Autor: Lee Hyerin 이혜린
Tłumaczenie: Edyta Matejko-Paszkowska
Data polskiego wydania: 12 marca 2025
Data oryginalnego wydania: 2022
Cykl / seria: -
Kategoria: literatura młodzieżowa
Stron: 136
Wersja: papierowa, pożyczona
Oprawa: twarda
ISBN: 9788383717036
Język: polski
Cena z okładki: 47,99 zł
Tytuł oryginalny: 드림 레코드
Kliknij, by wrócić do strony głównej
_________________________________________________________
A jak jest naprawdę? Oceńcie sami ;) A przy okazji, możecie postawić mi kawę jak się podobało ;)
Redakcja/korekta: Ktarzyna Gajko/Anna Burger
Wydawnictwo: Wydawnictwo YoungData polskiego wydania: 12 marca 2025
Data oryginalnego wydania: 2022
Cykl / seria: -
Kategoria: literatura młodzieżowa
Stron: 136
Wersja: papierowa, pożyczona
Oprawa: twarda
ISBN: 9788383717036
Język: polski
Cena z okładki: 47,99 zł
Tytuł oryginalny: 드림 레코드
Kliknij, by wrócić do strony głównej
W zalewie koreańskiej literatury, jak wszędzie, trafiają się nam perełki, jak choćby "Starsza pani z nożem" albo "Dziewczyna, którą chcę zabić", która naprawdę zrobiła na mnie wrażenie, jak i książki słabe, przegadane i ze zdecydowanym brakiem pomysłu na początek i koniec. Takim właśnie brakiem pomysłu jest "Archiwum Snów", książeczka-żart. Książeczka o absurdalnej objętości 136 stron, za prawie 50 zł. Książka o niczym, choć szumnie miała poruszać kwestię przemocy rówieśniczej. Boru zielony, jak dobrze, że zostało mi to pożyczone, bo książka przeleciałaby przez pokój aż miło! O tym, jak czasem nie ma co się brać za pisanie o takich tematach, słów kilka.
_________________________________________________________
Lee Hyerin porusza w swojej książeczce - nie bójmy się tego tak nazywać - problem przemocy rówieśniczej. Nastoletnia Ga-eun jest ofiarą takich działań i w wyniku upadku z drugiego piętra, w nieużywanej części szkoły, trafia do szpitala z zanikiem pamięci. Jej zrozpaczona matka łapie się ostatniej deski ratunku, czyli "Archiwum Snów", miejsca, w którym można zapisać każdy sen i potem go odtworzyć. Czas ucieka, a sen pojawia się dopiero na samym końcu, wyjaśniając szczegóły tragicznego zdarzenia... Ale w międzyczasie poznajemy kulisy powstania Archiwum oraz jego pracownicę, Yeo-reum, którą poznajemy w chwili, gdy na randce chłopak wymusza na niej bilet do Archiwum, a w trakcie pobytu tam dowiadujemy się, że ją zdradzał... Później Ga-eun i Yeo-reum nawiążą kontakt, nić porozumienia, i mamy finał, w którym mokry sen autorki jednak się nie sprawdza.
Powiem tak. Sama idea książki, samo Archiwum Snów - brzmiało naprawdę świetnie na blurbie. Zresztą z tego, co napisałam powyżej, jak zasłonić ostatnie dwa zdania, to też można by uznać, że wow, super pomysł na książkę! Przynajmniej tak mi się wydawało, bo jakoś objętość mnie zmyliła i sądziłam, że będzie więcej stron, a i fabuła bardziej rozpisana.
Otóż, moi drodzy - NIE. Nie jest żadną miarą nic z tego zrobione. Pierwszy rozdział opowiada o twórcy Archiwum Snów i jego żonie, utalentowanej pisarce, która nie ma weny, więc... dlatego sama ta instytucja powstaje. Drugi rozdział to opowieść o dziewczynie, na której chłopak wymusza wszystko, ukrywając swe zdrady. Po co nam to? Tylko po to, żeby w dwóch ostatnich rozdziałach też się przewijała jako ofiara przemocy szkolnej, niosąc - nie wiem - chyba wsparcie dla Ga-eun. Sama zaś historia dziewczynki, nad którą się znęcają, jest tak nijaka i tak niekupująca mnie, że to wręcz boli. No niestety, cała ta część opowieści jest najmniej przemyślana - i jak zrozumiem, że dzieciaki znęcają się, bo tak, bo mogą (kto nie doświadczył przemocy rówieśniczej w szkole, niech pierwszy podniesie rękę), tak pewne elementy były... nie wiem? Za przerysowane? Za dorosłe? Tak samo wyjaśnienie, dlaczego dziewczyna wypadła zza barierki, finalnie okazało się... nie, nie tyle infantylne, co potraktowane straszliwie po macoszemu.
Sam wątek snów potraktowano strasznie po macoszemu i tak ogólnikowo. Niby wiadomo, co i jak, ale jednak nie wiadomo nic. Szkoda, bo uważam to za bardzo zmarnowany potencjał. O postaciach nawet się nie będę wypowiadać: są. Po prostu. Ale nic o nich nie da się powiedzieć więcej. Ambitna, naiwna, zapracowana, złośliwa? Szanujmy swój czas...
Niestety, ale "Archiwum Snów" to książka przegadana, zdecydowanie przekombinowana, ale jednocześnie kompletnie niewarta swej ceny i objętości. Autorka niby chce pisać dla młodzieży, ale finał i przegadane wystąpienie dyrektora na koniec są po prostu nudne i nijakie i zamiast nieść morał, że "nie ma co się znęcać nad innymi, bo w końcu i tak kara was dosięgnie", zaserwowano nam tu ideologiczną papkę, niewnoszącą niczego, a autorka skutecznie udowodniła, że pisać może, ale niech zostanie na etapie pisania do szuflady, bo ja zdecydowanie po nią więcej nie sięgnę.
Na tle pozostałych koreańskich książek "Archiwum" wypada bardzo blado, słabo i nijako. A szkoda, bo lubię literaturę koreańską. Acz przyznaję, healingowość zaczyna być przesytem. A jednak daję wciąż szansę, bo może w końcu trafię na perełkę...?
A jak jest naprawdę? Oceńcie sami ;) A przy okazji, możecie postawić mi kawę jak się podobało ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz