Styczeń! Kolejny rok, ale nowa-stara ja,
I od razu, bez większego wstępu, zapraszam na ogólne podsumowanie wyników z tego roku. Linki i oceny z szybkim info, co i jak, trochę niżej będzie nieco statystyki i ogólnych podsumowań.
A jak ktoś jest ciekaw moich wyników z poprzednich lat, to może zerknąć TUTAJ. Zapraszam! :)
Oczywiście, pod tą listą, również lista zakupowa. Cen nie podaję, bo kupowałam w różnych miejscach i dochodzić teraz... No powiedzmy, że wydałam co moje ;)
- Bride - Wampiry i wilkołaki, wielki mariaż, fanfik Wolverina i absolutna głupota, bo autorka w życiu nie czytała fantastyki. 2/10
- Anhar. Powieść antymagiczna - teoretycznie miała być to "chrześcijańska" odpowiedź na Harrego Pottera, a wyszedł dziwny bełkot pani, która nawet nie wie, o czym Harry Potter jest. 1/10
- Grzbiet Świata - historia Wulfgara, najmniej lubianego członka z kompani Drizzta. Niestety, pan Salvatore mógł spokojnie pominąć ten tom, bo nikogo to nie interesuje. 3/10
- Wieki światła - tom rozpoczynający cykl "Uczty Wyobraźni". Wspaniała, wysmakowana steampunkowa historia, którą należy się rozkoszować. 8/10
- Princesa. Przypomnij mi dni, które straciliśmy - czyli strata czasu i pieniędzy, bo nastolatka postanowiła napisać książkę, w której nie klei się nic, z logiką na czele. Pierwszy tom zroastowałam z "Psiary pazurem" w zeszłym roku. 1/10
- Spersonifikowane noa - litRPG, za którym trochę tęskniłam, ale które jednak rozczarowało. Niby super, ale jednak nie. 6/10
- Chirality #1 - nostalgiczna kreska, trochę robotów, romans między dwoma postaciami kobiecymi, ale jednak zastrzeżenia były. 5/10
- Szafirowy płomień - no i to ja rozumiem! Urban fantasy, o jakie nie prosiłam, a jakie dostałam, duet Ilony Andrews w świetnym wydaniu. No i się sporo obśmiałam. 7/10
- Cassandra - koszmarek, który nie powinien być napisany przez osobę z tak kiepskim warsztatem i wydanym przez (nie)Zwykłe. Bogowie świadkami, tęcza była zawstydzona, a ja dobiłam tylko do połowy i miałam dość. 1/10
- Plastic Little - czyli nostalgiczna kreska, trochę prosty scenariusz, daleka przyszłość, łezka w oku i ładne dziewczyny. 6/10
- 10 grzechów głównych - pomysł był niezły, ale wykonanie koszmarne. Świetny przykład tego, jak dość znani fluencerzy książkowi nie powinni jednak pisać swoich książek, jeśli przyznają się głośno do tego, że kochają Sarę J. Maas... 2/10
- Ścieżka sztyletów - Koło Czasu zalicza syndrom środkowego tomu. 100 stron szarpania warkoczy, wygładzania spódnic i niewiele więcej. Dopiero na koniec było dobrze, ale nadal uważam, ze to cykl bardzo zacny! 6/10
- Krew na szlaku #6 - manga, która okazuje się absolutnie mistrzowsko napisanym thrillerem psychologicznym, gdzie każdy kolejny tom muszę rozchodzić z zaskoczenia. Dla mnie, absolutna wygrana jak chodzi i o autora i o sam tytuł. 8/10
- Krew na szlaku #7 - Gęsta atmosfera, coraz więcej dziwnych, psychologicznych zagrywek. Niepokojące kadry, świetna kreska i opowieść, która zostaje w pamięci na dłużej. 8/10
- Zapisane w kartach - urban fantasy ze zmiennokształtnymi i potęgą natury, które zaskakująco mało popularne jest. A warto by sięgnąć i przekonać się, że istnieją ciekawe światy. Choć ja z tym tomem miałam pewien zgrzyt. 6/10
- Morze Mieczy - Kończymy z Drizztem i jego kompanią. Słodko-gorzkie pożegnanie, które z jednej strony zostawia niedosyt, z drugiej, czujemy wdzięczność, że to już za nami. 7/10
- Dungeon and drama - ja nie wiem, co mnie podkusiło, żeby kupić tą książkę. Koszmarek o nastoletnich dramatach i graniu w D&D, które tu przedstawiono jako... element ćwiczeń nastolatki pragnącej reżyserować musicale. Nie, dziękuję, postoję. 4/10
- Bajki - La Fontaine - oczywiście, że musiałam sobie zafundować cegiełkę z XVIII wieku. Baśnie, trochę zapomniane, trochę prześmiewcze, ale z zaskakująco współczesnymi morałami. 8/10
- Pamięć wszystkich słów - Jak Meekhan kocham, tak tu się męczyłam. Klimaty pustynne i bohaterka, która wkurza? Naprawdę!? Nie ratował tego nawet Laskolnyk, więc serduszko złamane, ale i tak czytało się zacnie. 7/10
- I like you, Hype Boy - no to tu se strzeliłam w kolano, bo zgodziłam się na czytanie smutów. Fanfik o k-popowym idolu i dziennikarce, która nie umie być dziennikarką. Pisane przez małolatę, kończone przez kobietę, która o Korei ma wiadomości tyle, co przeczyta na portalu plotkarskim. 2/10
- Mroki Puszczy - Przemiana Cadderlyego rusza dalej, nasz młody kapłan opuszcza Wielką Bibliotekę i rusza w świat. Salvatore pokazuje, co potrafi, a ja bawiłam się świetnie. 7/10
- Piekło i szpada - O tak, o proszę ja Was, moar, moar! Dumas w konwencji Lovecrafta, ale w polskiej i rodzimej fantastyce? To tylko jeden mistrz tak potrafi, i nie, Sapkowski może nadal się uczyć, jak prowadzić mroczny i niepokojący klimat z dymem z pistoletów! 9/10
- Jeszcze może załopotać... - Opowiadanie z uniwersum Meekhanu. Doskonałe, wspaniałe i słów brak, no bawiłam się absolutnie przednio i już pamiętam, dlaczego tak bardzo kocham Północ i koczowników! 8/10
- Środek ciężkości - finał jednej z lepszych space oper, jakie miałam okazję czytać. Do tego jeden z ulubionych tłumaczy. Czego tylko chcieć więcej? 8/10
- Welin - prawdziwa Uczta Wyobraźni. Anioły, demony, podróż przez czas i księgi, abstrakcyjnie, dziwnie, genialnie. Książka, która zostawiła mi sporego kaca książkowego, ale którą polecam każdemu odważnemu. 9/10
- Nocne Maski - troszkę głupotek, troszkę absurdów, ale i tak miło. Książka, która pozwoliła mi nieco podyskutować o jakości tłumaczeń kiedyś. Co nie zmienia faktu, że to absolutnie cozy fantasy dla mnie i na zawsze FR w serduszku! 6/10
- Zawód Wiedżma 1+2 - Obśmiałam się jak fretka, ale nie ukrywajmy, wschodnia fantastyka to miała swój urok, czar i poziom, który nie rozczarował. Niby YA, a jednak nawet mnie zadowoliło i bawiłam się przednio. Dla jednych tom pojedynczy, dla mnie rozbity na dwa, więc liczę podwójnie! 8/8/10
- Bazug - Audiobook, który rozczarował. Niedopracowany, słaby i strasznie źle zrealizowany, z dawką przekleństw, sugestiami keksu i ogólnie, absurdami. No, źle się na tym bawiłam, pomijając, że to audiobook, którego z natury unikam jak ognia. 3/10
- Zdobyta Forteca - Czyli jak w marcu, zaczynamy Salvatore. Powoli zbliżamy się do zamknięcia pięcioksięgu. Tłumacz, jak zawsze, nie zawiódł! 7/10
- Klejnot i wachlarz - Rozwinięcie opowiadań z zeszłego miesiąca. Ależ to było przyjemne, ależ mnie kusi, by sięgnąć po prozę pana Duma! No, chyba będę musiała... 7/10
- Kocia Szajka i... - Tu wjechały cztery różne książeczki dla dzieciaków, ale pod jednym szyldem, dlatego są w jednym punkcie, ale oceny mają różne. Zabawne, edukacyjne historie o kociakach z mojego rodzinnego miasta, które mają smykałkę do rozwiązywania zagadek detektywistycznych? Czemu nie! 7/6/7/6/10
- Zrodzony ze srebra - Mercy Thompson znów przyciąga kłopoty jak magnes. Tym razem jednak mamy Królową Wróżek, rozłam w stadzie i... Śnieżka ;) 7/10
- Wiedźma: Opiekunka - lekko i zabawnie, choć miałam małe problemy, żeby doczytać do końca, co i jak. Może po prostu to był nie ten czas, nie to miejsce? 6/6/10
- Kryształy Czasu: Labirynt Śmierci - oesu, co to było i dlaczego autor RPG nie powinien nigdy pisać fabularnych ksiązek... 1/10
- Milenijne wilki - RJa się lubię katować koszmarkami, po prostu lubię, nie ma co ukrywać. Kolejny koszmarek, który był koszmarkiem. Wattpad i NieZwykłe to przy tym absolutnie mega sztosowe twory.... 1/10
- Moreta, pani smoków z Pern - Smoki! Smoki z Pern! W końcu wracam do moich smoków, za którymi gdzieś tam w duszy tęskniłam. Może tom nie najwyższych lotów, kobiecy zdecydowanie, i ze słodko-gorzkim zakończeniem, nie mniej, czytało się mi bardzo dobrze. 6/10
- Zwierzyna - Alfa i Omega albo Anna i Charles. Świetne uzupełnienie serii Mercy Thompson, lekko, magicznie, z humorem i sympatią. Absolutnie uwielbiam, bo to urban fantasy, jakiego nam trzeba. 7/10
- Historia Nerilki - króciutka nowelka uzupełniająca historię Morety, widziana z perspektywy Nerilki, córki Tolocampa. Powieść, którą można ale nie trzeba czytać, jeśli czyta się Pern. 6/10
- Narodziny Smoków - no to ruszamy z koksem i mieszamy SF z fantastyką, tym samym pokazując, jak owe odważne istoty, powołane do walki z Nićmi, powstały. Naprawdę przyjemne, solidne bardziej SF, choć absolutnie nie przeszkadzające miłośnikom fantasy. I są smoki! 8/10
- Paskuda & Co. - lekka i zabawna książka, będąca zbiorem opowiadań o trójce bohaterów: Księżniczce, Strażniku i Smoku. Lekko, przyjemnie, z nutą mrugnięcia do czytelnika. Idealnie na czytelniczą higienę pomiędzy cięższymi lekturami. 7/10
- Krew na szlaku #8 - wracamy do jednej z lepszych mang i odkryć. Psychologicznie, mrocznie, depresyjnie. Czy Sheiichi uda się uciec z toksycznej relacji z matką? Oto pytanie! 8/10
- Mgły z Donlonu - potężne oczekiwania, liczyłam na świetną zabawę, a dostałam raczej nudne rozważania i nijaką akcję. Oby to tylko syndrom środkowego tomu a nie Nikita 2.0! - 5/10
- Little Stranger - czyli SMUT, który powinien zostać spalony na stosie, a autorka tego koszmarku powinna iść siedzieć. -10/10
- Jezioro Ciszy - bardzo przyjemna nowela z uniwersum Innych. Dobrze było wrócić do tego świata i znów pomyśleć, co by było, gdyby ludzie byli zwierzyną. 8/10
- Zapiski zielarki #13 - czyli maoMao i spółka znów rozrab... pakują się w różne przygody! Absolutnie uwielbiam tą mangę. 8/10
- Klątwa Chaosu - Czy Cadderly ostatecznie pokona straszliwą Klątwę Chaosu i agentów Talony? Czas się przekonać! 7/10
- Critical Rolle: Vox Machina #3 - Tak, tak, i jeszcze raz TAK! Moja ulubiona grupa pomyleńców znów rusza do boju i znów przeżywa kolejne przygody! 8/10
- Strażniczka Istnień - Ostatni z trylogii "Zaginionych Królestw" tom. Świetne i niezastąpione, charakterystyczne pióro mistrza Kresa nie zawodzi po raz kolejny i wręcz chce się wracać do tego obcego, dzikiego świata. 9/10
- Osiedle Sielskiej Przyszłości - A czyli koreańska cozybook. Wróć. Nie cozy, ale healingbook. Tak, tak to się zwie :D Pozornie lecząca i kojąca duszę, ale jednak nie do końca, bo poruszająca ciężkie i trudne tematy. 6/10
- Atramentowe Serce - baśniowa historia o tym, jak wcale baśniowe życie być nie musi. Niemiecka klasyka dla młodzieży, która nawet po latach zachwyca i uroczy swoim sentymentem i historią Maggie i jej miłością do książek. 7/10
- Miłość w wielkim mieście - moje pierwsze spotkanie z koreańskim LGBTQ+, ale w całkiem zaskakująco pozytywnym sensie. Zaskakująca, ciepła i intrygująca, dała mi spojrzenie na świat, który zwykle jest dla mnie zupełnie zamknięty i obcy. 7/10
- Deaths obsession - nie wiem, co autorka brała, ale niech to odstawi, a potem idzie na odwyk. Pomysł mógł mieć potencjał, wykonanie żadne, a ja bardzo żałuję, że w ogóle po to sięgałam. Serio. 1/10
- Tysiąc orków - trup ściele się gęsto, orki atakują! Drizzt z przyjaciółmi wpada na trop potężnego spisku zagrażającego nie tylko Górom Końca Świata ale i całym Srebrnym Marchiom... 7/10
- Opowieść Penryn o końcu świata - nie! No nie! Ja nie wiem, dlaczego, ale Mery Sue wjechała cała na biało i jeszcze jest z siebie dumna, a mnie zostawiła z poczuciem beznadziejności i rozpaczy. Nic się tu nie kleiło. Koszmar! 1/10
- Samotny drow - Jestem taki sam, jak ten palec albo coś tam coś...! Drizzt jest Drizztem, znów staje się samotnym i smutnym, a jego przyjaciele się martwią i próbują przeżyć. 6/10
- Ruchomy zamek Hauru - Sophie Kapeluszniczka przez przypadek podpada pewnej wiedźmie i w ten sposób jej losy krzyżują się z Hauru. Magiczna, dziwaczna i odbiegająca od późniejszej animacji historia. 6/10
- Atrament - Czyli kontynuacja niesamowitego "Welinu". Oniryczna, niezwykła, skomplikowana i trudna książka o aniołach, demonach, poszukiwaniach i stratach, oraz księdze, którą się pisze, ale jednak nie. 8/10
- Renegaci z Pern - Wracamy do smoków i ich jeźdźców na odległej planecie Pern! Tym razem śledzimy losy zbuntowanej kobiety, walczącej o swoje, a jednocześnie obserwujemy losy postaci, które już znamy, albo wiemy, że niedługo będziemy o nich czytać. 7/10
- Księgarnia wspomnień - I znów sięgamy po koreańskie healing book. Ciepło, wzruszająco, troszkę tajemniczo. Na miejscu bohaterki nie wiem, czy odważyłabym się tak zmieniać swoje wspomnienia! 7/10
- Każde martwe marzenie - Czyli w końcu sięgnęłam po ostatnią wydaną historię z Meekhanu. Wątki się splatają, historia gna do przodu, a ja chcę więcej i dołączyłam oficjalnie do wiernej armii wyznawców, którzy chcą już-teraz-zaraz-natcyhmiast! kolejny tom! 9/10
- Penryn i świat po - Penpredatokretynka i anioły jęczą na asfalcie, czyli jak antyutopija wizja o apokalipsie aniołów zamieniła się w tandetny kisiel w majtkach nastolatki na widok Rafaela. 1/10
- Rozdroże kruków - Czyli mój kij w mrowisko na Fantastycznej Karczmie FB i absolutny przykład podziału fanów. Dla mnie - świetny przykład, że Sapkowski forsę wziął i potem powinien iść na emeryturę i pić herbatkę, a nie udawać, że nadal pisać umie. Bo nie umie. Bardzo słabe opowiadanie o bardzo smutnym, młodym Geralcie, który nie znał Yennefer. 2/10
- Penryn i kres dni - Powrót Mery Sue i to dosłownie. Wróciła, cała na biało i jest złolem, który w piekle się nie boi niczego, doprowadza czytelników do rozpaczy a anioły do jęków. A Rafaela do orgazmu. Brrrr. 1/10
- Racice namiętności - kiedy jałówka ucieknie i spotka na swej drodze rasowego żubra... nic tak nie rozpala raciczek, jak leśny romans. Bawiłam się przednio, było muuuuuuuuuuuuuuucziwie i zabawnie, a do tego fajna akcja charytatywna. 9/10
- Piętno rzeki - Wracamy do Mercy i śledzimy jej losy na miesiącu miodowym. Jak zwykle, nic nie może być miłe, proste i jasne. Ale to Mercy, hej! Było całkiem fajnie, choć nie uniknęłam pewnych rozczarowań. 7/10
- Wrota Abaddona - Expanse wraca i odkrywa karty. Tym razem śledzimy nie polityczne rozgrywki, a raczej pomysły Protomolekuły i to, jak się wszyscy względem tego ustosunkują. trochę przegadane, trochę religijne, ale w całokształcie, jedna z lepszych książkowych space oper, jakie są. 7/10
- Nie ma świętych - a może raczej nie ma kogoś, kto by autorce powiedział, że takiego gunwa się nie wydaje, bo nie. DNF po 55 stronach. 1/10
- Najstarsza z Potęg - czyli pożegnanie z mistrzem pióra. Dużo marynistyki, dużo Ridariety i Rioladana. Sekret samej Potęgi, bitwy i spiski - mnie nie zachwycił, bo jestem typowym szczurem lądowym, który nie odróżni dzioba od burty. 6/10
- Krew na szlaku #10 - powiedzieć, że ta manga mnie oczarowała, to nic nie powiedzieć. Wciągająca, niepokojąca, przerażająca. Thriller psychologiczny, którego się nie spodziewałam, a który sprawił, że człowiek zastanawia się, jakby zachował się w miejscu głównego bohatera... a może raczej, jakiej udzielić mu pomocy? 8/10
- Dwa miecze - finał "Klingi łowcy" przynosi naprawdę sporo zaskoczeń i bardzo dobrej, wartkiej akcji. Bawiłam się przednio, śledząc losy Drizzta i jego przyjaciół. Czy ich drogi się zejdą? A może nie. I jak zakończy się kwestia błogosławionego przez Gruumsha orczego króla...? 7/10
- Doktor Grant - czyli jak pod okładką zwykłej, miłej obyczajówki ukryc tragicznego pornola o pani inżynier, która na drukarce 3D drukuje własne bibratorki i testuje je na sobie, a doktorek się w niej zakochuje, bo mu na palcach doszła trzy razy... Ugh. DNF po 57 stronach, nigdy więcej. 1/10
- Dziedziczka morza i ognia - wracamy do świata Hed, ale tym razem śledzimy losy jego narzeczonej, szukającej rozwiązania zagadki śmierci-nieśmierci Morgata. Klasyka fantastyki, subtelna, piękna, delikatna, choć chyba nie był to na nią dla mnie najlepszy czas. 6/10
- Tube (튜브). Opowieść o pewnym życiu - koreański healing. Niespełna pięćdziesięcioletni główny bohater, po serii dość nieudanych prób samobójczych, postanawia jednak coś zmienić w swoim życiu. Małe kroczki i sinusoida życia? Hmmmm! 7/10
- Gwiazda zaranna - moje liczenie w ciszy na to, ze ten tom będzie lepszy, spełzł na niczym. Mamy nadmiar płaczu Darrowa, smarków Darrowa, głupich walk, zbędnych walk, zdrad przyjaciół i przeciwników. Autor w którymś momencie wyraźnie stracił kontrolę nad tym, co się w powieści działo i z futurystycznej antyutopii mamy futurystyczną rzeźnię i slashera. 4/10
- Krew na szlaku #11 - zbliżamy się do końca tej serii, ale autor serwuje kolejny rollercoaster w tym tomie. Nie oszczędza absolutnie ani czytelników ani swoich bohaterów, ale dobrze. To manga bardzo ważna. Manga mówiąca o tym, że choroby psychiczne są pośród nas, a przemoc najbliższych może przybierać niepokojące tony. 9/10
- Starsza pani z nożem - tego się nie spodziewałam. Mordercze zapędy, staruszka z sekretem i koreańska kultura w jednym. 7/10
- Agami - baśń dla dorosłych o chłopcu ze skrzelami. Realizm magiczny miesza się tu z dawką smutku... 7/10
- Obietnica króla-czarnoksiężnika - czyli śledzimy pewnego inteligentnego drowa i skrytobójcę w akcji, porywamy się też na smocze skarby. Salvatore naprawdę tu błysnął, mimo kulawego tłumaczenia. 7/10
- His obsession - o nie, nie, i jeszcze raz nie. 105 stron wymemłanego przez raczkujący GPT gunwienka, drama z aućtorką i koszmar redaktorski w jednym. 1/10
- Droga Patriarchy - kolejny tom przygód Jarleaxle'a i Entreriego. Jest dawka smoków, artefaktów, drowów, spisków i historii która ukształtowała ich obu. Lubimy to! 7/10
- Lotosowe cesarstwo - i finałowy tom "Płonących królestw" za mną. Połowa nudna, druga połowa napisana na kolanie. Niestety, ale najsłabsza część trylogi, choć piękna językowo, sprawiała, że momentami wyłam za brakiem korekty... 5/10
- Cukiernia w płatkach wiśni - tczyli jak śliczna okładka kryje w sobie tłumaczenie bardzo po łebkach i korektę, która nie uznaje nawet przypisów, by wyjaśnić, czym jest "tatami" i dlaczego "podłoga tatami" brzmi kretyńsko... 3/10
- Kawiarnia pod Pełnią Księżyca - bjapoński realizm magiczny z potężną dawką astrologii, kotami i sztywnością, która bolała z każdym zdaniem. Zdecydowanie, literatura azjatycka chce, bym się od niej odbijała. 2/10
- Żar mrozu - Mercy znów nie może usiedzieć na tyłku i jej kojocia natura ładuje ją w kolejne problemy. Ale czy aby na pewno kojocia, a może po prostu otoczenie chce udowodnić swoje racje...? 7/10
- Czarnoksiężnik. Władca Wilków - słowacki produkt wiedźminopodobny, słowiański, krwawy i trochę nijaki, ale najgorzej nie było. Czytadełko na raz. 5/10
- Cienista Dolina - wracamy do uniwersum D&D, zaczynamy w poprawnej kolejności... i z przytupem. Bogowie upadają, bogowie powstają... 7/10
- Zapiski zielarki #14 - Maomao nie próżnuje, a w życiu pałacu też dzieje się wiele. Ale czy ktokolwiek spodziewa się, co stanie się z naszą zielarką...? 8/10
- Frankenstein - nie mogłam przejść obojętnie koło tej klasyki, zwłaszcza po najnowszym filmie del Toro, który sprawił, że zwątpiłam w ekranizacje. Tragiczna, wzruszająca, przerażająca, wspaniała. Shelly po ponad 200 latach wciąż pokazuje, że jej powieść jest przerażająco współczesna... 9/10
- Mój książę - czyli dlaczego nie powinnam ulegać zakładom, nie powinnam słuchać podszeptów
złanicy jednej kochanej, i w ogóle - moje napięte jak gumki w majtkach plany czytelnicze na listopad szlag trafiło. 4/10 - Ktoś mnie pokochał - czyli alfabetu Mostowiaków tom drugi. Czemu sobie to robię, nie wiem, pewnie po prostu chcę mieć to za sobą. Płaskie, wtórne i nijakie, ale hej! przynajmniej szybko się czytało. 3/10
- Propozycja gentlemana - czyli trzeci raz pod rząd spotykamy się z Mostowiakami! Ileż można? Nie wiem, ale ten tom drażnił mnie całkiem solidnie. 3/10
- Miłosne tajemnice - czwarty tom Mostowiaków, z nieco lepszą fabuła i pomysłem, ale jednak zaczynam zasypiać i mam dość. A przede mną jeszcze 4 tomy... 4/10
- Oświadczyny - czyli piąty tom Mostowiaków. Z nieco inną fabułą, ale wciąż nijak. 3/10
- Nikt nie odpisuje - czyli koreańska powieść, która obiecywała wiele, ale wprowadziła nic. Szybko zrobiłam DNF, mając dość czytania wysrywów myślowych głównego bohatera. 2/10
- Dziewczyna, którą chcę zabić - ależ to dobre, mimo bycia młodzieżówką! Świetna, odświeżająca, pokazująca, jak świat stygmatyzuje. Doskonałe zobrazowanie dla nastolatków i dorosłych! 9/10
- Dusza pokryta bliznami - czyli wreszcie wyczekany, wytęskniony, wyśniony! 6 tom Meekhanu. Ależ to była uczta. A ja już przebieram nóżkami, bo chcę wiedzieć, co dalej. Tak. Uwielbiam ten cykl. Bezgranicznie. 8/10
- Hrabia Monte Christo - czyli miesiąc zaczęłam klasyką. Wspaniałą, monumentalną, wywierającą niesamowite wrażenie. Zdecydowanie, żałuję, że tak późno, ale było warto, a książka trafia w topkę moich ulubionych powieści wszech czasów. 9/10
- Kopalnie króla Salomona - i znów kolejna klasyka, tym razem słodko rasistowska, i cudownie kolonialna przygodowa opowieść o Allanie Quatermainie i jego poszukiwaniu skarbów. Rewelacja! 8/10
- Doktor Jekyll i pan Hyde - i kolejna klasyka, tym razem o naturze dobra, zła i granicach moralności. Ależ to była szybka, ale jednocześnie przyjemna i fascynująca lektura! 9/10
- Grzesznik nawrócony - dobry początek miesiąca musiałam sobie popsuć Mostowiakami. Musiałam! Nie mogłam sobie przesunąć ich dalej, na przyszłość, nie! Teraz. Zachciało mi się, cholera... i znów średnia w dół. Nijako, kiepsko i płasko, 2/10
- Kwiaty dla Algernona - i wracamy do klasyki. I to jakiej! Świetna, psychologiczna powieść, w której rozważamy, czy inteligencja jest niezbędna do szczęścia, czy nie...? A przy okazji, pamiętajmy o małym ale wielkim Algernonie... 9/10
- Tantras - czyli ciągniemy Trylogię Awatarów, czyli dalsze losy poszukujących Tablic Przeznaczenia bohaterów Zapomnianych Krain. Syndrom środkowego tomu? Niestety. 6/10
- Waterdeep - czyli finał Trylogii Awatarów. Czy naszym bohaterom uda się odzyskać drugą z Tablic, a co za tym idzie, uratować ład w Krainach? Cóż... Warto sprawdzić samemu, jak to wszystko się zakończy! 7/10
- Wiedźma naczelna - funał trylogii przygód o Wolsze Rednej zaskakuje i rozczarowuje. Słabo, nijako, z naciskiem na rozwiązania rodem z YA, to nie jest coś, co tygryski lubią, więc re-reading był rozczarowujący, zwłaszcza od połowy. 4/10
- Książę kłamstw - czyli historia upadku szalonego boga, Cyrica. Książka zła nie była, była po prostu naiwna i dziwna, a autor momentami chyba przesadzał z kawą. Jak się jednak przymknie oko na pewne głupoty, bylo nieźle. 5/10
- Archiwum Snów czyli sporo oczekiwań po cieniusieńkiej książęczce, z wybitnie przegadanym tematem. A szkoda, bo mogło być spoko, i w dodatku koreańsko. A wyszło naprawdę słabo i w sposób, który zmarnował mi 2 godziny dnia. Ehhh. 3/10
- Księżniczka Marsa - czyli jak sobie zmarnować trzy godziny lektury na brzydko zestarzałą klasykę SF. Mamy więc pięknego i białego bohatera z Ziemi, marsjańską piękność i zielonoskóre, sześciorękie potwory, które są złe... 4/10
Podsumowując, dla lubiących tabelki, wykresy i całą resztę:
Ten rok czytelniczy był intensywny, zróżnicowany gatunkowo i bardzo czytelny w statystykach. Dane jasno pokazują nie tylko, co czytałam najczęściej, ale też, gdzie realnie znajdowała się największa satysfakcja czytelnicza.
Największą część roku zdominowała fantastyka klasyczna i epicka – zarówno pod względem liczby tytułów, jak i czasu spędzonego w rozbudowanych światach. To gatunek, który czytałam najczęściej i najbardziej konsekwentnie. Jednocześnie jego średnia ocena utrzymała się w solidnym, stabilnym przedziale, co sugeruje powtarzalność jakości i świadomy dobór lektur, nawet jeśli nie zawsze były to tytuły wybitne.
Drugim filarem roku – ilościowo – okazały się romanse, YA i fanfiki. Statystycznie to bardzo widoczna grupa, jednak jednocześnie ta, która najsilniej obniża ogólną średnią ocen. Wysoka liczba tytułów przy bardzo niskiej średniej pokazuje wyraźną dysproporcję pomiędzy czasem poświęconym na ten segment a uzyskaną satysfakcją.
Zupełnie inaczej prezentują się gatunki czytane rzadziej, ale konsekwentnie wysoko oceniane. Klasyka literatury oraz manga psychologiczna mają niewielki udział procentowy w całości roku, lecz osiągają najwyższe średnie ocen. To lektury o wysokiej „efektywności jakościowej” – każda kolejna książka z tych kategorii bardzo rzadko schodzi poniżej wysokiego poziomu.
Urban fantasy oraz science fiction / space opera sytuują się w środku skali: umiarkowana liczba książek, średnie stabilne, bez dużych wahań. Są to gatunki, które nie dominują ani w ilości, ani w jakości, ale pełnią rolę bezpiecznego zaplecza czytelniczego.
Ciekawie wypada również healing / cozy – gatunek obecny regularnie, lecz z wyraźnie niższą średnią, niż można by się spodziewać po jego założeniach. Statystyka sugeruje raczej zmienność doświadczeń niż stały poziom.
Patrząc całościowo, rok czytelniczy układa się w bardzo wyraźny wzór:
- najwięcej czytałam fantastyki i romansów,
- najwyżej oceniałam klasykę i mangę psychologiczną,
- dominującą oceną roku było 7/10,
- a największy rozdźwięk pomiędzy ilością a jakością dotyczył romansów i YA.
Wykresy dobrze to ilustrują: im dalej w prawo (więcej książek), tym niekoniecznie wyżej na osi satysfakcji. Z kolei najwyższe średnie osiągają gatunki czytane rzadziej, ale bardziej selektywnie.
To podsumowanie nie jest oceną gustu, tylko zapisem faktów. Dane jasno pokazują, gdzie rok był „głośny”, a gdzie naprawdę „dobry”.
Wedle LC jednak moje wyliczenia chyba są błędne i tak oto się przedstawiają:
Nie wiem, czy ja popełniłam błąd, czy kokutry są mądrzejsze...?
No ale dobra, już, już, dość tych statystyk, bo się przeciętnemu molowi w oczach będzie ćmić! :D
Książki kupione to zgoła odmienna sprawa, tu już miałam konkretną listę, z którą kupowałam swoje brakujące tytuły na regały, ale jak to bywa, oczywiście, co chwila znajdowała się książka spoza listy, co jest całkowicie normalne i typowe dla każdego książkoholika. Rzecz jasna, priorytetem było - i nadal jest, uzupełnienie do końca mojej listy życzeniowej, nie wykluczam jednak, że znów będę kupowała sobie coś z nowości... Bo mnie coś zaintryguje. ;)
STYCZEŃ:
- Silmarillion
- Nieśmiertelny
- Plastic Little
- Chirality 1-3
- Kompendium Potworów II (D&D)
- Podręcznik Przygód Epickich (D&D)
- Princesa. Przypomnij mi dni, które straciliśmy
- Cassandra
- Krew na szlaku #6+7
- Głód bogów. Krwiozaprzysiężeni. Tom 2
- Szafirowy płomień. Ukryte Dziedzictwo. Tom 4
- Żelazny złoty. Czerwony świt.
- Świat Przeistoczonych. Tom 3: Spersonifikowane noa
LUTY:
- Dungeon and drama
- Środek ciężkości
MARZEC:
- Wieczny wojownik 1-2
- Gdzie zakopano topór - Uczta Wyobraźni
- Dziw - Uczta Wyobraźni
KWIECIEŃ:
- Zwierzyna
- Mgły z Donlonu
MAJ:
- Wzlot Persepolis
- Gniew Tiamat
- Upadek Lewiatana
- Legion wspomnień
- Krew na szlaku 8-9
- Zapiski Zielarki 13
- Nowa wiosna
- Kocia szajka i czarne złoto
WRZESIEŃ:
- Kryształowy Gryf
- Klątwa Zarsthora
- Zasady magii
- Totalna magia
- Syrena i pan Hancock
- Narzeczona księcia
- Krew na szlaku #10
- Lotoswe królestwo
PAŹDZIERNIK:
- Atramentowa śmierć
- Kolor zemsty
- His obsession
- Ptaki
- Była sobie rzeka
- Czarne skrzydła czasu
- Kozioł ofiarny
- Czas mroku
- Zwiastun burz
- Atramentowa krew
- Rzeźbię w słowach
- Okowy zimy
- Asystentka złoczyńcy
- Dziewczyna, którą chcę zabić
- Zapiski zielarki #14
- Śmiały
- Sydonia
- Światło niezwykłych gwiazd
Jak widać, skupiłam się głównie na swojej liście, którą miałam do kupna - a nadal trochę pozycji mam ;) Dumna jestem, bo uzupełniłam jednak w rok wiele serii, na których mi bardzo zależało, więc... Moge się pochwalić teraz, że je mam :)
A jak tam u Was? Mam nadzieję, że bez względu czy dużo czy mało i kupionych i przeczytanych, ten rok był literacko obfitujący w same dobra, i ten, który witamy - będzie równie dobry o ile nie lepszy! Wszystkiego najlepszego życzę ja i mój mały ciałem ale wielki złośliwością - Roberto Fabio De First zwany pieszczotliwie Rambem! ;)




