony, to obejrzałem go z prawdziwą przyjemnością. Jeżeli więc ktoś interesuje się oceanami i występującym w nich życiem, to powinien tę książkę wręcz pokochać. Z drugiej strony, po zaczerpnięciu wiedzy o niektórych stworzeniach, które kryją się pod falami, możecie mieć uzasadnione wątpliwości, czy odświeżająca morska kąpiel na wakacjach naprawdę jest takim dobrym pomysłem… I z tym pytaniem, na które sami musicie sobie odpowiedzieć, was zostawiam, raz jeszcze polecając wam lekturę tej niemieckiej perełki.

A jak jest naprawdę? Oceńcie sami ;) A przy okazji, możecie postawić Jesiennej kawę jak się podobało ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz