sobota, 15 listopada 2025

99/2025 - Julia Quinn, Propozycja dżentelmena. Bridgertonowie

Gwiazdek: 3
AutorJulia Quinn
Tłumaczenie: Katarzyna Krawczyk
Redakcja/korekta: brak danych
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data polskiego wydania: 2021
Data oryginalnego wydania: 2000
Cykl / seria: Bridgertonowie (tom 3)
Kategoria: literatura obyczajowa, romans
Stron: 472
Wersja: cyfrowa
Oprawa: -
ISBN: 9788383352015
Język: polski
Cena z okładki: 49,90 zł
Tytuł oryginalny: An offer from a gentleman

Kliknij, by wrócić do strony głównej

I wskoczył, trzeci tom przygód Mostowiaków! Tom, który ewidentnie minął się tytułem z prawdą, bo Benedict, bohater tego tomu, to taki gentleman jak z koziej dupy chorągiewka. No ale, niech już będzie, że Benedykt jest taki uprzejmy... Do tego wszystkiego mamy reteling z twistem Kopciuszka, z oczywiście bardzo smutnymi elementami, traceniem dziewictwa na kanapie i więzieniem, a to wszystko tylko w tym tomie Mosto... Brighertonów! Za jakie grzechy... Krótko, z rozpaczą i spojlerami. Cierpcie ze mną!

_________________________________________________________

Benedykt B., Numer Drugi, jak go zwą, jest kawalerem, któremu wybitnie nie jest śpieszno do ślubu. Ma się dobrze, żyje w luksusie. Wszystko się zmienia, kiedy na balu maskowym organizowanym przez swą matkę spotyka niezwykłą Damę W Srebrnej Sukni. Oczywiście, miłość od pierwszego poruszenia penisem, ale zonk! Nieznajoma mu ucieka równo o północy (macie już tej wajb Kopciuszka? Nie? To poczekajcie chwilkę...), a on ma złamane serce i poszukuje swej ukochanej przez dwa lata, zanim jej nie znajdzie jako... służącej. Cóż. Bo służącą jest Dama W Srebrnej Sukni zwaną Sophie, choć kiedyś była, co prawda nieślubną córką hrabiego, ale jednak. Żyła sobie beztrosko, miała służbę i dom, choć ojciec nie wydawał się nią zainteresowany, póki nie ożenił się znów z pewną koszmarną jędzą. Jędza od początku Sophie nienawidząca, a kiedy jej mąż ośmielił się zejść na zawał, to już w ogóle. Nasz Kopciuszek od wynieś-przynieś-pozamiataj musi harować za trzy osoby, i nawet młodsza z córek macochy, choć przyjaźnie do niej nastawiona, nie umie tego zmienić. Sophie jednak jest pod ochroną ochmistrzyni, która wysyła ją na bal... i tak, tam Sophie powoduje, że Benek zaczyna myśleć dolną główką. Czar pryska, kiedy na drugi dzień macocha odkrywa, że pantofelki są całe ufajdane i wywala Sophie na zbity pysk. Mijają sobie dwa lata, Benek jest na wsi w posiadłości swojego mało fajnego kolegi, kiedy orientuje się, że tenże kolega ze swoimi kumplami po pijaku chcą napastować służącą. Ratuje ją, wywozi do Swojego Domu (nie żartuję, to serio nazwa posiadłości!) na wsi, gdzie choruje, Sophie, bo to ją uratował, się nim opiekuje, a jemu penis drga. Namawia ją na bycie jego kochanką, ona odmawia, więc on uznaje, że weźmie ją z sobą do domu jako służącą. Oczywiście, rodzina i znajomi Mostowiaków zaczynają łączyć kropki, Sophie udaje, że jest tylko służącą, gdzieś w międzyczasie traci z Benkiem dziewictwo na kanapie i ogarnia, że go kocha, ale jednak nie kocha i musi uciec, więc na ulicy spotyka byłą macochę, która wtrąca ją do więzienia. Tam następuje krótka scenka rodzajowa, w której Benek się oświadcza, a macocha przyznaje się do okradzenia pasierbicy z posagu i zrobienia z niej niewolnicy, a później wszyscy żyją długo i szczęśliwie, i oczywiście, mnożą się jak króliki.

Ten tom to taki dziwny przykład retelingu Kopciuszka, z jeszcze dziwniejszymi plot twistami, że zwyczajnie, aż mnie skręcało w środku. Sophie przedstawiono jako biedną, niekochaną dziewuszkę, którą macocha wykorzystuje na wszystkie możliwe sposoby, i życie jej nie rozpieszcza, więc się godzi na bycie służącą. To mi się tak nie kleiło, a później to już wszystko tak bardzo na siłę było, byle tylko się spiknęła (przespała?) z Benkiem, że... Ojej. No dobra, nie było tu balów, nie było pokazywania życia śmietanki towarzyskiej z tej publicznej strony, bardziej z tej prywatnej, nagle autorce bardzo zależało, żeby pokazać, jak to Mostowiaki są rodzinne i kochają się mocno, ale zwyczajnie, wszystko było grubymi nićmi szyte i chodziło tylko o to, by jak najszybciej doprowadzić do spiknięcia się obojga, pokazując, że "konwenanse nie są przeszkodą!". 

Zdecydowanie, nie jest to lektura wysokich lotów, a biorąc pod uwagę fakt, że - z przerwami - przeczytałam ją w jakieś niespełna 4 godziny... a nie czytałam szybko! To można domyślać się, z jak naiwną literaturą raczej dość niskich lotów mamy do czynienia. Powtarzalny schemat, fabuła jak kula śniegowa pcha się do końca utartym schematem... Znaczy, nie osądzam, jak są na sali miłośnicy takich niskich lotów romansów historycznych, które są przewidywalne do bólu, i im się podoba, super, ale mnie nie porwało to w żadnej mierze. Jedyny plus? Błyskawicznie się czyta. I to już nawet nie jest "guilty pleasure" ale czysty w swoim pokazaniu masochizm, że... dalej zamierzam tą serię przeczytać do końca. Przeczytać, zapomnieć, że ją przeczytałam i za kilka lat pewnie na nowo po nią sięgnąć... :D

Swoją szosą, jakby ktoś był ciekaw, to TUTAJ jest tom pierwszy, a TUTAJ tom drugi...

Co do postaci, no co ja o nich mogę powiedzieć? Są. Drugoplanowe próbują zaistnieć, ale im to nie wychodzi, bo autorka nie daje czasu, by pokazały cokolwiek. Albo sa głupie, albo nudne, albo jedno i drugie. Nawet jeśli mają coś do powiedzenia, to szybko człowiek o tym zapomina. Benedykt jest nijaki i miałki, mam wrażenie, że myśli ciągle swoim benizem, i to dosłownie, bo jego myśli skupiają się na tym, jak przelecieć Sophie. Sophie robi z siebie cierpiętnicę, Kopciuszka, który chce wyjechać do Ameryki, bo tam... podziały klasowe są mniej wyraźne. I utwierdza się w samobiczowaniu, że jest służąca, nie zasługuje na męża i dzieci, bo jest z nieprawego łoża. Jezu... Jakie to było nudne i wtórne, zwłaszcza, kiedy dochodziło się do jej rozważań... Laska, dostajesz miejsce u Mostowiaków, Wioleta cię uwielbia, rodzina akceptuje, a ty wydziwiasz! ARGH!

W całokształcie - ten tom jest tylko ciut lepszy od poprzedniego, ale wciąż nie dobija poziomem do pierwszego. Jest nijak, sztampowo, i po prostu akcja pcha się do przodu faktem prostej narracji, prostego (znów) słownictwa, i praktycznie braku jakiś szarpiących za śledzionę wydarzeń. Bo nikt mi nie powie, że motyw z więzieniem był logiczny - był tak nielogiczny i durny, że aż skręcało.

Jeśli ktoś lubi romans historyczny z dawką keksu, Bridgertonowie z pewnością będą świetną rozrywką, tak samo jeśli komuś podobał się serial i chce go zweryfikować z książkowymi perypetiami bohaterów. Nie jest to rozrywka najwyższych lotów, nie szarpie śledzioną, ale... ironio losu, wciąga i skutecznie zabija czas... 

A jak jest naprawdę? Oceńcie sami ;) A przy okazji, możecie postawić mi kawę jak się podobało ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz