Gwiazdek: 7
Autor: Patricia Briggs
Tłumaczenie: Marek Najter
Redakcja/korekta: Karolina Kacprzak / Maria Brzyska
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data polskiego wydania: 09 listopada 2016
Data oryginalnego wydania: 05 marca 2013
Cykl / seria: Mercedes Thompson (tom 7)
Kategoria: fantasy, science fiction
Stron: 416
Wersja: papierowa, posiadam
Oprawa: miękka
ISBN: 9788379642007
Język: polski
Cena z okładki: 39,90 zł
Tytuł oryginalny: Frost Burned
Kliknij, by wrócić do strony głównej
_________________________________________________________
A jak jest naprawdę? Oceńcie sami ;) A przy okazji, możecie postawić mi kawę jak się podobało ;)
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data polskiego wydania: 09 listopada 2016
Data oryginalnego wydania: 05 marca 2013
Cykl / seria: Mercedes Thompson (tom 7)
Kategoria: fantasy, science fiction
Stron: 416
Wersja: papierowa, posiadam
Oprawa: miękka
ISBN: 9788379642007
Język: polski
Cena z okładki: 39,90 zł
Tytuł oryginalny: Frost Burned
Kliknij, by wrócić do strony głównej
Eh, Mercy, Mercy, ty nie możesz usiedzieć na dupie, prawda? I to wcale nie tak, że po prostu Black Friday cię nudzi, czy cierpisz na niedosyt emocji po tym, jak nie tak dawno ostatecznie porzuciłaś wózek, prawda...? PRAWDA?! - dosłownie takie pytanie chciałam zadać bohaterce 'Żaru mrozu", kiedy zagłębiłam się w tom o mojej ulubionej kojociej zmiennokształtnej. Tomu czytanemu z przyjemnością, bo to naprawdę fajna urban fantasy, która, choć teraz trąca nieco głupotkami i myszką, to nadal bawi, i pokazuje, że dobra książka z tego gatunku broni się sama. I że można oklepane motywy baśniowe wplątać w sposób doprawdy fajny. Ot, cała filozofia! Szybko dziś, więc zapraszam!
_________________________________________________________
Mercedes - niegdyś Thompson, teraz Hauptman - postanawia zmierzyć się z bykiem za rogi, czyli stać się macochą dla nastoletniej Jessie. A skoro tak, to wyruszają na szaleńczą wyprawę w Black Friday do centrum handlowego. Może wszystko poszłoby inaczej, gdyby nie przypadkowa stłuczka... potem mamy z górki. Nikt nie odbiera telefonu, wataha zniknęła, a w domu Kyle`a nieoczekiwanie pojawia się we własnej osobie mój ukochany Maur... Sprawa okazuje się o wiele gorsza, niż można zakładać, bowiem stado Adama zostało porwane, i przymuszane do wykonania pewnego działania... a co gorsza, ktoś poluje na Mercy i Jessie. W tym wszystkim nasza zmiennokształtna doprowadza jeszcze do paskudnego stanu mercedesa Marcilli, Pani Chmary z Tri Cities, ale to tylko wierzchołek góry lodowej nowych problemów, w których kojocica musi się odszukać... i ratować tyłek. Bo nie może być spokojnie!
Działo się, oj, działo się sporo w tym tomie, choć przyznaję, niektóre wątki rozwiązano strasznie po macoszemu - i mam nadzieję, że w kolejnych tomach zostaną nieco rozwiązane, albo choć rozwinięte. Niemniej jednak, bawiłam się naprawdę dobrze. Autorka utrzymuje śmiałe, szybkie tempo, nie boi się zabić postaci, wywołując w tym u czytelnika szok: że tak a nie inaczej się stało. Ale właśnie to lubię u Patrici Briggs, to działanie, które sprawia, że ciekawie śledzi mi się losy kolejnych postaci, a fabuła gna w przód, nie zatrzymując się zbędnie. Dziś rezygnuję z utartych schematów, bo po prostu wiem, że mogłabym za wiele zaspojlerować, więc - przyjmijcie na wiarę, siódmy tom utrzymuje tempo wcześniejszych, a nawet na łeb i szyję bije "Piętno rzeki". Intryga, w którą wplątano Mercedes co prawda sprawiła mi zgrzyt w zębach, ale w całokształcie była do uwierzenia. W końcu, hej! mamy tu w końcu wilkołaki, wampiry, zmiennokształtnych i istoty magiczne! może nie do końca podobało mi się rozwiązanie finałowe, brakowało dodatkowych kilku stron, które by to zespoliły i wyjaśniły, ale...
Duże oklaski za nie tylko przypomnienie wątków z poprzednich tomów w formie króciutkich przypominajek, ale i łączenie uniwersum w jedno - tak, przeplata się nam tu nieco osób z serii "Alfy i omegi", co dla mnie jest po prostu świetnym elementem pokazującym dbałość autorki o całą serię. Potężny plus też za moją miłość: Asila, którego mamy tu sporo i w nieco innym wydaniu. Pojawia się też Tad, syn Zee - jeeej, w końcu! Wyjaśniają się nam pewne wątki, inne zostają do wyjaśnienia, ale już wiemy - autorka rozkłada sobie wszystko i powoli odkrywa karty. Mamy też nieco Stefana, a i sama Mercy nagle odkrywa, że jej umiejętności wzrastają, zmieniają się, i może więcej. I to nie dlatego, że Kojot jej podpowiada... ;) mamy też duchy, mamy dawkę magii i naprawdę fajną dawkę elementów, które budują tu klimat bez sięgania po głupie i dziwne rozwiązania, które są mi dobrze znane z naszego podwórka, a które niekoniecznie udolnie próbują naśladować styl Briggs. ;)
Jak zawsze, na oklaski zasługuje dawka mitów, legend i baśni, które wpleciono w fabułę. Nie tylko w związku z Zee i Tadem, ale i z duchami. Z drugiej jednak strony, trochę drażniły mnie potraktowane po macoszemu tematy związane z grupą, która porwała watahę, czy właśnie, finałowe sceny. Ale liczę, że zostaną rozwinięte później. Tak samo - brak smutów! Są sceny łóżkowe, oczywiście, ale nie ma ich specjalnie wiele, więc nie przeszkadzają w odbiorze. Jeśli ktoś szuka urban fantasy bez keksu - to Mercy absolutnie się sprawdza!
W całokształcie - "Żar mrozu" to naprawdę fajna, lekka lektura, która doskonale spełnia się jako rozrywka między cięższymi lekturami, takie fajne, proste i przyjemne czytadło. Zapewne niedługo sięgnę po kolejny tom, a póki co -was namawiam do albo odkurzenia sobie tej lektury albo sięgnięcia po nią po raz pierwszy!
A jak jest naprawdę? Oceńcie sami ;) A przy okazji, możecie postawić mi kawę jak się podobało ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz